<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Alternatywna turystyka</title>
	<atom:link href="http://turystyczne-atrakcje.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://turystyczne-atrakcje.pl</link>
	<description>poza ubitym szlakiem</description>
	<lastBuildDate>Wed, 22 Sep 2010 10:30:14 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1.1</generator>
		<item>
		<title>Kierunek Austria</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/kierunek-austria/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/kierunek-austria/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 22 Sep 2010 10:30:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[gościnność]]></category>
		<category><![CDATA[noclegi]]></category>
		<category><![CDATA[wycieczki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=261</guid>
		<description><![CDATA[Wielkimi krokami zbliża się kolejny sezon zimowych szaleństw, warto zatem zastanowić się jak można spędzić ten czas nie wydając wielkich pieniędzy. W tym wpisie postaram się opisać kilka form aktywnego wypoczynku w górach dla mniej i bardziej wygodnych turystów. Najłatwiej oczywiście znaleźć odpowiednią dla siebie ofertę jednego z biur turystycznych. To jednak strona dla bardziej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><div style="float: left;"><script type="text/javascript"><!--
google_ad_client = "pub-4777889275479400";
/* 300x250, utworzono 08-09-01 */
google_ad_slot = "1677197879";
google_ad_width = 300;
google_ad_height = 250;
//-->
</script>
<script type="text/javascript"
src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js">
</script></div>Wielkimi krokami zbliża się kolejny sezon zimowych szaleństw, warto zatem zastanowić się jak można spędzić ten czas nie wydając wielkich pieniędzy. W tym wpisie postaram się opisać kilka form aktywnego wypoczynku w górach dla mniej i bardziej wygodnych turystów.<span id="more-261"></span></p>
<p>Najłatwiej oczywiście znaleźć odpowiednią dla siebie ofertę jednego z biur turystycznych. To jednak strona dla bardziej ambitnych turystów, dlatego nie będę się rozpisywał nad ofertą biur turystycznych. Dużo lepiej i taniej, skorzystać z wyszukiwarek ofert na <a href="http://www.snowtrex.pl/">ferie zimowe</a>. Znajdziemy tam oferty hoteli i pensjonatów znajdujących się w okolicach największych kompleksów narciarskich. Dojazd oczywiście organizujemy sobie we własnym zakresie, ale wcale nie jest to wada. Dzięki temu nie jesteśmy skazani na najbliższe stoki i możemy w trakcie jednego wyjazdu codziennie jeździć w innym miejscu. Sam zresztą kilka lat temu w ten sposób właśnie spędzałem ferie. Spałem w wynajętym mieszkaniu (17 euro za noc) w miejscowości Fugen w austriackiej <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Zillertal">dolinie Zillertal</a> i każdego dnia odwiedzałem inny kompleks narciarski oddalony nie dalej niż czterdzieści minut samochodem. Do dziś wspominam to jako najlepszy narciarski wypoczynek w życiu – zwłaszcza w kontekście kilku późniejszych ferii na zatłoczonej i niesamowicie drogiej (od momentu wprowadzenia Euro) Słowację. Zdecydowanie nie polecam.</p>
<p>Innym, ale nieco ryzykownym, sposobem jest jazda bez zarezerwowanego noclegu. Z jednej strony to szansa na znalezienie taniego noclegu w pustych kwaterach (właściciele często gotowi są mocno obniżyć koszty, byle tylko wynająć pokoje). Z drugiej zaś należy liczyć się z tym, że po przybyciu na miejsce będziemy spędzać kilka godzin na poszukiwaniu miejsca zakwaterowania. Może się też zdarzyć tak, że jedyne dostępne łóżka będą w obiektach mocno oddalonych od ośrodków narciarskich, lub standard daleko będzie odbiegał od tego, czego oczekujemy.</p>
<p>Ostatnią i najtańszą opcją noclegu w trakcie ferii nad którą się pochylę jest znany na całym świecie couchsurfing, czyli mieszkanie u osoby użyczającej swojej kanapy. Ta forma turystyki na tyle rozpowszechniła się na świecie, że nocleg można znaleźć niemalże na całym świecie. Funkcjonuje tu jednak system poleceń, a zatem nie mając grupy znajomych, którzy wystawią nam referencje trudno będzie nam odnaleźć chętnego do użyczenia kanapy w interesującym nas rejonie i terminie. Warto także zaplanować podróż z wyprzedzeniem, żeby nie okazało się, że wszystkie interesujące nas lokacje są już zajęte. Zawsze też, zazwyczaj w ostatnim momencie, okazać się może, że nasz gospodarz odwoła możlwość noclegu. Wtedy zostajemy na lodzie i musimy szukać płatnych miejsc.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/kierunek-austria/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zamek Krzyżtopór w Ujeździe</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/zamek-krzyztopor-w-ujezdzie/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/zamek-krzyztopor-w-ujezdzie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Jun 2010 19:52:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[na weekend]]></category>
		<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=252</guid>
		<description><![CDATA[W trakcie wyjazdu w rodzinne strony miałem przyjemność odwiedzić miejscowość Ujazd i główną atrakcję okolic, czyli XVII wieczny zamek Krzyżtopór. Ten wybudowany w latach 1627-1644 dla wojewody sandomierskiego, Krzysztofa Ossolińskiego, pałac nigdy nie został ukończony, ale i tak na zwiedzających pozostawia ogromne wrażenie. Projekt zamku mocno związany był z kalendarzem, okien miał tyle, ile dni [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_253" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2010/06/101_1094.jpg"><img class="size-medium wp-image-253" title="Zamek Krzyżtopór" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2010/06/101_1094-300x225.jpg" alt="źródło własne" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">źródło własne</p></div>
<p>W trakcie wyjazdu w rodzinne strony miałem przyjemność odwiedzić miejscowość Ujazd i główną atrakcję okolic, czyli XVII wieczny zamek Krzyżtopór. Ten wybudowany w latach 1627-1644 dla wojewody sandomierskiego, Krzysztofa Ossolińskiego, pałac nigdy nie został ukończony, ale i tak na zwiedzających pozostawia ogromne wrażenie. Projekt zamku mocno związany był z kalendarzem, <em>okien miał tyle, ile dni w roku, pokoi tyle, ile tygodni; sal wielkich tyle, ile miesięcy, a 4 narożne jego baszty odpowiadały liczbie kwartałów. </em><br />
<span id="more-252"></span><br />
Mimo, iż obecnie jest to ruina warto ją zwiedzić, by przekonać się o rozmachu, z jakim go planowano. Wielkie sale, rozległe podziemne korytarze i wielość zakamarków sprawi wielką przyjemność wszystkim miłośnikom dawnej architektury. Pozostaje jedynie żałować, że Zamek został mocno uszkodzony najpierw w trakcie potopu szweckiego, a dzieła zniszczenia dokończyły w 1770 roku wojska rosyjskie. Mimo tego <div style="float: left;"><script type="text/javascript"><!--
google_ad_client = "pub-4777889275479400";
/* 300x250, utworzono 08-09-01 */
google_ad_slot = "1677197879";
google_ad_width = 300;
google_ad_height = 250;
//-->
</script>
<script type="text/javascript"
src="http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js">
</script></div> jednak wciąż istnieją pomysły odbudowy zamku, gdyż mury zachowały się aż w 90%. Pytanie tylko, czy w obecnych czasach znajdzie się jakiś milioner, który swój majątek zainwestuje właśnie w Ujeździe. Na wyłożenie tak olbrzymich pieniędzy przez samorządy nie można bowiem raczej liczyć. Mimo wszystko zapraszam, bo naprawdę warto.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/zamek-krzyztopor-w-ujezdzie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czarnobyl 2010 &#8211; relacja z wyprawy (1)</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/czarnobyl-2010-relacja-z-wyprawy-1/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/czarnobyl-2010-relacja-z-wyprawy-1/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 31 Mar 2010 08:23:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Lis</dc:creator>
				<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>
		<category><![CDATA[wycieczki]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=237</guid>
		<description><![CDATA[Pod koniec marca 2010 roku odwiedziłem ze StrefąZero.org Czarnobyl i Prypeć. Na łamach tego bloga chciałbym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami. Relację podzielę na kilka części, bo nie ma sensu pisać wszystkiego od razu. I tak pewnie nie przeczytacie tego za jednym zamachem. Ukraina Z Warszawy wyjechaliśmy we wtorek parę minut po 22. Na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pod koniec marca 2010 roku odwiedziłem ze <a href="http://strefazero.org">StrefąZero.org</a> Czarnobyl i Prypeć. Na łamach tego bloga chciałbym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami.</p>
<p>Relację podzielę na kilka części, bo nie ma sensu pisać wszystkiego od razu. I tak pewnie nie przeczytacie tego za jednym zamachem.</p>
<h2>Ukraina</h2>
<p>Z Warszawy wyjechaliśmy we wtorek parę minut po 22. Na granicy byliśmy kilka godzin później i od razu okazało się, że trafiliśmy zupełnie do innego świata. Zawsze wiedziałem, że kraje za naszą wschodnią granicą są dzikie i że jest tam zupełnie inaczej niż u nas. I miałem rację.<span id="more-237"></span></p>
<p>Z początku z okien autokaru nie było widać za wiele, ale różnicę od razu było czuć. Drogi na Ukrainie są puste, ale strasznie dziurawe.</p>
<p>Zaraz za przejściem granicznym wymienialiśmy walutę. W kantorze od złotozębnych kasjerek dostawaliśmy 2,60 UAH (hrywny ukraińskiej) za każdą zostawioną złotówkę. Na kilkudniowy wyjazd wymieniłem ok. 350 PLN. I wystarczyło w zupełności, większość pieniędzy przywiozłem jeszcze ze sobą.</p>
<p>Pierwszy postój na stacji benzynowej, wcześnie rano. W oczy rzuciły mi się dość <strong>niskie ceny paliw</strong>, które kosztują ok. 8 hrywien &#8212; czyli niewiele ponad 3 PLN&#8230; No i bukwy, wszechobecne literki o dziwnym kształcie i nieznanym znaczeniu.</p>
<p>Bukwy nauczyłem się rozpoznawać w ciągu tych kilku dni na Ukrainie, nie mając z nimi wcześniej nigdy żadnego kontaktu. Szczęśliwie kolega i koleżanka, z którymi spędzaliśmy tam czas, znają trochę język rosyjski a więc i czytanie ukraińskich napisów szło im łatwo.</p>
<p><strong>Dogadać na miejscu można się ponoć bez problemu po rosyjsku, po angielsku (z młodszymi ludźmi), ale także i po polsku</strong>. I ponoć dogadanie się po polsku jest czasem łatwiejsze i bardziej korzystne, niż po angielsku. Mieszanka kilku języków, pokazywania palcem i innych gestów wystarcza z powodzeniem, choć dobrze jest dowiedzieć się, jak po ukraińsku mówi się na śniadanie, toaletę i rachunek w knajpie. <img src='http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Kilka dni spędziliśmy w Sławutyczu. Mieście, które zostało zbudowane  dla pracowników elektrowni jądrowej w Czarnobylu po awarii w 1986.  Miasto ładne, nowoczesne, dobrze wyposażone. Mieszkaliśmy w mieszkaniach  prywatnych pracowników elektrowni, którzy na ten czas się z nich  wyprowadzili. Więc mieliśmy do dyspozycji łóżka i pościel, łazienki i  toalety oraz kuchnie i lodówki. Miasto jest małe, więc można je w ciągu  kilku minut obejść z miejsca na miejsce.</p>
<p>Dwa dni (tzn. jeden nocleg) spędziliśmy w Kijowie, mieszkaliśmy w <a href="http://www.hotel-tourist.kiev.ua/home_en.html">hotelu Turysta</a>.  Standard trzygwiazdkowy, śniadanie paskudne (zimna parówka i zimna  jajecznica), pokoje sympatyczne ale łazienki z kafelkami jak za komuny.  Lokalizacja niezła, bo niemalże bezpośrednio przy stacji metra. Żeton do metra kosztuje 1,70 UAH i za 10 hrywien dostaje się ich w automacie 5 oraz kilka monet reszty.</p>
<p><strong>Ceny niskie</strong>. Półlitrowa butelka wódki kosztuje nawet mniej, niż 10 PLN. Z naszego punktu widzenia wydaje się to niemal niemożliwe &#8212; a jednak. W knajpie w Sławutyczu shot wódki (50 ml &#8212; co nie jest normą na Ukrainie) kosztował 6 hrywien, czyli niewiele ponad 2 PLN.</p>
<p><strong>Taksówki też tanie</strong>, ale raczej nie mają taksometrów. I to powoduje różne śmieszne sytuacje. Przykładowo, jeden taksówkarz chciał nas zawieźć spod dworca kolejowego w Kijowie do Muzeum Lotnictwa (5 km w linii prostej) za 200 hrywien, twierdząc, że to ok. 35 km drogi jest. Potem zszedł do 150 UAH. Drugi w końcu zawiózł nas tam za 75 UAH, zaczynając licytację od 90&#8230;</p>
<p>Z historią z taksówkarzami wiąże się nieprzyjemne wrażenie, że wielu ludzi chce tam obcokrajowców oszukać i tylko szuka odpowiedniej okazji. Jestem pewien, że nie jest to norma i nie wszyscy mają takie podejście, ale takie przykre wrażenie odniosłem i prędko się go pewnie nie pozbędę&#8230;</p>
<p>Na dziś to tyle. Na dwa następne odcinki zaplanowałem relację ze zwiedzania zamkniętej strefy, w szczególności oglądanie obiektów elektrowni, miasta Czarnobyl, wioski Kopacze i opuszczonego miasta Prypeć.</p>
<p>Mam sporo materiału wideo, który czeka na obróbkę i montaż. Wczoraj udało mi się zmontować króciutki filmik, który w ramach zachęty Wam tu wrzucam poniżej. Na stronie YouTube, jak ktoś chce, można go obejrzeć jako <a href="http://wideo-hd.pl/">wideo High Definition</a> (1080i). Aby obejrzeć w formacie HD wystarczy kliknąć w logo YouTube w prawym dolnym rogu wideo.</p>
<p><object width="640" height="385"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/cVSxOEKUYxQ&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;rel=0&#038;color1=0x3a3a3a&#038;color2=0x999999"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/cVSxOEKUYxQ&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;rel=0&#038;color1=0x3a3a3a&#038;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="385"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/czarnobyl-2010-relacja-z-wyprawy-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Góra Krzyży</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/gora-krzyzy/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/gora-krzyzy/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Jan 2010 15:04:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Lis</dc:creator>
				<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>
		<category><![CDATA[Litwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=231</guid>
		<description><![CDATA[Podczas pierwszego tegorocznego kempingowego urlopu odwiedziliśmy Mazury i Litwę. Przemyślenia z wizyt na kempingach opublikowałem tutaj, natomiast dziś chciałbym napisać więcej na temat jednego z miejsc, które odwiedziliśmy. Jadąc na Litwę mieliśmy w planach odwiedzenie: Góry Krzyży, Wilna, Druskiennik. Mieliśmy tyko kilka dni, które mogliśmy spędzić na Litwie, więc plan był dosyć napięty. Jak dojechać? [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense-->Podczas <a href="http://volkswagen-t3.moto-blogi.pl/urlop-20091-1">pierwszego tegorocznego kempingowego urlopu</a> odwiedziliśmy Mazury i Litwę. Przemyślenia z wizyt na kempingach opublikowałem tutaj, natomiast dziś chciałbym napisać więcej na temat jednego z miejsc, które odwiedziliśmy.</p>
<p>Jadąc na Litwę mieliśmy w planach odwiedzenie:</p>
<ul>
<li>Góry Krzyży,</li>
<li>Wilna,</li>
<li>Druskiennik.</li>
</ul>
<p>Mieliśmy tyko kilka dni, które mogliśmy spędzić na Litwie, więc plan był dosyć napięty<span id="more-231"></span>.</p>
<h2>Jak dojechać?</h2>
<p>Góra Krzyży znajduje się kilkanaście kilometrów na północ od miejscowości Szawle (lit. <em>Šiauliai</em>), ponad 240 km od granicy z Polską (270, jeśli przyjąć trasę po samych <em>autostradach</em>). Jednocześnie znajduje się ok. 40 km od granicy z Łotwą, co sprawia, że warto tam wpaść jadąc dalej na północ. Dokładne położenie Góry znajdziesz w serwisie Google Maps, <a href="http://maps.google.com/maps?ll=56.015278,23.416667&amp;spn=0.3,0.3&amp;t=h&amp;q=56.015278,23.416667">pod tym linkiem</a>.</p>
<p>Wybierając trasę przejazdu po autostradach, warto pamiętać o tym, że za korzystanie z nich na Litwie się płaci. Trzeba więc kupić specjalne winiety, które się później nakleja od wewnątrz na przednią szybę. Nie pamiętam w tej chwili, ile kosztowały &#8212; polecam sprawdzenie tej informacji wcześniej, bo gdy my kupowaliśmy swoje zaraz po przekroczeniu przejścia granicznego, kasjerka nie potrafiła się z nami nijak dogadać po polsku&#8230;</p>
<h2>Gdzie spać?</h2>
<p>Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć, bo my akurat jechaliśmy samochodami kempingowymi. Zatrzymaliśmy się na parkingu przy Górze Krzyży i tam spędziliśmy noc. Wcześniej, przez nikogo nie niepokojeni, zjedliśmy sobie grillowaną kolację. <img src='http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Przy parkingu jest czysta toaleta, niestety nie darmowa, ale wejście kosztuje dosłownie grosze. Oczywiście nie jest czynna całą dobę o czym trzeba pamiętać planując nocleg na parkingu. Uczynna babcia klozetowa napełniła mi dwa pięciolitrowe baniaki na wodę, gdy tylko zobaczyła, że je niosę. <img src='http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<h2>Atrakcje</h2>
<p>Oprócz samego oglądania Góry Krzyży, warto rozważyć pozostawienie po sobie tamże własnego krzyża. Można je kupić za bezcen (za równowartość kilku-kilkunastu PLN) na miejscu, w przeróżnych rozmiarach. Spora część z nich zaopatrzona jest w tabliczki, na których można napisać w jakiej intencji pozostawia się krzyż. Przy zakupie krzyża dostaje się markera, którym się tę tabliczkę wypisuje. Markera oczywiście trzeba potem zwrócić.</p>
<p><a href="http://picasaweb.google.pl/lh/photo/zl5ul-gJkySNvguQxBK6WQ?feat=embedwebsite"><img src="http://lh5.ggpht.com/_SQih2GWlA50/S0NTbsZ3K3I/AAAAAAAAGWU/an5kA-kLhPE/s400/SS855441.JPG" /></a></p>
<p>Co by nie mówić, widok tak olbrzymiej liczby krzyży w jednym miejscu robi wrażenie&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/gora-krzyzy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czego nienawidzę na polskich kempingach</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/czego-nienawidze-na-polskich-kempingach/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/czego-nienawidze-na-polskich-kempingach/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Sep 2009 21:18:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[noclegi]]></category>
		<category><![CDATA[wycieczki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=228</guid>
		<description><![CDATA[Od kiedy pamiętam, na wakacyjne wyjazdy z rodzicami jeździliśmy pod namiot. Zwiedziłem więc sporo kempingów w Polsce i za granicą — w Danii, Niemczech, Czechach, Austrii, Słowacji. Polskie kempingi na tle moich doświadczeń wypadają słabo. A po odwiedzeniu kolejnych pięciu w tym roku, naszło mnie na napisanie tego artykułu. I wysączę tu cały jad, który [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense-->Od kiedy pamiętam, na wakacyjne wyjazdy z rodzicami jeździliśmy pod namiot. Zwiedziłem więc sporo kempingów w Polsce i za granicą — w Danii, Niemczech, Czechach, Austrii, Słowacji. Polskie kempingi na tle moich doświadczeń wypadają słabo. A po odwiedzeniu kolejnych pięciu w tym roku, naszło mnie na napisanie tego artykułu. I wysączę tu cały jad, który mi się podczas tych kempingowych wakacji nazbierał.<span id="more-228"></span></p>
<p>Oto pełna lista rzeczy i sytuacji, które denerwują mnie na polskich kempingach.</p>
<p>Po pierwsze i najważniejsze, <strong>nienawidzę brudu, który jest nieodłącznym elementem polskich kempingów</strong>. Może tylko tych, na których ja się pojawiam — w końcu nie przetestowałem wszystkich pól namiotowych w kraju. Tak czy siak, mogę spokojnie powiedzieć, że na każdym z kempingów miałem zastrzeżenia co do czystości.</p>
<p>Że pod prysznic w Polsce trzeba chodzić w klapkach (ryzyko grzybicy!), każdy chyba wie. Nie ma nic bardziej ohydnego, niż łazienka czy ubikacja ze znajdującą się na podłodze wodą. Wodą, czy jakimś innym płynem, bo przecież nie sposób ocenić jego koloru na brudnej podłodze. Nie wiadomo więc, na czym się postawi nogę.</p>
<p>Ja naprawdę rozumiem, że ciężko może być umyć podłogę czy ściany, które nie widziały pędzla z farbą od co najmniej 10 lat. Oczekuję jednak, że wydając moje ciężko zarobione pieniądze nie będę miał ochoty brać na kemping ze sobą toalety chemicznej i własnego prysznica.</p>
<p>Po drugie, <strong>nienawidzę dziwnych akcji z prysznicami</strong>. I nie mam tu na myśli brudu, opisanego powyżej, tylko inne historie, takie jak:</p>
<ul>
<li>prysznic działający na żetony (7 PLN za 5 minut, albo odwrotnie) (kemping na Mazurach),</li>
<li>prysznic płatny, chyba 10 PLN za kąpiel, która musiała się skończyć na hasło rzucone przez właścicielkę kempingu (za 10 PLN można nagrzać tyle wody, że przez tydzień bym się kąpał!) — która nota bene stwierdziła, że opłatę za prysznic brać musi, bo kemping jest bardzo tani! (to na Mierzei Wiślanej),</li>
<li>prysznic otwierany tylko w określonych godzinach (np. 7:00-10:20 i 18:00-22:20 — czemu do 22:20 a nie do pełnej godziny?) (Góry Stołowe),</li>
<li>prysznic czynny całą dobę, ale z ciepłą wodą dostępną tylko w określonych godzinach (Karkonosze),</li>
<li>niewystarczająca liczba haczyków do powieszenia ubrań — dwa haczyki do powieszenia dwóch kompletów ciuchów (czystego i zdejmowanego z siebie) i ręcznika to zdecydowanie za mało, zwłaszcza w przyciasnej kabinie prysznicowej, co kończy się zachlapaniem wodą wszystkiego, co tylko można zachlapać,</li>
<li>brak miejsca na postawienie płynu do kąpieli,</li>
<li>i oczywiście tandetne krany, “słuchawki” prysznicowe i uchwyty do ich trzymania — o niemożności ustawienia żądanej temperatury i ilości wody nie wspominając.</li>
</ul>
<p>Po trzecie, <strong>nienawidzę drożyzny prądowej</strong>. Nienawidzę drożyzny w ogóle, to zupełnie inna historia, ale już ceny podłączenia prądu do samochodu kempingowego przerastają ludzkie pojęcie. Podczas tego wyjazdu prąd podłączałem na wszystkich trzech kempingach, płacąc za to po 10 PLN za dobę. Za te pieniądze można kupić na wolnym rynku 20 kWh energii elektrycznej — aby zużyć tyle prądu musiałbym włączyć w środku elektryczną farelkę o mocy 1 000 W na niemal całą dobę.</p>
<p>Od przyszłego sezonu przestaję płacić za prąd, bo to naprawdę szkoda pieniędzy. Tym razem nie wziąłem ze sobą ogniw fotowoltaicznych, ale i bez nich pewnie starczyłoby mi prądu. Zamiast na prądzie, lodówkę kempingową zasilałbym gazem, bo wymiana butli i tak jest tańsza, niż płacenie za prąd! Do zasilenia laptopa wystarczyłoby mi prądu zmagazynowanego w akumulatorach żelowych…</p>
<p>Po czwarte, <strong>nienawidzę kłopotów z podłączeniem prądu</strong>. Nie, nie chodzi mi tu o to, że do mojego kempingowego samochodu na polskich kempingach nie ma pasujących złącz a szczytem luksusu jest uziemione bryzgoszczelne gniazdko w szafce, wyposażone jeszcze w osobny bezpiecznik automatyczny. Do tego, że najczęściej w nieszczelnej szafce jest kilka tandetnych gniazdek z jednym bezpiecznikiem na wszystkie zdążyłem się już przyzwyczaić — ot, dodatkowy bonus adrenalinowy przy odłączaniu kabla. Przedłużacz ogrodowy musiałem kupić dwa sezony temu, razem z przejściówką pasującą do mojego samochodu.</p>
<p>To, o na co w tym miejscu chciałem ponarzekać, to konieczność poczekania na kogoś, kto będzie mógł mi podłączyć prąd. Czasem jest to pani sprzątająca toalety (Karkonosze), czasem pan z recepcji, marnujący czas na pogaduszki z innymi pracownikami obiektu albo palenie papierosów (Góry Stołowe). Zawsze trzeba poczekać, aż ten ktoś łaskawie znajdzie czas, przyjdzie do nas, otworzy nam szafkę i pozwoli wetknąć kabel w gniazdko. Ta sama historia przy wyjeżdżaniu z kempingu, gdy niekiedy czas ma naprawdę niemałe znaczenie! Ci ludzie chyba nie rozumieją, że to oni są tam dla nas, a nie my dla nich!</p>
<p>Pod ten punkt podpada również mała liczba gniazd do podłączania prądu. Kiedyś na kempingu w Bieszczadach okazało się, że połowa z zainstalowanych gniazdek nie działa — a w pozostałych nie było miejsca, przez co mimo zapłacenia za prąd, nie mogłem z niego skorzystać…</p>
<p>Po piąte, <strong>nienawidzę kiepsko utrzymanych trawników</strong>. Na trzy odwiedzone podczas zakończonego wczoraj wyjazdu pola namiotowe, tylko jedno z nich miało dobrze utrzymany trawnik, choć nie przystrzyżony (koło Poznania). I to chyba tylko dlatego, że nie było tam zbyt dużego ruchu. Pozostałe miały albo dawno nie strzyżony, wygnieciony trawnik (Karkonosze) albo pięknie wystrzyżony trawniczek z hałasującą w tle spalinową kosiarką, ale miejscami tak wygnieciony i zasuszony, że trawa nieomal w ogóle zanikła, pozostawiając tylko spękaną ziemię (Góry Stołowe).</p>
<p>Po szóste, <strong>nienawidzę szukać kempingów</strong>. Zarówno “na sucho”, w domu, przed komputerem, jak i później, z samochodu. Polskie kempingi nierzadko nie mają stron internetowych, przez co niemal niemożliwe jest ich odnalezienie w internecie. Wyszukiwarki zwracają bowiem mnóstwo nieprzydatnych wyników, np. na hasło “kemping Poznań” znajdują podstrony serwisów turystycznych z ofertami kempingów w Poznaniu — przy czym ofert akurat brak. Pewną pomocą jest strona Polskiej Federacji Campingu i Caravaningu, ale ona woła o pomstę do nieba. Podczas tego wyjazdu odwiedziliśmy 4 kempingi polecane na stronach PFCC — z czego jeden był w ogóle nieczynny (ten w Poznaniu) a do każdego z trzech pozostałych mieliśmy jakieś zastrzeżenia.</p>
<p>Gdy już znajdę jakiś interesujący mnie kemping i zaplanuję jego odwiedzenie, muszę jeszcze znaleźć go na miejscu. Z braku szyldów umieszczonych w odpowiednim miejscu (np. przy głównej przelotowej drodze) nie raz i nie dwa musiałem prosić o pomoc w znalezieniu kempingu…</p>
<p>Po siódme, <strong>nienawidzę niechęci właścicieli kempingów do ewidencjonowania sprzedaży usług</strong>. Ledwie trzy razy na odwiedzonych przeze mnie kempingach zdarzyło mi się, że otrzymałem bez pytania pokwitowanie zapłaconych pieniędzy, wraz z rozliczeniem <em>opłaty klimatycznej</em> (jeśli była pobrana). W tym roku — ani razu. Gdy raz o to poprosiłem (to ten kemping ze zmienną temperaturą ciepłej wody, w Karkonoszach) co by móc złożyć pisemną reklamację, wywołałem niemały popłoch. Okazało się, że pieczątka jest w rozsypce (osobno sama pieczątka, osobno automat z resztą elementów i poduszką z tuszem) a pani za ladą nie bardzo potrafi wypełnić druczek. Nota bene, otrzymane przeze mnie pokwitowanie miało numer 19/2009 — czy to oznacza, że wcześniej kemping odwiedziło tylko 18 rodzin?</p>
<p>Może innym to nie jest potrzebne do szczęścia, ale ja jednak wolałbym, by wszystkie dochody kempingów pojawiały się na papierze i były uczciwie rozliczane. Jak mam ufać komuś, kto oszukuje nie tylko państwo (bo nie płaci podatków, ukrywając dochody) ale i swoją lokalną społeczność (unikając odprowadzania opłaty klimatycznej). Jestem bowiem przekonany, że za tą niechęcią do pokwitowań kryją się właśnie te dwa grzechy. Choć oczywiście trzeba zauważyć, że pewności żadnej absolutnie nie mam.</p>
<p>Po ósme, <strong>nienawidzę buractwa współkempingowiczów</strong>. Oczywiście rozumiem, że wszyscy przyjeżdżamy tam wypocząć, a każdy z nas ma swoją definicję wypoczynku. Tylko że jestem tam mniej niż gdziekolwiek tolerancyjny dla:</p>
<ul>
<li>głośnej muzyki, nie tylko w godzinach uświęconej tradycją ciszy nocnej,</li>
<li>smrodu papierochowego dymu,</li>
<li>smrodu podpałki do grilla.</li>
</ul>
<p>Pewnie bym na to nie zwrócił uwagi w ogóle, gdyby nie fakt, że półroczny Franek, który z nami jechał na ten wyjazd, jednak nie powinien być narażony na dym papierosowy i dym podpałki do grilla. No ale pewnie ja przesadzam, bo “trochę mu nie zaszkodzi”.</p>
<p><strong>W sumie gdyby nie prysznice i pewne wrażenie większego bezpieczeństwa niż na przydrożnym parkingu, pola kempingowe w ogóle nie byłyby mi potrzebne. Szkoda, że nie mam kampera wyposażonego w prysznic i naprawę duży zbiornik na wodę.</strong></p>
<p>/Autorem tekstu jest <strong>Krzysztof Lis</strong>, twórca bloga o <strong><a title="VW T3 Camping Blog" href="http://volkswagen-t3.moto-blogi.pl/" target="_blank">samochodzie VW T3 w wersji kempingowej</a></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/czego-nienawidze-na-polskich-kempingach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wakacje 2009 – Hiszpania!</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/wakacje-2009-%e2%80%93-hiszpania/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/wakacje-2009-%e2%80%93-hiszpania/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 Aug 2009 16:31:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[euro trip]]></category>
		<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=224</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy przyszło lato, pogoda za oknem robiła się coraz ładniejsza, a wielu znajomych z wielkim entuzjazmem opowiadało o swoich planach wakacyjnych, postanowiliśmy zweryfikować nasze pierwotne zamierzenia. „Nie ma, że boli – wakacje muszą być!”, powiedziała wtedy stanowczo moja Kasia. „Tato, jedźmy gdzieś zobaczyć morze albo góry, będzie fajnie, zobaczysz!” &#8211; wtórowały jej nasze maluchy. Nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2009/08/hiszpania.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-225" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2009/08/hiszpania-300x200.jpg" alt="" width="172" height="115" /></a>Kiedy przyszło lato, pogoda za oknem robiła się coraz ładniejsza, a wielu znajomych z wielkim entuzjazmem opowiadało o swoich planach wakacyjnych, postanowiliśmy zweryfikować nasze pierwotne zamierzenia.</p>
<p>„Nie ma, że boli – wakacje muszą być!”, powiedziała wtedy stanowczo moja Kasia. „Tato, jedźmy gdzieś zobaczyć morze albo góry, będzie fajnie, zobaczysz!” &#8211; wtórowały jej nasze maluchy.<br />
<span id="more-224"></span><br />
Nie było wyjścia, choć i ja po cichu także liczyłem na to, że uda nam się jednak gdzieś wyskoczyć, więc też odetchnąłem z ulgą.</p>
<p>Klamka zapadła! Wspólną decyzją postanowiliśmy wybrać się w tym roku do Hiszpanii, a konkretniej mówiąc do Barcelony – Julka z Kubą uwielbiają baseny i zjeżdżalnie, a Kasia lubi kąpiele słoneczne. Hiszpania wydawała się nam więc pod tym kątem najodpowiedniejsza. Klimat śródziemnomorski, gwarancja ładnej pogody, rozwinięta infrastruktura turystyczna, hotele z basenami, atrakcje turystyczne.</p>
<p>Dodatkowego smaczku całej tej historii dodawał fakt, że mieliśmy tam lecieć samolotem. Pierwszy raz! Najmniej zadowolona z tego faktu była Kasia, której perspektywa lotu spędzała sen z powiek i nie pozwalała cieszyć się do końca naszą podróżą. Od lat wspominała, że boi się latać samolotem. Odbyliśmy dlatego wspólnie wiele rozmów na ten temat, także nasi znajomi uspokajali nas, że podróż samolotem jest całkowicie bezpieczna i nie ma się czego bać. Samoloty są nowoczesne i rzadko zawodzą, obsługa pokładowa zawsze służy pomocą, a samolotami na świecie latają dziennie miliony osób i nikomu nie dzieje się krzywda.</p>
<p>To wszystko pomogło, a Kasia w końcu przekonała się, że rzeczywiście nie ma się czego bać.</p>
<p>Pozostała jeszcze najważniejsza kwestia, czyli organizacja naszego wyjazdu. To zadanie przypadło mi. Jako, że nie jestem zwolennikiem biegania od biura do biura w poszukiwaniu jakiejś ciekawej oferty, postanowiłem sprawdzić co oferuje w tym temacie Internet. I nie pomyliłem się. Także i tym razem Internet mnie nie zawiódł, a dostępne tam oferty były w większości przypadków o wiele atrakcyjniejsze od tych, o których opowiadali nam nasi znajomi.</p>
<p>Postanowiłem, że <a title="Rezerwacja biletów lotniczych" href="http://www.fruwac.pl" target="_self">rezerwacji biletów lotniczych</a> i hotelu dokonam przez Internet. Znalazłem bardzo fajną wyszukiwarkę lotów (dla zainteresowanych adres podaję <a title="Fruwać.pl" href="http://www.fruwac.pl" target="_self">tutaj</a>), która w bardzo przejrzysty i prosty sposób wyszukała nam wszystkie dostępne połączenia lotnicze w tym terminie wraz z cenami biletów lotniczych.</p>
<p>Wystarczyło, że podałem miejsce i datę wylotu oraz powrotu, a także liczbę pasażerów. Resztą zajął się już system komputerowy, który przeszukał miliony dostępnych połączeń lotniczych, zarówno tanich, jak i regularnych linii lotniczych. Już za kilkaset złotych znalazłem bilety w obie strony dla całej naszej czwórki.</p>
<p>Dodatkowo Julka miała bilet gratis (dla dzieci do 2 lat), a Kuba dostał 50% zniżkę! To już chyba autobusem wyszłoby drożej. Za bilet zapłaciłem kartą kredytową i już po chwili otrzymałem na maila bilet elektroniczny. Ot, cała rezerwacja!</p>
<p>Podobnie znalazłem ciekawą ofertę hotelu na obrzeżach Barcelony. Skorzystałem także z popularnej wyszukiwarki hoteli, dostępnej w Internecie. Zasięgnąłem także opinii na temat hotelu na forach turystycznych, aby być pewnym, że w rzeczywistości hotel jest tak samo ładny jak na zdjęciach.</p>
<p>Jedno jest pewne, zaoszczędziłem w ten sposób dobre kilkaset złotych. Wykupując zorganizowane wczasy, z pewnością wyszłoby drożej. Przecież biuro podróży także musi zarobić na pośrednictwie!</p>
<p><!--adsense-->Warto jednak trzymać się zasady, że im wcześniej rezerwujesz tym większa szansa na znalezienie dobrej oferty. Czasem zdarza się, że także na krótko przed wyjazdem jest szansa, że cena drastycznie spadnie. Trzeba się jednak wówczas liczyć, że będziemy mieli tylko kilka godzin na spakowanie się i wyjazd. Internet pozwala na samodzielne i proste śledzenie kształtowania się cen poszczególnych ofert i w razie konieczności natychmiastowej rezerwacji i wykupu. Warto więc korzystać z tych dobrodziejstw.</p>
<p>Mamy już wszystko dopięte na ostatni guzik, a teraz z niecierpliwością czekamy na nasz wyjazd. Miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie tak dobrze jak do tej pory, a nasze wakacje przyniosą nam same pozytywne i niezapomniane wspomnienia. Już teraz mamy ochotę, aby w przyszłym roku wybrać się w inne miejsce – może teraz do Turcji…?</p>
<p>Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artykuly.com.pl">artykuly.com.pl</a> &#8211; żródła darmowych artykułów do przedruku.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/wakacje-2009-%e2%80%93-hiszpania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sposób na nocleg w Poznaniu</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/sposob-na-nocleg-w-poznaniu/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/sposob-na-nocleg-w-poznaniu/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 04 Aug 2009 10:05:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[na weekend]]></category>
		<category><![CDATA[noclegi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=221</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Sebastian Wrzesionek Poznań to przede wszystkim centrum biznesu i handlu. Tutaj za sprawą między innymi Narodowych Targów Poznańskich zjeżdżają się biznesmanii z całej Polski, Europy a niekiedy nawet świata. Jednak na pracy, kontraktach oraz sprawach firmowych wyjazdy biznesmenów do Poznania się nie kończą. Po całym dniu ciężkiej pracy i załatwiania interesów należy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Sebastian Wrzesionek</small></p>
<p>Poznań to przede wszystkim centrum biznesu i handlu. Tutaj za sprawą między innymi Narodowych Targów Poznańskich zjeżdżają się biznesmanii z całej Polski, Europy a niekiedy nawet świata. Jednak na pracy, kontraktach oraz sprawach firmowych wyjazdy biznesmenów do Poznania się nie kończą. Po całym dniu ciężkiej pracy i załatwiania interesów należy spędzić jeszcze gdzieś noc i nabrać sił jakże potrzebnych do kolejnego dnia pracy.<span id="more-221"></span></p>
<p><strong>Aspekt ekonomiczny</strong></p>
<p>W centrum miasta znajduje się wiele ekskluzywnych hoteli, w których spędzić można noc. Świetnie nadają się one dla biznesmanów i przedstawicieli dużych firm, których rachunki pokryje kapitał firmowy. Jednak pamiętać należy również o tych, którzy reprezentują mniejsze, dopiero rozwijające się firmy, w których czynnik ekonomiczny ma dość duże znaczenie, a budżet przeznaczony na wyjazdy firmowe jest stosunkowo niewielki.</p>
<p>Doskonałym rozwiązaniem takiej sytuacji są oferty mniejszych i tańszych hoteli znajdujących się poza ścisłym centrum miasta takich jak np. <a href="http://www.studio-s2.pl" target="_blank">hotel Poznań</a> S-Studio 2. Hotel ten znajduje się w oddalonym o 10 minut od centrum Poznania, Swarzędzu.</p>
<p><strong>Korzyści dodatkowe</strong></p>
<p>Oczywiście największą zaletą skorzystania z hotelu poza centrum jest jego cena, jednak wbrew pozorom nie tylko. Skorzystanie z noclegu poza centrum niesie ze sobą również inne pozytywne aspekty takie jak np. fakt, że poznać możemy miasto od strony mniej oficjalnej oraz zobaczyć i dowiedzieć się znacznie więcej o danym mieście czego nie możemy doświadczyć przebywając nieustannie w ścisłym centrum. Na uwagę zasługuje również fakt, że ceny w restauracjach, barach czy nawet sklepach znajdujących się poza centrum są oczywiście niższe w związku z czym znacznie obniżają nam koszty wyjazdu.</p>
<p>Pomijając aspekty natury czysto materialnej jakimi są ceny pamiętać należy również o tym, że centrum miasta to nieustanny zgiełk i hałas żyjącego miasta. W przypadku kiedy interesy skończyliśmy nieco wcześniej to biorąc pod uwagę nocleg poza centrum mamy dużą szansę na odpoczynek na ławce w zacisznym parku czy spacer małymi uliczkami na co niestety nie możemy liczyć w centrum gdzie jedynym zacisznym miejscem mogą okazać się cztery ściany naszego hotelowego pokoju.</p>
<p>Tak więc jeżeli następnym razem w Twoim terminarzu ukaże się wpis <a href="http://www.studio-s2.pl" target="_blank">nocleg Poznań</a> zastanów się czy koniecznie musi on oznaczać nocleg w centrum Poznania.</p>
<p><span style="color: #85807e;"><br />
<a href="http://www.articool.pl" target="_blank">Informacje prasowe articool.pl</a></p>
<p>Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-12153,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Sposob_na_nocleg_w_Poznaniu.html">www.Artelis.pl</a><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/sposob-na-nocleg-w-poznaniu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Amerykańska obietnica</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/amerykanska-obietnica/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/amerykanska-obietnica/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 Aug 2009 09:56:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=219</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Paweł Rudzki Ta podróż rozpoczęła się kilka lat temu. Wtedy to pracującej ze mną Amerykance obiecałem: „Jaquelin, gdy będziesz wychodzić za mąż, przyjadę do USA na Twoje wesele”. I oto siedzę w samolocie lecącym do Waszyngtonu, aby dotrzymać swojej obietnicy. Sam lot przebiega dość spokojnie, żeby nie powiedzieć sennie. Aczkolwiek miejsce w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Paweł Rudzki</small></p>
<p>Ta podróż rozpoczęła się kilka lat temu. Wtedy to pracującej ze mną Amerykance obiecałem: <em>„Jaquelin, gdy będziesz wychodzić za mąż, przyjadę do USA na Twoje wesele”. </em>I oto siedzę w samolocie lecącym do Waszyngtonu, aby dotrzymać swojej obietnicy.<span id="more-219"></span></p>
<p>Sam lot przebiega dość spokojnie, żeby nie powiedzieć sennie. Aczkolwiek miejsce w klasie ekonomicznej nie zachęca do spania&#8230;.. Niespodzianki zaczynają się za to na lotnisku. Z samolotu nie przechodzimy do „rękawa” ale do wagonu (autobusu, pociągu??), który podwozi nas do miejsca odpraw. I tutaj nie wygląda to wesoło – koszmarna kolejka, w której stoję półtorej godziny, wcześniej oczywiście wypełniając dwa formularze. Musi to tyle trwać, skoro każdej osobie oficer skanuje palce wskazujące lewej i prawej dłoni, a dodatkowo robi zdjęcie. W końcu przedzieram się, wychodzę –</p>
<p><em>„Hej, Jaquelin! Nie mogę uwierzyć, że tutaj jestem!”</em></p>
<p>Pierwsze wrażenie po wyjściu z lotniska? Tutaj jest gorąco! Gorąco i wilgotno! A fakt ten jest jeszcze spotęgowany temperaturą w okolicy +5 st. C w czasie mojego wyjazdu z Polski.</p>
<p>Pierwsza noc mija spokojnie i szybko (chociaż bezsennie z powodu różnicy czasu), a na drugi dzień zaczynam zwiedzanie Waszyngtonu. Zanim jednak wyruszy się w takie samodzielne zwiedzanie warto zdać sobie sprawę z podstawowej rzeczy (mądry Polak po szkodzie&#8230;.) &#8211; należy unikać „Memorial Day”, czyli amerykańskiego odpowiednika połączonych rocznic Powstania Warszawskiego, Listopadowego, Styczniowego, Bitwy pod Monte Cassino, Insurekcji Kościuszkowskiej i Cudu nad Wisłą. No chyba, że ktoś lubi się obijać o tłum weteranów wojennych chodzących, jeżdżących na wózkach i  na&#8230; Harleyach.</p>
<p>Pomijając tę niedogodność zwiedzanie Waszyngtonu jest bardzo proste – wystarczy znaleźć się na <strong>„The Mall”</strong> (czasami z dodatkiem National) i wszystkie ważniejsze miejsca są na wyciągnięcie ręki. Idąc od strony zachodniej jest to Lincoln Memorial, World War II Memorial (otwarty w maju 2004), Washington Monument, aż na Kapitolu kończąc. Kapitol można zwiedzać za darmo, jeżeli tylko wcześnie rano postaramy się o zdobycie biletu uprawniającego do tego.</p>
<p>Po obu stronach „The Mall” mija się całą masę muzeów działających w ramach <strong>The Smitshonian Institute</strong>, do których wejście jest darmowe. Zwiedzając te muzea miałem mieszane uczucia. Z jednej strony wszystkie wystawy i wszystkie eksponaty są świetnie przygotowane, wyeksponowane, a ilość papierowych folderów reklamowych może przyprawić o zawrót głowy. Dodatkowe informacje? Proszę bardzo – „information desk” i pracujący tam ochotnicy (bardzo często emeryci) powiedzą wszystko na temat „co można zobaczyć w środku”. To gdzie jest „ale”? Ale jest w tym, że siłą rzeczy porównuje się te muzea do wystaw włoskich, angielskich, holenderskich czy polskich, a historia Ameryki jest oczywiście bardziej uboga. Dlatego też wiele wystaw dotyczy historii dość współczesnej – a nawet „pop”. Osobiście bardzo spodobało mi się muzeum Aircraft &amp; Space, gdzie można zobaczyć zarówno turbinę silnika samolotowego w przekroju, latające jeszcze niedawno samoloty, jak również rakiety Pershing czy SS-20, jako wspomnienie nie tak znów odległych czasów. Samoloty i fragmenty statków kosmicznych robią wrażenie. W końcu kto z nas nie chciał lecieć w kosmos, albo przynajmniej być pilotem?</p>
<p>Oprócz muzeów możemy w centrum spotkać również wiewiórki – widziałem okazy w kolorze tradycyjnym, ale też i białe oraz czarne. No i oczywiście wszędzie są widoczne amerykańskie flagi. I jest ich raczej więcej niż mniej&#8230;</p>
<p>Jeżeli „szukamy” w Waszyngotnie historii koniecznie trzeba odwiedzić Arlington Cemetery, gdzie swego czasu był pochowany Paderewski. Pięknie utrzymane alejki, równo przystrzyżona trawa, pomniki żołnierzy, cisza i spokój (pomijając masę gadających ludzi) – to miejsce naprawdę robi wrażenie.</p>
<p>Za „historyczną” dzielnicę uchodzi również Georgetown, który de facto jest oddzielnym miastem. A swoją sławę zawdzięcza J.F. Kennedyemu i jego rodzinie, którzy tam żyli i posiadali kilka domów. Domów, których teraz zasadniczo nie można zwiedzać – są własnością prywatną. Oprócz tego w Georgetown można zrobić sporo zakupów oraz pobrać naukę na jednym z trzech działających w okolicy Waszyngtonu katolickim uniwersytecie.</p>
<p>Będąc w Waszyngtonie trudno oczywiście nie zobaczyć Białego Domu. W przeciwieństwie do Kapitolu, zwiedzanie Białego Domu nie jest takie proste. Trzeba wcześniej zgłosić taką chęć do swojego kongresmena (obywatele USA) lub do swojej ambasady (obcokrajowcy), a uzyskanie zgody na wizytę tam trwa&#8230; dłuuuugo. Jak usłyszałem w polskiej ambasadzie <em>„teraz zwiedzanie Białego Domu jest dla obcokrajowca praktycznie niemożliwe”. </em>Bez problemu za to można podejść do ogrodzenia i z daleka zobaczyć The White House. Podobnie zresztą jak Pentagon czy siedzibę FBI, które ogląda się ze znacznie bliższej odległości. Ale zwiedzanie zabronione!</p>
<p><!--adsense-->Oczywiście nie samym zwiedzaniem żyje człowiek – gdzie odpocząć i na przykład napić się piwa? I tutaj pojawia się problem. To nie jest krakowski rynek, gdzie co krok jest „piwopój”. W samym centrum miasta nie ma zbyt wielu miejsc gdzie można to zrobić. Owszem – jakieś restauracje czy „jadłodajnie” można znaleźć dość łatwo, ale znalezienie miejsca gdzie można napić się piwa zajęło mi w pierwszy dzień ok. dwóch godzin. Z czystym sumieniem mogę polecić <strong>„Capitol City”, </strong>zaraz obok stacji kolejowej Central Station, który serwuje piwa własnej produkcji. Ciekawostką jest fakt, że lokal ten jest pierwszym barem w otwartym w Waszyngtonie od czasów prohibicji. Inny przyjemny lokal to <strong>„Henry’s Bar”</strong> znany przede wszystkim z wielkiej liczby Harleyów ustawianych przed nim w czasie „Memorial Day”. Piwo i tu, i tu ma dwie cechy – jest drogie i smakuje tak jakby nie było skończone. Piwa są zasadniczo słabe, a stosunek cena/mocy jest niebotyczny. Ale ta atmosfera amerykańskiego lokalu z włączonymi telewizorami ustawionymi najczęściej na kanały sportowe&#8230;</p>
<p>Trzeba również wspomnieć o przesympatycznych ludziach, których spotyka się na ulicy. Jakiś problem? Nie możesz znaleźć jakiegoś miejsca? Żaden problem – wystarczy zapytać kogokolwiek. Wprawdzie zdarzają się pomyłki – pewnego razu zamiast na „The Mall” znalazłem się w „mall” czyli dzielnicy handlowej Georgetown, ale&#8230; informujący mnie kierowca autobusu w ramach rekompensaty odwiózł za darmo z powrotem. Zresztą trzeba dodać, że transport publiczny jest zorganizowany dość dobrze. Metrem można dotrzeć praktycznie w każde ważne miejsce, chociaż oznaczenia na peronach – w którą stronę iść w przypadku przesiadki – na początku są trudne do rozszyfrowania. Jednak jeżeli wiemy jaki jest końcowy przystanek naszego metra, w kierunku którym chcemy podążać wszystko staje się proste. Warto wiedzieć, że jeżeli w metrze weźmiemy bilet „bus transfer” to bilet autobusowy po wyjściu z metra będzie nas kosztował 0,75 zamiast 1,20 USD.</p>
<p>A autobusy komunikacji publicznej są zasadniczo puste i&#8230; klimatyzowane. I nie wiem czy dla mnie nie była to jedna z bardziej przyjemnych niespodzianek w czasie tej podróży.<span style="color: #85807e;"></p>
<p><!--adsense--><a href="http://szybkoczytasz.pl" target="_blank">Wejdź na tę stronę, aby czytać szybciej!</a><br />
&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;<br />
Paweł Rudzki &#8211; trener szybkiego czytania, autor ebooka &#8220;Szybko czytasz &#8211; więcej rozumiesz&#8221;<br />
Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-11090,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Amerykanska_obietnica.html">www.Artelis.pl</a><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/amerykanska-obietnica/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyspa Rockefellera</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/wyspa-rockefellera/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/wyspa-rockefellera/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 21 Jul 2009 08:35:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=217</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Ewelina Kitlińska Zarośnięte gęstymi lasami wzgórza parku narodowego, ulewny deszcz zamieniający drogi w rwące potoki i kosmiczne ceny to jedne z przyczyn, dla których na kolejnej z amerykańskich Wysp Dziewiczych &#8211; St. John &#8211; nie ma zbyt wielu turystów. A jeśli już się pojawią, to szybko się stamtąd wynoszą. Byłam już kilka [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Ewelina Kitlińska</small></p>
<p>Zarośnięte gęstymi lasami wzgórza parku narodowego, ulewny deszcz zamieniający drogi w rwące potoki i kosmiczne ceny to jedne z przyczyn, dla których na kolejnej z amerykańskich Wysp Dziewiczych &#8211; St. John &#8211; nie ma zbyt wielu turystów. A jeśli już się pojawią, to szybko się stamtąd wynoszą.<span id="more-217"></span></p>
<p>Byłam już kilka dni na wyspie St. Thomas i codziennie niemal powtarzał się ten sam rozkład zajęć dnia: plaża, pływanie, śniadanie, plaża, pływanie, prysznic, kolacja na Red Hook, wino na plaży. Dłużej tak żyć się nie dało. Postanowiłyśmy wybrać się na pobliską, bo położoną zaledwie 3 km od nas, wyspę St. John. Było to o tyle kuszące, że wiedziałyśmy, iż tam jest mniej turystów, a poza tym udało nam się namierzyć znacznie tańsze, ale również położone przy plaży domki. W tym ośrodku, gdzie mieszkałyśmy, ceny były wysokie i wiedziałyśmy, że szybko wyczerpiemy budżet wakacyjny. Zatem pewnego ładnego i słonecznego dnia spakowałyśmy manatki i pojechałyśmy do Charlotte Amalie, żeby tam wsiąść na prom.</p>
<p><strong>Wspaniałomyślny gest Rockefellera</strong></p>
<p>Nie mogłyśmy się doczekać chwili, gdy dotrzemy do naszej wymarzonej rajskiej wyspy, która w większości pozostaje w stanie naturalnym, nietknięta przez cywilizację, gdzie tropikalne lasy kończą się na złocistej plaży. Przypłynęła duża łódź motorowa i wraz z innymi pasażerami zasiadłyśmy na górnym pokładzie. Chciałyśmy mieć dobry widok na ląd. Dotychczas nie widziałyśmy wyspy St. Thomas, na której mieszkałyśmy, od strony morza. Kiedy ruszyłyśmy, powiew wiatru był tak silny, że naciągnęłyśmy głębiej na głowy kapelusze, by ich nam nie zwiało. Oddalałyśmy się od wyspy z dużą prędkością. Od wielkich rejsowych statków, od korków na drogach wyjazdowych z Charlotte Amalie i sklepów ze złotem z zachęcającymi do zakupów tabliczkami „Gold makes you happy” (złoto czyni cię szczęśliwym). Płynęłyśmy wzdłuż brzegów St. Thomas i oglądałyśmy położone przy wszystkich plażach ośrodki wypoczynkowe lub prywatne, luksusowe rezydencje.</p>
<p>Po chwili przed nami rozpostarł się widok na porośnięte bujną roślinnością wzgórza St. John. Dziewicza przyroda, prawdziwie dzika. Dwie trzecie obszaru wyspy zajmuje park narodowy utworzony na ofiarowanym na ten cel przez Laurence’a Rockefellera gruncie. Zdawać by się mogło, ze to wspaniałomyślny gest, ale jak to z Amerykanami bywa – wszystko zostało dokładnie przemyślane. Bogacz celowo zdecydował się na takie posunięcie, chcąc uniemożliwić potencjalnym inwestorom zabudowę wokół swojej posiadłości w pobliżu ośrodka Caneel Bay. Pozostała część wyspy również nie jest gęsto zasiedlona – łącznie St. John zamieszkuje ok. 3500 osób.</p>
<p><strong>Jak na Mazurach</strong></p>
<p>Zbliżamy się do brzegu. Wyspa z dala wygląda bajecznie. Niewielkie, w większości drewniane domki, pomalowane są na kolorowo, przy plaży zakotwiczone łódki gotowe, by nimi odpłynąć w leniwy rejs. Całość wygląda bardzo zachęcająco, wesoło, przyjaźnie. Wysiadamy w porcie i łapiemy taksówkę. Ruszamy i po paru minutach pniemy się asfaltową drogą w górę, a po obu jej stronach ciągnie się prawdziwa dżungla. Wreszcie, gdy jesteśmy na szczycie wzniesienia, drzewa ustępują miejsca niedużym krzewom i odsłaniają widok na zaciszną zatokę z piaszczystą plażą, przycupniętymi przy niej domkami i żaglówkami łagodnie kiwającymi się na turkusowej, przejrzystej wodzie. Marzyłyśmy o tym, żeby znaleźć się dokładnie w takim miejscu.<br />
Jedziemy jeszcze dobrych kilka kilometrów, samochód toczy się tym razem z góry i zajeżdża w jedną z bocznych dróżek. Po chwili staje, a kierowca mówi: „To tu”.<br />
Wysiadam, idę kilka kroków przez zacieniony las, ściółka chrzęści pod nogami, a między drzewami majaczą małe chatki. Czuję ten znajomy zapach lasu i bez zastanowienia mówię: „Słuchajcie, tu jest dokładnie tak jak na Mazurach!”.<br />
„Możliwe – słyszę powątpiewający głos – ale jesteśmy na Wyspach Dziewiczych i będzie tu o wiele bardziej komfortowo”.</p>
<p><!--adsense-->Dość szybko okazuje się, że wcale tak nie jest. Po krótkiej wymianie zdań w recepcji prosimy o pokazanie domku. Niezbyt sympatyczna Murzynka, patrząca na nas z góry, prowadzi nas do małej chatki leżącej może 5 metrów od brzegu morza. Nie musimy wchodzić do środka, żeby widzieć, jak jest urządzona. 2 ściany domku do połowy stanowi moskitiera. Wyposażenie to cztery łóżka, wentylator i betonowa podłoga. Żadnych szafek, wieszaków, żadnych innych mebli. Zero komfortu, zero intymności, za to świadomość, że każda przechodząca osoba może bez problemu zaglądać do wewnątrz. Miny momentalnie nam rzedną. Rany boskie, czy jesteśmy na wakacjach, czy mamy odbywać jakąś karę?! Pani widzi naszą konsternację, ale niewzruszona prowadzi nas do wspólnych łazienek. Po oględzinach dokładnie już wiem, że nie jest jak na Mazurach. Jest gorzej. Siadamy w cieniu palm na plaży załamane zastaną sytuacją. Nie zamierzamy mieszkać w takich warunkach, zwłaszcza że cena noclegu na osobę to równowartość ponad 150 zł. Nie jest nam dane w spokoju zastanowić się nad tym, co dalej robić. Siedząc nieruchomo, jesteśmy łatwym łupem dla komarów. A ugryzienie karaibskiego komara to nie taki drobiazg jak ugryzienie mazurskiego.</p>
<p><strong>Decyzja o powrocie</strong></p>
<p>Czym prędzej biegniemy na drogę i łapiemy po kilkunastu minutach czekania taksówkę. Każemy się zawieźć do innych ośrodków. Kolejny to chatki budowane na drzewach. Tym razem w ogóle zamiast ścian mają moskitiery i jest równie drogo. Jedziemy do następnego ośrodka. Po drodze zaczyna się ulewa. W ciągu kilku minut asfaltowa droga zamienia się w rwący potok, po zboczach wzniesień leją się strugi wody, wymywając ziemię. Tu muszę wyjaśnić, że taksówki na Wyspach Dziewiczych to nieduże ciężarówki, na pace których postawiono pod zadaszeniem ławki dla pasażerów. Zadaszenie niewiele nam dało. Po kilku minutach jazdy kompletnie przemokłyśmy. Odechciało się nam oglądania kolejnych ośrodków.</p>
<p>Szybka decyzja, że wracamy na St. Thomas do naszego luksusowego w porównaniu z tymi tutaj ośrodka. Każemy kierowcy zawrócić do miasta. Taksówkarz musi jechać parę kilometrów, zanim znajduje dogodne miejsce na nawrotkę. Nie protestujemy, bo po drodze mijamy samochód osobowy, który jednym kołem spadł z asfaltu i oparł się o niego podwoziem. Pod asfaltem nie było podłoża, bo deszcze wymyły ziemię. Kierowca bezradnie stał na drodze, wybierając numer telefonu w komórce. Nie wiem, czy na St. John działa pomoc drogowa, ale z pewnością ktoś musiał pomóc temu człowiekowi wyciągnąć samochód, bo sam nie dałby sobie z tym rady. Wracamy do miasteczka i promienie słońca, które wyglądają po ulewie, suszą nasze ubrania. Widzimy, jak ulatuje z nich para.</p>
<p>Krótki spacer kończymy w knajpie. Niezbyt szczęśliwie, bo najpierw kelnerka podaje mi sfermentowany sok pomarańczowy i nawet nie sili się na zaskoczenie, kiedy mówię, że coś z napojem jest nie w porządku. A potem podaje jednej z nas zamiast smażonych krewetek zmrożone krewetki w plastikowej siatce, tyle że bez metki. Dokładnie w takiej postaci, w jakiej można je kupić w supermarkecie. W miarę jak krewetki się rozmrażają, w nozdrzach zaczyna wiercić od nieznośnego zapachu. Obiad kończy się awanturą. Jak na jeden dzień dość mamy niemiłych doświadczeń. Marzymy o tym, żeby jak najszybciej wrócić na St. Thomas. Do plaży z iguanami, do ruchliwych dróg, do przystani w Red Hook i sklepów pełnych turystów wysiadających z przybijających do brzegu statków rejsowych.</p>
<p><!--adsense-->Źródło: kafeteria.pl, maj 2007<span style="color: #85807e;"><br />
&#8211;<br />
<a href="http://kitlinska.pl" target="_blank">Ewelina Kitlińska</a><br />
Więcej podobnych artykułów oraz zdjęć na: <a href="http://kitlinska.pl" target="_blank">www.kitlinska.pl</a><br />
Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-11116,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Wyspa_Rockefellera.html">www.Artelis.pl</a><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/wyspa-rockefellera/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po nitce do kłębka…WEŁNY</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/po-nitce-do-klebka%e2%80%a6welny/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/po-nitce-do-klebka%e2%80%a6welny/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Jul 2009 10:50:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[na weekend]]></category>
		<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=214</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Piotr Łeszyk Cudze chwalimy, swego nie znamy, sami nie wiemy co posiadamy! Warto jak mantrę powtarzać tą maksymę, zwłaszcza w okresie wakacyjnym. Podczas gdy bogaci (albo po prostu bardziej oszczędni) Wielkopolanie będą byczyć się na Bahamach czy Seszelach, ci o mniej zasobnych kiebzach, ale spragnieni wrażeń estetycznych, mogą zastanowić się nad weekendowym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Piotr Łeszyk</small></p>
<p>Cudze chwalimy, swego nie znamy, sami nie wiemy co posiadamy! Warto jak mantrę powtarzać tą maksymę, zwłaszcza w okresie wakacyjnym. Podczas gdy bogaci (albo po prostu bardziej oszczędni) Wielkopolanie będą byczyć się na Bahamach czy Seszelach, ci o mniej zasobnych kiebzach, ale spragnieni wrażeń estetycznych, mogą zastanowić się nad weekendowym pobytem…właśnie, gdzie? A no może w WEŁNIE!<br />
<span id="more-214"></span></p>
<p>Już sama nazwa brzmi zachęcająco a tu czeka nas jeszcze sporo niespodzianek. Ale na początek słów kilka o lokalizacji WEŁNY. Miejscowość ta znajduje się na terenie województwa wielkopolskiego, w powiecie obornickim a żeby było łatwiej dotrzeć, dodam jeszcze, że w gminie Rogoźno. W sławetnym Rogoźnie lubił swawolić król Przemysł II. Tam też organizował biesiady na miarę uczt Lukullusa i w tej miejscowości władca został zamordowany. Za sprawą monarchy Rogoźno weszło na stałe do historii Polski. Inaczej ma się sprawa z Wełną, która choć przepiękna jest przemilczana i to, o zgrozo! we wszystkich wielkopolskich przewodnikach. Wełna jest usytuowana w odległości ok. 32 km od Poznania przy trasie nr 11 Poznań-Piła.</p>
<p>Znajduje się w niej jeden z najcenniejszych zabytków architektury sakralnej w Wielkopolsce, a może nawet warto pokusić się o stwierdzenie, że w całej Polsce. Kościół Podwyższenia Świętego Krzyża to absolutny ewenement i prawdziwa perła architektoniczno-malarska. Obiekt ten powstał z fundacji Wojciecha Rydzyńskiego, dziedzica dóbr wełneńskich, cześnika kaliskiego a wreszcie kasztelana lędzkiego oraz jego żony, Anny z Proskich. Wzniesiono go w roku 1727. Wykonanie dekoracji kościoła zlecono poznańskiemu franciszkaninowi – Adamowi Swachowi – niezwykle utalentowanemu artyście, po którym słuch zaginął już w następnej epoce. Czas najwyższy, aby przypomnieć o mistrzu-mnichu. Dzieje kościółka są dość burzliwe, ponieważ już w roku 1846 majątek wełneński został przejęty przez Niemców. Ewangelickim właścicielom nie zależało na jego odbudowaniu, poszli nawet krok dalej, zakazali wszelkich remontów. Kościół podupadał i podupadał. Odnotowano, że podczas wizyty biskupiej w roku 1862 obiekt znajdował się w stanie fatalnym. Prace remontowe podjęto najprawdopodobniej dopiero pod koniec XIX wieku. Sytuacja wełneńskiego sanktuarium uległa poprawie w drugiej dekadzie XX wieku. W latach 40. i 50. wykonano kolejne prace konserwatorskie, ale to dopiero niedawno, w latach 2002-2008, wykonano pełną konserwację polichromii (malowideł na suchym tynku).</p>
<p>Mimo że Kościół Podwyższenia Św. Krzyża w Wełnie został objęty patronatem Unii Europejskiej a ideę renowacji obiektu popiera Ks. Abp Henryk Muszyński, Metropolita Gnieźnieński, niewiele osób wie o jego istnieniu. Poza parafianami i grupą konserwatorów nikt nie interesuje się losem jednego z najcenniejszych zabytków budownictwa drewnianego w Polsce. To trochę niepokojące, ponieważ wełneńskie sanktuarium to pierwsza liga zabytków. Wnętrze kościoła wypełnia jednolita dekoracja architektoniczno-malarska, obejmująca polichromię ścian, stropów oraz ołtarzy i konfesjonałów. Dekoracja sprawia wrażenie bardzo spójnej kompozycji iluzjonistycznej. Dominują sceny związane z kultem Krzyża Świętego. Na ścianach można odnaleźć przedstawienia Widzenia Św. Bernarda, Widzenia Św. Eustachego i Stygmatyzacji Św. Franciszka. Ponieważ motywem przewodnim koncepcji Adama Swacha jest krzyż, w kościółku nie mogło zabraknąć i Konstantyna Wielkiego pod postacią którego widnieje słynna łacińska paremia „In hoc signum vinces”, czyli „Pod tym (W tym) znakiem/u zwyciężysz”. Uwagę przykuwa spójność kompozycji franciszkanina przejawiająca się w symetrycznym usytuowaniu Ewangelistów, Apostołów i męczenników. I co arcyciekawe, poszczególnych świętych można rozpoznać po atrybutach. Niejednokrotnie nie jest to łatwe zadanie, dopiero rzetelna wiedza religioznawczo-historyczna pozwala na identyfikację poszczególnych świętych. Dla przykładu, atrybutem Świętego Eustachego jest byk lub wół z brązu, bo to właśnie w rozżarzonym byku/wole został upieczony późniejszy męczennik, wpierw rzucono go lwom na pożarcie, ale gdy okazało się, że drapieżniki nie wyrządziły mu żadnej krzywdy, przedsięwzięto drastyczniejsze metody. Z kolei Święty Wawrzyniec jest przedstawiany z kratą/rusztem, na którym poniósł męczeńską śmierć. Głęboko ukryta metaforyka obrazu jest naprawdę intrygująca. Ja sama będąc nie dalej jak tydzień temu w Wełnie nie mogłam wyjść z podziwu dla artystycznego kunsztu Adama Swacha.</p>
<p>W kościele Podwyższenia Świętego Krzyża nie brakuje też przedstawień Maryi (z inskrypcją Santa Maria Mater Dei – Święta Maria Matka Boga) oraz Chrystusa jako Zbawiciela Świata (topos Salvator Mundi).</p>
<p>Co interesujące, to właśnie w Wełnie, w roku 1780 Józef Wybicki, autor tekstu Mazurka Dąbrowskiego, zawarł związek małżeński z Esterą Wierusz-Kowalską.</p>
<p>Wełneński kościół jest absolutnym majstersztykiem. Zachwycamy się monumentalnymi bazylikami i pełnymi przepychu sanktuariami maryjnymi a tymczasem, praktycznie pod ręką, mamy prawdziwy diament. Czas żeby oszlifować go do końca.</p>
<p>Aktualnie w Wełnie są kontynuowane prace konserwatorskie. Tylko renowacja sztuki pozwala ocalić ją od zapomnienia, dlatego tak ważne jest, aby wspierać zachowanie polskich dóbr kultury. Ile jest w Polsce takich zapomnianych Wełn? Ile światowej klasy malowideł ściennych czy rzeźb nie udało się ocalić? I dlaczego nie można ich poddać konserwacji? Przede wszystkim problemem są fundusze, a w zasadzie ich brak bądź niewłaściwe dysponowanie przez administrację państwową. Apeluję do wszystkich, abyśmy wspierali działania mające na celu wzbogacenie dziedzictwa narodowego. Nieodkrytych wsi, takich jak Wełna, jest bardzo wiele na mapie Polski, a tymczasem nasza miejscowość ma do zaoferowania nie tylko przepiękny kościół, który po zakończeniu prac konserwatorskich z powodzeniem mógłby stać się miejscem kameralnych koncertów organowych. Nieopodal Wełny, w Jaraczu, znajduje się również niebanalne muzeum, mianowicie Muzeum Młynarstwa. Dla zwykłych a i niezwykłych zjadaczy chleba jak znalazł! Do tego należy dodać, że Wełna jest naprawdę urokliwa. Jeżeli tylko ktoś marzy o spokojnym wypoczynku, spacerach po lesie, wytchnieniu od wielkomiejskiego zgiełku i hałasu a przy tym nie chce rezygnować z doznań estetycznych to powinien wybrać się do gminy Rogoźno.</p>
<p><!--adsense-->Marketing to przede wszystkich duże nakłady finansowe, ale i ogromne zyski. Nie każda miejscowość może się lansować poprzez plakaty reklamowe, spoty czy środki masowego przekazu. Przyczyna jest dość prozaiczna. Jak zawsze, chodzi o pieniądze. Małej gminie dużo trudniej zaistnieć niż np. gminie wielkomiejskiej. A bez medialnego szumu wiele obiektów, choć cennych, nie istnieje w naszej świadomości. Mam nadzieję, że władze lokalne uświadomią sobie jaką perłę architektoniczno-malarską posiadają i nie zachowają się jak biblijne wieprze, lecz wręcz przeciwnie, spróbują rozreklamować Wełnę i zachęcić do jej odwiedzania. Od czego zacząć? Proponuję foldery informacyjne, artykuł w lokalnej prasie, wzmiankę w przewodnikach po Wielkopolsce. Jedno jest pewne: nazwa Wełna zapada w pamięć i to warto wykorzystać!</p>
<p><strong>Autor: Monika Grażyna Jania</strong></p>
<p><a href="http://www.akademiec.pl/pl.html" target="_blank">Tekst pochodzi ze strony www.akademiec.pl. Sprawdź nas!</a></p>
<p>Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-11449,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Po_nitce_do_klebka…WELNY.html">www.Artelis.pl</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/po-nitce-do-klebka%e2%80%a6welny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

