Jak zrazić ludzi do turystyki górskiej?
Oczywiście przed wyjazdem otrzymaliśmy listę sugerowanych rzeczy, które należy ze sobą zabrać, czyli jedzenie, obrania, kompas, mapy, rzeczy do spania (karimata+ciepły śpiwór). Wszystko zatem w pełni profesjonalnie. Na miejsce, czyli w Gorce, dojechaliśmy zgodnie z planem w sobotę wczesnym rankiem. Po zjedzeniu śniadania podzieleni na kilka grup ruszyliśmy w góry. Tu właśnie zaczęły się problemy.
Nikt z nas nie wiedział ile choćby w przybliżeniu będzie trwała podróż. Znaliśmy mniej więcej trasę, choć po drodze okazło się, że nie zawsze będziemy poruszać się po wytyczonych szlakach. Wyszło zatem tak, że momentami schodziliśmy po sześćdziesięciostopniowym stoku w bardzo podmokłym terenie… po czym tą samą trasą wchodziliśmy w górę, bo nasz przewodnik się pogubił. Nie narzekam na to, że takie przebieżki są niezwykle męczące. Mam pewne doświadczenie wspinaczkowe i mogę powiedzieć, że w takich warunkach ze względów bezpieczeństwa powinniśmy się wzajemnie asekurować linami. To, że robiliśmy to beż żadnego zabezpieczenia jest całkowitą bezmyślnością przewodnika. Nie był to człowiek z przypadku, lecz osoba mająca od kilkunastu lat uprawnienia PTTK. Jestem prawie pewien, że w razie wypadku zostałby pozbawiony papierów za swoją bezmyślność.
Schodzenie i ponowne wchodzenie na strome stoki to oczywiście dopiero początek “przygód”. Po zjedzeniu obiadu zrobiło się ciemno, a my byliśmy dopiero w połowie drogi. Oczywiście nadal szliśmy dzikimi trasami, tylko od czasu do czasu zawadzając o wytyczone szlaki. Tak miało być szybciej i ciekawiej, a skończyło się na tym, że niejednokrotnie musieliśmy się wracać, czy też przypadkiem znajdowaliśmy się znów na trasie, z której chcieliśmy odbić. W skutecznej nawigacji niezwykle przeszkadzała gęsta mgła, którą nasz przewodnik się jednak zbytnio nie przeszkadzał.
Około 20-21, gdy byliśmy już nieźle zmęczeni mijaliśmy szałas górski w bardzo dobrym stanie. Co prawda był niewielki, ale nasza dwunastoosobowa grupa z pewnością by się w nim zmieściła. Nie satysfakcjonowało to jednak przewodnika, który uparł się, by iść dalej do wyznaczonego przez siebie punktu. Tam w końcu też miały być szałasy. Zakładam, że prowadzący chciał pokazać przed swoimi kolegami po fachu, że przyprowadzi grupę w ustalone wcześniej miejsce, mimo, że wymyślił sobie najdłuższą trasę. Szliśmy więc dalej.
Po trzech zawrotkach i pięciu zboczeniach z trasy padło hasło “zostało nam 600 metrów”. Niezwykle się ucieszyłem, choć już wcześniej przestałem wierzyć w kolejne zapewnienia przewodnika. Zacząłem więc liczyć odległość. Na miejsce dotarliśmy po mniej więcej dwóch kilometrach i co zastaliśmy? Rozsypujący się szałas wypełniony już ludźmi z innych grup. Próbowaliśmy się co prawda ułożyć na piętrze, lecz skończyło się tym, że podłoga się pode mną zawaliła. Dobrze, że akurat nikt nie leżał na dole i nikomu nic się nie stało. Nie było to jednak w żadnym stopniu przyjemne doświadczenie. Skończyło się zatem spaniem pod gołym niebem. Dobrze, że tylko przez chwilę padał deszcz, bo inaczej tą noc można by już zupełnie spisać na straty.
Podsumowując w ciągu około 14 godzin przeszliśmy w górskim terenie około 15 kilometrów pokonując różnicę poziomów 1700 metrów, czyli przeszliśmy 32 goty. Oczywiście te wyliczenia zrobiłem na podstawie analizy mapy, tak na prawdę jednak realne wielości mogą się znacząco różnić.
Drugiego dnia zbudzeni wczesnym rankiem mieliśmy wytyczony plan przebycia mniej więcej dwóch trzecich tego, co w sobotę. To było dla mnie za wiele, więc w kilka osób zbuntowaliśmy się i poszliśmy inną, krótszą trasą. Nie dość, że mieliśmy czas na oglądanie widoków, to jeszcze bez żadnego pośpiechu rozpaliliśmy sobie ognisko i przygotowaliśmy obiad. Jedyną wadą było to, że wracaliśmy wraz z pozostałymi grupami, więc musieliśmy na nich sporo poczekać, a ciepło nie było. Wolę jednak siedzieć w śpiworze na przystanku PKS, niż ganiać po ciemnym lesie resztkami sił i bez obiadu.
Reasumując, kurs SKPB z pewnością nie jest dla każdego. Szkoda, że nie było o tym mowy zanim się pozapisywaliśmy. W końcu jest różnica między ciekawą przygodą, a narażaniem życia i zdrowia uczestników.
Fatal error: Call to undefined function aizattos_related_posts() in /home/motoblog/domains/turystyczne-atrakcje.pl/public_html/wp-content/themes/mountview/single.php on line 15