<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Alternatywna turystyka &#187; wycieczki</title>
	<atom:link href="http://turystyczne-atrakcje.pl/category/wycieczki/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://turystyczne-atrakcje.pl</link>
	<description>poza ubitym szlakiem</description>
	<lastBuildDate>Wed, 22 Sep 2010 10:30:14 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1.1</generator>
		<item>
		<title>Kierunek Austria</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/kierunek-austria/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/kierunek-austria/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 22 Sep 2010 10:30:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[gościnność]]></category>
		<category><![CDATA[noclegi]]></category>
		<category><![CDATA[wycieczki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=261</guid>
		<description><![CDATA[Wielkimi krokami zbliża się kolejny sezon zimowych szaleństw, warto zatem zastanowić się jak można spędzić ten czas nie wydając wielkich pieniędzy. W tym wpisie postaram się opisać kilka form aktywnego wypoczynku w górach dla mniej i bardziej wygodnych turystów. Najłatwiej oczywiście znaleźć odpowiednią dla siebie ofertę jednego z biur turystycznych. To jednak strona dla bardziej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense-->Wielkimi krokami zbliża się kolejny sezon zimowych szaleństw, warto zatem zastanowić się jak można spędzić ten czas nie wydając wielkich pieniędzy. W tym wpisie postaram się opisać kilka form aktywnego wypoczynku w górach dla mniej i bardziej wygodnych turystów.<span id="more-261"></span></p>
<p>Najłatwiej oczywiście znaleźć odpowiednią dla siebie ofertę jednego z biur turystycznych. To jednak strona dla bardziej ambitnych turystów, dlatego nie będę się rozpisywał nad ofertą biur turystycznych. Dużo lepiej i taniej, skorzystać z wyszukiwarek ofert na <a href="http://www.snowtrex.pl/">ferie zimowe</a>. Znajdziemy tam oferty hoteli i pensjonatów znajdujących się w okolicach największych kompleksów narciarskich. Dojazd oczywiście organizujemy sobie we własnym zakresie, ale wcale nie jest to wada. Dzięki temu nie jesteśmy skazani na najbliższe stoki i możemy w trakcie jednego wyjazdu codziennie jeździć w innym miejscu. Sam zresztą kilka lat temu w ten sposób właśnie spędzałem ferie. Spałem w wynajętym mieszkaniu (17 euro za noc) w miejscowości Fugen w austriackiej <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Zillertal">dolinie Zillertal</a> i każdego dnia odwiedzałem inny kompleks narciarski oddalony nie dalej niż czterdzieści minut samochodem. Do dziś wspominam to jako najlepszy narciarski wypoczynek w życiu – zwłaszcza w kontekście kilku późniejszych ferii na zatłoczonej i niesamowicie drogiej (od momentu wprowadzenia Euro) Słowację. Zdecydowanie nie polecam.</p>
<p>Innym, ale nieco ryzykownym, sposobem jest jazda bez zarezerwowanego noclegu. Z jednej strony to szansa na znalezienie taniego noclegu w pustych kwaterach (właściciele często gotowi są mocno obniżyć koszty, byle tylko wynająć pokoje). Z drugiej zaś należy liczyć się z tym, że po przybyciu na miejsce będziemy spędzać kilka godzin na poszukiwaniu miejsca zakwaterowania. Może się też zdarzyć tak, że jedyne dostępne łóżka będą w obiektach mocno oddalonych od ośrodków narciarskich, lub standard daleko będzie odbiegał od tego, czego oczekujemy.</p>
<p>Ostatnią i najtańszą opcją noclegu w trakcie ferii nad którą się pochylę jest znany na całym świecie couchsurfing, czyli mieszkanie u osoby użyczającej swojej kanapy. Ta forma turystyki na tyle rozpowszechniła się na świecie, że nocleg można znaleźć niemalże na całym świecie. Funkcjonuje tu jednak system poleceń, a zatem nie mając grupy znajomych, którzy wystawią nam referencje trudno będzie nam odnaleźć chętnego do użyczenia kanapy w interesującym nas rejonie i terminie. Warto także zaplanować podróż z wyprzedzeniem, żeby nie okazało się, że wszystkie interesujące nas lokacje są już zajęte. Zawsze też, zazwyczaj w ostatnim momencie, okazać się może, że nasz gospodarz odwoła możlwość noclegu. Wtedy zostajemy na lodzie i musimy szukać płatnych miejsc.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/kierunek-austria/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zamek Krzyżtopór w Ujeździe</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/zamek-krzyztopor-w-ujezdzie/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/zamek-krzyztopor-w-ujezdzie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Jun 2010 19:52:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[na weekend]]></category>
		<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=252</guid>
		<description><![CDATA[W trakcie wyjazdu w rodzinne strony miałem przyjemność odwiedzić miejscowość Ujazd i główną atrakcję okolic, czyli XVII wieczny zamek Krzyżtopór. Ten wybudowany w latach 1627-1644 dla wojewody sandomierskiego, Krzysztofa Ossolińskiego, pałac nigdy nie został ukończony, ale i tak na zwiedzających pozostawia ogromne wrażenie. Projekt zamku mocno związany był z kalendarzem, okien miał tyle, ile dni [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_253" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2010/06/101_1094.jpg"><img class="size-medium wp-image-253" title="Zamek Krzyżtopór" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2010/06/101_1094-300x225.jpg" alt="źródło własne" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">źródło własne</p></div>
<p>W trakcie wyjazdu w rodzinne strony miałem przyjemność odwiedzić miejscowość Ujazd i główną atrakcję okolic, czyli XVII wieczny zamek Krzyżtopór. Ten wybudowany w latach 1627-1644 dla wojewody sandomierskiego, Krzysztofa Ossolińskiego, pałac nigdy nie został ukończony, ale i tak na zwiedzających pozostawia ogromne wrażenie. Projekt zamku mocno związany był z kalendarzem, <em>okien miał tyle, ile dni w roku, pokoi tyle, ile tygodni; sal wielkich tyle, ile miesięcy, a 4 narożne jego baszty odpowiadały liczbie kwartałów. </em><br />
<span id="more-252"></span><br />
Mimo, iż obecnie jest to ruina warto ją zwiedzić, by przekonać się o rozmachu, z jakim go planowano. Wielkie sale, rozległe podziemne korytarze i wielość zakamarków sprawi wielką przyjemność wszystkim miłośnikom dawnej architektury. Pozostaje jedynie żałować, że Zamek został mocno uszkodzony najpierw w trakcie potopu szweckiego, a dzieła zniszczenia dokończyły w 1770 roku wojska rosyjskie. Mimo tego <!--adsense--> jednak wciąż istnieją pomysły odbudowy zamku, gdyż mury zachowały się aż w 90%. Pytanie tylko, czy w obecnych czasach znajdzie się jakiś milioner, który swój majątek zainwestuje właśnie w Ujeździe. Na wyłożenie tak olbrzymich pieniędzy przez samorządy nie można bowiem raczej liczyć. Mimo wszystko zapraszam, bo naprawdę warto.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/zamek-krzyztopor-w-ujezdzie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czarnobyl 2010 &#8211; relacja z wyprawy (1)</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/czarnobyl-2010-relacja-z-wyprawy-1/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/czarnobyl-2010-relacja-z-wyprawy-1/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 31 Mar 2010 08:23:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Lis</dc:creator>
				<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>
		<category><![CDATA[wycieczki]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=237</guid>
		<description><![CDATA[Pod koniec marca 2010 roku odwiedziłem ze StrefąZero.org Czarnobyl i Prypeć. Na łamach tego bloga chciałbym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami. Relację podzielę na kilka części, bo nie ma sensu pisać wszystkiego od razu. I tak pewnie nie przeczytacie tego za jednym zamachem. Ukraina Z Warszawy wyjechaliśmy we wtorek parę minut po 22. Na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pod koniec marca 2010 roku odwiedziłem ze <a href="http://strefazero.org">StrefąZero.org</a> Czarnobyl i Prypeć. Na łamach tego bloga chciałbym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami.</p>
<p>Relację podzielę na kilka części, bo nie ma sensu pisać wszystkiego od razu. I tak pewnie nie przeczytacie tego za jednym zamachem.</p>
<h2>Ukraina</h2>
<p>Z Warszawy wyjechaliśmy we wtorek parę minut po 22. Na granicy byliśmy kilka godzin później i od razu okazało się, że trafiliśmy zupełnie do innego świata. Zawsze wiedziałem, że kraje za naszą wschodnią granicą są dzikie i że jest tam zupełnie inaczej niż u nas. I miałem rację.<span id="more-237"></span></p>
<p>Z początku z okien autokaru nie było widać za wiele, ale różnicę od razu było czuć. Drogi na Ukrainie są puste, ale strasznie dziurawe.</p>
<p>Zaraz za przejściem granicznym wymienialiśmy walutę. W kantorze od złotozębnych kasjerek dostawaliśmy 2,60 UAH (hrywny ukraińskiej) za każdą zostawioną złotówkę. Na kilkudniowy wyjazd wymieniłem ok. 350 PLN. I wystarczyło w zupełności, większość pieniędzy przywiozłem jeszcze ze sobą.</p>
<p>Pierwszy postój na stacji benzynowej, wcześnie rano. W oczy rzuciły mi się dość <strong>niskie ceny paliw</strong>, które kosztują ok. 8 hrywien &#8212; czyli niewiele ponad 3 PLN&#8230; No i bukwy, wszechobecne literki o dziwnym kształcie i nieznanym znaczeniu.</p>
<p>Bukwy nauczyłem się rozpoznawać w ciągu tych kilku dni na Ukrainie, nie mając z nimi wcześniej nigdy żadnego kontaktu. Szczęśliwie kolega i koleżanka, z którymi spędzaliśmy tam czas, znają trochę język rosyjski a więc i czytanie ukraińskich napisów szło im łatwo.</p>
<p><strong>Dogadać na miejscu można się ponoć bez problemu po rosyjsku, po angielsku (z młodszymi ludźmi), ale także i po polsku</strong>. I ponoć dogadanie się po polsku jest czasem łatwiejsze i bardziej korzystne, niż po angielsku. Mieszanka kilku języków, pokazywania palcem i innych gestów wystarcza z powodzeniem, choć dobrze jest dowiedzieć się, jak po ukraińsku mówi się na śniadanie, toaletę i rachunek w knajpie. <img src='http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Kilka dni spędziliśmy w Sławutyczu. Mieście, które zostało zbudowane  dla pracowników elektrowni jądrowej w Czarnobylu po awarii w 1986.  Miasto ładne, nowoczesne, dobrze wyposażone. Mieszkaliśmy w mieszkaniach  prywatnych pracowników elektrowni, którzy na ten czas się z nich  wyprowadzili. Więc mieliśmy do dyspozycji łóżka i pościel, łazienki i  toalety oraz kuchnie i lodówki. Miasto jest małe, więc można je w ciągu  kilku minut obejść z miejsca na miejsce.</p>
<p>Dwa dni (tzn. jeden nocleg) spędziliśmy w Kijowie, mieszkaliśmy w <a href="http://www.hotel-tourist.kiev.ua/home_en.html">hotelu Turysta</a>.  Standard trzygwiazdkowy, śniadanie paskudne (zimna parówka i zimna  jajecznica), pokoje sympatyczne ale łazienki z kafelkami jak za komuny.  Lokalizacja niezła, bo niemalże bezpośrednio przy stacji metra. Żeton do metra kosztuje 1,70 UAH i za 10 hrywien dostaje się ich w automacie 5 oraz kilka monet reszty.</p>
<p><strong>Ceny niskie</strong>. Półlitrowa butelka wódki kosztuje nawet mniej, niż 10 PLN. Z naszego punktu widzenia wydaje się to niemal niemożliwe &#8212; a jednak. W knajpie w Sławutyczu shot wódki (50 ml &#8212; co nie jest normą na Ukrainie) kosztował 6 hrywien, czyli niewiele ponad 2 PLN.</p>
<p><strong>Taksówki też tanie</strong>, ale raczej nie mają taksometrów. I to powoduje różne śmieszne sytuacje. Przykładowo, jeden taksówkarz chciał nas zawieźć spod dworca kolejowego w Kijowie do Muzeum Lotnictwa (5 km w linii prostej) za 200 hrywien, twierdząc, że to ok. 35 km drogi jest. Potem zszedł do 150 UAH. Drugi w końcu zawiózł nas tam za 75 UAH, zaczynając licytację od 90&#8230;</p>
<p>Z historią z taksówkarzami wiąże się nieprzyjemne wrażenie, że wielu ludzi chce tam obcokrajowców oszukać i tylko szuka odpowiedniej okazji. Jestem pewien, że nie jest to norma i nie wszyscy mają takie podejście, ale takie przykre wrażenie odniosłem i prędko się go pewnie nie pozbędę&#8230;</p>
<p>Na dziś to tyle. Na dwa następne odcinki zaplanowałem relację ze zwiedzania zamkniętej strefy, w szczególności oglądanie obiektów elektrowni, miasta Czarnobyl, wioski Kopacze i opuszczonego miasta Prypeć.</p>
<p>Mam sporo materiału wideo, który czeka na obróbkę i montaż. Wczoraj udało mi się zmontować króciutki filmik, który w ramach zachęty Wam tu wrzucam poniżej. Na stronie YouTube, jak ktoś chce, można go obejrzeć jako <a href="http://wideo-hd.pl/">wideo High Definition</a> (1080i). Aby obejrzeć w formacie HD wystarczy kliknąć w logo YouTube w prawym dolnym rogu wideo.</p>
<p><object width="640" height="385"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/cVSxOEKUYxQ&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;rel=0&#038;color1=0x3a3a3a&#038;color2=0x999999"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/cVSxOEKUYxQ&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;rel=0&#038;color1=0x3a3a3a&#038;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="385"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/czarnobyl-2010-relacja-z-wyprawy-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czego nienawidzę na polskich kempingach</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/czego-nienawidze-na-polskich-kempingach/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/czego-nienawidze-na-polskich-kempingach/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Sep 2009 21:18:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[noclegi]]></category>
		<category><![CDATA[wycieczki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=228</guid>
		<description><![CDATA[Od kiedy pamiętam, na wakacyjne wyjazdy z rodzicami jeździliśmy pod namiot. Zwiedziłem więc sporo kempingów w Polsce i za granicą — w Danii, Niemczech, Czechach, Austrii, Słowacji. Polskie kempingi na tle moich doświadczeń wypadają słabo. A po odwiedzeniu kolejnych pięciu w tym roku, naszło mnie na napisanie tego artykułu. I wysączę tu cały jad, który [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense-->Od kiedy pamiętam, na wakacyjne wyjazdy z rodzicami jeździliśmy pod namiot. Zwiedziłem więc sporo kempingów w Polsce i za granicą — w Danii, Niemczech, Czechach, Austrii, Słowacji. Polskie kempingi na tle moich doświadczeń wypadają słabo. A po odwiedzeniu kolejnych pięciu w tym roku, naszło mnie na napisanie tego artykułu. I wysączę tu cały jad, który mi się podczas tych kempingowych wakacji nazbierał.<span id="more-228"></span></p>
<p>Oto pełna lista rzeczy i sytuacji, które denerwują mnie na polskich kempingach.</p>
<p>Po pierwsze i najważniejsze, <strong>nienawidzę brudu, który jest nieodłącznym elementem polskich kempingów</strong>. Może tylko tych, na których ja się pojawiam — w końcu nie przetestowałem wszystkich pól namiotowych w kraju. Tak czy siak, mogę spokojnie powiedzieć, że na każdym z kempingów miałem zastrzeżenia co do czystości.</p>
<p>Że pod prysznic w Polsce trzeba chodzić w klapkach (ryzyko grzybicy!), każdy chyba wie. Nie ma nic bardziej ohydnego, niż łazienka czy ubikacja ze znajdującą się na podłodze wodą. Wodą, czy jakimś innym płynem, bo przecież nie sposób ocenić jego koloru na brudnej podłodze. Nie wiadomo więc, na czym się postawi nogę.</p>
<p>Ja naprawdę rozumiem, że ciężko może być umyć podłogę czy ściany, które nie widziały pędzla z farbą od co najmniej 10 lat. Oczekuję jednak, że wydając moje ciężko zarobione pieniądze nie będę miał ochoty brać na kemping ze sobą toalety chemicznej i własnego prysznica.</p>
<p>Po drugie, <strong>nienawidzę dziwnych akcji z prysznicami</strong>. I nie mam tu na myśli brudu, opisanego powyżej, tylko inne historie, takie jak:</p>
<ul>
<li>prysznic działający na żetony (7 PLN za 5 minut, albo odwrotnie) (kemping na Mazurach),</li>
<li>prysznic płatny, chyba 10 PLN za kąpiel, która musiała się skończyć na hasło rzucone przez właścicielkę kempingu (za 10 PLN można nagrzać tyle wody, że przez tydzień bym się kąpał!) — która nota bene stwierdziła, że opłatę za prysznic brać musi, bo kemping jest bardzo tani! (to na Mierzei Wiślanej),</li>
<li>prysznic otwierany tylko w określonych godzinach (np. 7:00-10:20 i 18:00-22:20 — czemu do 22:20 a nie do pełnej godziny?) (Góry Stołowe),</li>
<li>prysznic czynny całą dobę, ale z ciepłą wodą dostępną tylko w określonych godzinach (Karkonosze),</li>
<li>niewystarczająca liczba haczyków do powieszenia ubrań — dwa haczyki do powieszenia dwóch kompletów ciuchów (czystego i zdejmowanego z siebie) i ręcznika to zdecydowanie za mało, zwłaszcza w przyciasnej kabinie prysznicowej, co kończy się zachlapaniem wodą wszystkiego, co tylko można zachlapać,</li>
<li>brak miejsca na postawienie płynu do kąpieli,</li>
<li>i oczywiście tandetne krany, “słuchawki” prysznicowe i uchwyty do ich trzymania — o niemożności ustawienia żądanej temperatury i ilości wody nie wspominając.</li>
</ul>
<p>Po trzecie, <strong>nienawidzę drożyzny prądowej</strong>. Nienawidzę drożyzny w ogóle, to zupełnie inna historia, ale już ceny podłączenia prądu do samochodu kempingowego przerastają ludzkie pojęcie. Podczas tego wyjazdu prąd podłączałem na wszystkich trzech kempingach, płacąc za to po 10 PLN za dobę. Za te pieniądze można kupić na wolnym rynku 20 kWh energii elektrycznej — aby zużyć tyle prądu musiałbym włączyć w środku elektryczną farelkę o mocy 1 000 W na niemal całą dobę.</p>
<p>Od przyszłego sezonu przestaję płacić za prąd, bo to naprawdę szkoda pieniędzy. Tym razem nie wziąłem ze sobą ogniw fotowoltaicznych, ale i bez nich pewnie starczyłoby mi prądu. Zamiast na prądzie, lodówkę kempingową zasilałbym gazem, bo wymiana butli i tak jest tańsza, niż płacenie za prąd! Do zasilenia laptopa wystarczyłoby mi prądu zmagazynowanego w akumulatorach żelowych…</p>
<p>Po czwarte, <strong>nienawidzę kłopotów z podłączeniem prądu</strong>. Nie, nie chodzi mi tu o to, że do mojego kempingowego samochodu na polskich kempingach nie ma pasujących złącz a szczytem luksusu jest uziemione bryzgoszczelne gniazdko w szafce, wyposażone jeszcze w osobny bezpiecznik automatyczny. Do tego, że najczęściej w nieszczelnej szafce jest kilka tandetnych gniazdek z jednym bezpiecznikiem na wszystkie zdążyłem się już przyzwyczaić — ot, dodatkowy bonus adrenalinowy przy odłączaniu kabla. Przedłużacz ogrodowy musiałem kupić dwa sezony temu, razem z przejściówką pasującą do mojego samochodu.</p>
<p>To, o na co w tym miejscu chciałem ponarzekać, to konieczność poczekania na kogoś, kto będzie mógł mi podłączyć prąd. Czasem jest to pani sprzątająca toalety (Karkonosze), czasem pan z recepcji, marnujący czas na pogaduszki z innymi pracownikami obiektu albo palenie papierosów (Góry Stołowe). Zawsze trzeba poczekać, aż ten ktoś łaskawie znajdzie czas, przyjdzie do nas, otworzy nam szafkę i pozwoli wetknąć kabel w gniazdko. Ta sama historia przy wyjeżdżaniu z kempingu, gdy niekiedy czas ma naprawdę niemałe znaczenie! Ci ludzie chyba nie rozumieją, że to oni są tam dla nas, a nie my dla nich!</p>
<p>Pod ten punkt podpada również mała liczba gniazd do podłączania prądu. Kiedyś na kempingu w Bieszczadach okazało się, że połowa z zainstalowanych gniazdek nie działa — a w pozostałych nie było miejsca, przez co mimo zapłacenia za prąd, nie mogłem z niego skorzystać…</p>
<p>Po piąte, <strong>nienawidzę kiepsko utrzymanych trawników</strong>. Na trzy odwiedzone podczas zakończonego wczoraj wyjazdu pola namiotowe, tylko jedno z nich miało dobrze utrzymany trawnik, choć nie przystrzyżony (koło Poznania). I to chyba tylko dlatego, że nie było tam zbyt dużego ruchu. Pozostałe miały albo dawno nie strzyżony, wygnieciony trawnik (Karkonosze) albo pięknie wystrzyżony trawniczek z hałasującą w tle spalinową kosiarką, ale miejscami tak wygnieciony i zasuszony, że trawa nieomal w ogóle zanikła, pozostawiając tylko spękaną ziemię (Góry Stołowe).</p>
<p>Po szóste, <strong>nienawidzę szukać kempingów</strong>. Zarówno “na sucho”, w domu, przed komputerem, jak i później, z samochodu. Polskie kempingi nierzadko nie mają stron internetowych, przez co niemal niemożliwe jest ich odnalezienie w internecie. Wyszukiwarki zwracają bowiem mnóstwo nieprzydatnych wyników, np. na hasło “kemping Poznań” znajdują podstrony serwisów turystycznych z ofertami kempingów w Poznaniu — przy czym ofert akurat brak. Pewną pomocą jest strona Polskiej Federacji Campingu i Caravaningu, ale ona woła o pomstę do nieba. Podczas tego wyjazdu odwiedziliśmy 4 kempingi polecane na stronach PFCC — z czego jeden był w ogóle nieczynny (ten w Poznaniu) a do każdego z trzech pozostałych mieliśmy jakieś zastrzeżenia.</p>
<p>Gdy już znajdę jakiś interesujący mnie kemping i zaplanuję jego odwiedzenie, muszę jeszcze znaleźć go na miejscu. Z braku szyldów umieszczonych w odpowiednim miejscu (np. przy głównej przelotowej drodze) nie raz i nie dwa musiałem prosić o pomoc w znalezieniu kempingu…</p>
<p>Po siódme, <strong>nienawidzę niechęci właścicieli kempingów do ewidencjonowania sprzedaży usług</strong>. Ledwie trzy razy na odwiedzonych przeze mnie kempingach zdarzyło mi się, że otrzymałem bez pytania pokwitowanie zapłaconych pieniędzy, wraz z rozliczeniem <em>opłaty klimatycznej</em> (jeśli była pobrana). W tym roku — ani razu. Gdy raz o to poprosiłem (to ten kemping ze zmienną temperaturą ciepłej wody, w Karkonoszach) co by móc złożyć pisemną reklamację, wywołałem niemały popłoch. Okazało się, że pieczątka jest w rozsypce (osobno sama pieczątka, osobno automat z resztą elementów i poduszką z tuszem) a pani za ladą nie bardzo potrafi wypełnić druczek. Nota bene, otrzymane przeze mnie pokwitowanie miało numer 19/2009 — czy to oznacza, że wcześniej kemping odwiedziło tylko 18 rodzin?</p>
<p>Może innym to nie jest potrzebne do szczęścia, ale ja jednak wolałbym, by wszystkie dochody kempingów pojawiały się na papierze i były uczciwie rozliczane. Jak mam ufać komuś, kto oszukuje nie tylko państwo (bo nie płaci podatków, ukrywając dochody) ale i swoją lokalną społeczność (unikając odprowadzania opłaty klimatycznej). Jestem bowiem przekonany, że za tą niechęcią do pokwitowań kryją się właśnie te dwa grzechy. Choć oczywiście trzeba zauważyć, że pewności żadnej absolutnie nie mam.</p>
<p>Po ósme, <strong>nienawidzę buractwa współkempingowiczów</strong>. Oczywiście rozumiem, że wszyscy przyjeżdżamy tam wypocząć, a każdy z nas ma swoją definicję wypoczynku. Tylko że jestem tam mniej niż gdziekolwiek tolerancyjny dla:</p>
<ul>
<li>głośnej muzyki, nie tylko w godzinach uświęconej tradycją ciszy nocnej,</li>
<li>smrodu papierochowego dymu,</li>
<li>smrodu podpałki do grilla.</li>
</ul>
<p>Pewnie bym na to nie zwrócił uwagi w ogóle, gdyby nie fakt, że półroczny Franek, który z nami jechał na ten wyjazd, jednak nie powinien być narażony na dym papierosowy i dym podpałki do grilla. No ale pewnie ja przesadzam, bo “trochę mu nie zaszkodzi”.</p>
<p><strong>W sumie gdyby nie prysznice i pewne wrażenie większego bezpieczeństwa niż na przydrożnym parkingu, pola kempingowe w ogóle nie byłyby mi potrzebne. Szkoda, że nie mam kampera wyposażonego w prysznic i naprawę duży zbiornik na wodę.</strong></p>
<p>/Autorem tekstu jest <strong>Krzysztof Lis</strong>, twórca bloga o <strong><a title="VW T3 Camping Blog" href="http://volkswagen-t3.moto-blogi.pl/" target="_blank">samochodzie VW T3 w wersji kempingowej</a></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/czego-nienawidze-na-polskich-kempingach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wakacje 2009 – Hiszpania!</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/wakacje-2009-%e2%80%93-hiszpania/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/wakacje-2009-%e2%80%93-hiszpania/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 Aug 2009 16:31:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[euro trip]]></category>
		<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=224</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy przyszło lato, pogoda za oknem robiła się coraz ładniejsza, a wielu znajomych z wielkim entuzjazmem opowiadało o swoich planach wakacyjnych, postanowiliśmy zweryfikować nasze pierwotne zamierzenia. „Nie ma, że boli – wakacje muszą być!”, powiedziała wtedy stanowczo moja Kasia. „Tato, jedźmy gdzieś zobaczyć morze albo góry, będzie fajnie, zobaczysz!” &#8211; wtórowały jej nasze maluchy. Nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2009/08/hiszpania.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-225" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2009/08/hiszpania-300x200.jpg" alt="" width="172" height="115" /></a>Kiedy przyszło lato, pogoda za oknem robiła się coraz ładniejsza, a wielu znajomych z wielkim entuzjazmem opowiadało o swoich planach wakacyjnych, postanowiliśmy zweryfikować nasze pierwotne zamierzenia.</p>
<p>„Nie ma, że boli – wakacje muszą być!”, powiedziała wtedy stanowczo moja Kasia. „Tato, jedźmy gdzieś zobaczyć morze albo góry, będzie fajnie, zobaczysz!” &#8211; wtórowały jej nasze maluchy.<br />
<span id="more-224"></span><br />
Nie było wyjścia, choć i ja po cichu także liczyłem na to, że uda nam się jednak gdzieś wyskoczyć, więc też odetchnąłem z ulgą.</p>
<p>Klamka zapadła! Wspólną decyzją postanowiliśmy wybrać się w tym roku do Hiszpanii, a konkretniej mówiąc do Barcelony – Julka z Kubą uwielbiają baseny i zjeżdżalnie, a Kasia lubi kąpiele słoneczne. Hiszpania wydawała się nam więc pod tym kątem najodpowiedniejsza. Klimat śródziemnomorski, gwarancja ładnej pogody, rozwinięta infrastruktura turystyczna, hotele z basenami, atrakcje turystyczne.</p>
<p>Dodatkowego smaczku całej tej historii dodawał fakt, że mieliśmy tam lecieć samolotem. Pierwszy raz! Najmniej zadowolona z tego faktu była Kasia, której perspektywa lotu spędzała sen z powiek i nie pozwalała cieszyć się do końca naszą podróżą. Od lat wspominała, że boi się latać samolotem. Odbyliśmy dlatego wspólnie wiele rozmów na ten temat, także nasi znajomi uspokajali nas, że podróż samolotem jest całkowicie bezpieczna i nie ma się czego bać. Samoloty są nowoczesne i rzadko zawodzą, obsługa pokładowa zawsze służy pomocą, a samolotami na świecie latają dziennie miliony osób i nikomu nie dzieje się krzywda.</p>
<p>To wszystko pomogło, a Kasia w końcu przekonała się, że rzeczywiście nie ma się czego bać.</p>
<p>Pozostała jeszcze najważniejsza kwestia, czyli organizacja naszego wyjazdu. To zadanie przypadło mi. Jako, że nie jestem zwolennikiem biegania od biura do biura w poszukiwaniu jakiejś ciekawej oferty, postanowiłem sprawdzić co oferuje w tym temacie Internet. I nie pomyliłem się. Także i tym razem Internet mnie nie zawiódł, a dostępne tam oferty były w większości przypadków o wiele atrakcyjniejsze od tych, o których opowiadali nam nasi znajomi.</p>
<p>Postanowiłem, że <a title="Rezerwacja biletów lotniczych" href="http://www.fruwac.pl" target="_self">rezerwacji biletów lotniczych</a> i hotelu dokonam przez Internet. Znalazłem bardzo fajną wyszukiwarkę lotów (dla zainteresowanych adres podaję <a title="Fruwać.pl" href="http://www.fruwac.pl" target="_self">tutaj</a>), która w bardzo przejrzysty i prosty sposób wyszukała nam wszystkie dostępne połączenia lotnicze w tym terminie wraz z cenami biletów lotniczych.</p>
<p>Wystarczyło, że podałem miejsce i datę wylotu oraz powrotu, a także liczbę pasażerów. Resztą zajął się już system komputerowy, który przeszukał miliony dostępnych połączeń lotniczych, zarówno tanich, jak i regularnych linii lotniczych. Już za kilkaset złotych znalazłem bilety w obie strony dla całej naszej czwórki.</p>
<p>Dodatkowo Julka miała bilet gratis (dla dzieci do 2 lat), a Kuba dostał 50% zniżkę! To już chyba autobusem wyszłoby drożej. Za bilet zapłaciłem kartą kredytową i już po chwili otrzymałem na maila bilet elektroniczny. Ot, cała rezerwacja!</p>
<p>Podobnie znalazłem ciekawą ofertę hotelu na obrzeżach Barcelony. Skorzystałem także z popularnej wyszukiwarki hoteli, dostępnej w Internecie. Zasięgnąłem także opinii na temat hotelu na forach turystycznych, aby być pewnym, że w rzeczywistości hotel jest tak samo ładny jak na zdjęciach.</p>
<p>Jedno jest pewne, zaoszczędziłem w ten sposób dobre kilkaset złotych. Wykupując zorganizowane wczasy, z pewnością wyszłoby drożej. Przecież biuro podróży także musi zarobić na pośrednictwie!</p>
<p><!--adsense-->Warto jednak trzymać się zasady, że im wcześniej rezerwujesz tym większa szansa na znalezienie dobrej oferty. Czasem zdarza się, że także na krótko przed wyjazdem jest szansa, że cena drastycznie spadnie. Trzeba się jednak wówczas liczyć, że będziemy mieli tylko kilka godzin na spakowanie się i wyjazd. Internet pozwala na samodzielne i proste śledzenie kształtowania się cen poszczególnych ofert i w razie konieczności natychmiastowej rezerwacji i wykupu. Warto więc korzystać z tych dobrodziejstw.</p>
<p>Mamy już wszystko dopięte na ostatni guzik, a teraz z niecierpliwością czekamy na nasz wyjazd. Miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie tak dobrze jak do tej pory, a nasze wakacje przyniosą nam same pozytywne i niezapomniane wspomnienia. Już teraz mamy ochotę, aby w przyszłym roku wybrać się w inne miejsce – może teraz do Turcji…?</p>
<p>Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artykuly.com.pl">artykuly.com.pl</a> &#8211; żródła darmowych artykułów do przedruku.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/wakacje-2009-%e2%80%93-hiszpania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sposób na nocleg w Poznaniu</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/sposob-na-nocleg-w-poznaniu/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/sposob-na-nocleg-w-poznaniu/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 04 Aug 2009 10:05:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[na weekend]]></category>
		<category><![CDATA[noclegi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=221</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Sebastian Wrzesionek Poznań to przede wszystkim centrum biznesu i handlu. Tutaj za sprawą między innymi Narodowych Targów Poznańskich zjeżdżają się biznesmanii z całej Polski, Europy a niekiedy nawet świata. Jednak na pracy, kontraktach oraz sprawach firmowych wyjazdy biznesmenów do Poznania się nie kończą. Po całym dniu ciężkiej pracy i załatwiania interesów należy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Sebastian Wrzesionek</small></p>
<p>Poznań to przede wszystkim centrum biznesu i handlu. Tutaj za sprawą między innymi Narodowych Targów Poznańskich zjeżdżają się biznesmanii z całej Polski, Europy a niekiedy nawet świata. Jednak na pracy, kontraktach oraz sprawach firmowych wyjazdy biznesmenów do Poznania się nie kończą. Po całym dniu ciężkiej pracy i załatwiania interesów należy spędzić jeszcze gdzieś noc i nabrać sił jakże potrzebnych do kolejnego dnia pracy.<span id="more-221"></span></p>
<p><strong>Aspekt ekonomiczny</strong></p>
<p>W centrum miasta znajduje się wiele ekskluzywnych hoteli, w których spędzić można noc. Świetnie nadają się one dla biznesmanów i przedstawicieli dużych firm, których rachunki pokryje kapitał firmowy. Jednak pamiętać należy również o tych, którzy reprezentują mniejsze, dopiero rozwijające się firmy, w których czynnik ekonomiczny ma dość duże znaczenie, a budżet przeznaczony na wyjazdy firmowe jest stosunkowo niewielki.</p>
<p>Doskonałym rozwiązaniem takiej sytuacji są oferty mniejszych i tańszych hoteli znajdujących się poza ścisłym centrum miasta takich jak np. <a href="http://www.studio-s2.pl" target="_blank">hotel Poznań</a> S-Studio 2. Hotel ten znajduje się w oddalonym o 10 minut od centrum Poznania, Swarzędzu.</p>
<p><strong>Korzyści dodatkowe</strong></p>
<p>Oczywiście największą zaletą skorzystania z hotelu poza centrum jest jego cena, jednak wbrew pozorom nie tylko. Skorzystanie z noclegu poza centrum niesie ze sobą również inne pozytywne aspekty takie jak np. fakt, że poznać możemy miasto od strony mniej oficjalnej oraz zobaczyć i dowiedzieć się znacznie więcej o danym mieście czego nie możemy doświadczyć przebywając nieustannie w ścisłym centrum. Na uwagę zasługuje również fakt, że ceny w restauracjach, barach czy nawet sklepach znajdujących się poza centrum są oczywiście niższe w związku z czym znacznie obniżają nam koszty wyjazdu.</p>
<p>Pomijając aspekty natury czysto materialnej jakimi są ceny pamiętać należy również o tym, że centrum miasta to nieustanny zgiełk i hałas żyjącego miasta. W przypadku kiedy interesy skończyliśmy nieco wcześniej to biorąc pod uwagę nocleg poza centrum mamy dużą szansę na odpoczynek na ławce w zacisznym parku czy spacer małymi uliczkami na co niestety nie możemy liczyć w centrum gdzie jedynym zacisznym miejscem mogą okazać się cztery ściany naszego hotelowego pokoju.</p>
<p>Tak więc jeżeli następnym razem w Twoim terminarzu ukaże się wpis <a href="http://www.studio-s2.pl" target="_blank">nocleg Poznań</a> zastanów się czy koniecznie musi on oznaczać nocleg w centrum Poznania.</p>
<p><span style="color: #85807e;"><br />
<a href="http://www.articool.pl" target="_blank">Informacje prasowe articool.pl</a></p>
<p>Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-12153,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Sposob_na_nocleg_w_Poznaniu.html">www.Artelis.pl</a><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/sposob-na-nocleg-w-poznaniu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po nitce do kłębka…WEŁNY</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/po-nitce-do-klebka%e2%80%a6welny/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/po-nitce-do-klebka%e2%80%a6welny/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Jul 2009 10:50:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[na weekend]]></category>
		<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=214</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Piotr Łeszyk Cudze chwalimy, swego nie znamy, sami nie wiemy co posiadamy! Warto jak mantrę powtarzać tą maksymę, zwłaszcza w okresie wakacyjnym. Podczas gdy bogaci (albo po prostu bardziej oszczędni) Wielkopolanie będą byczyć się na Bahamach czy Seszelach, ci o mniej zasobnych kiebzach, ale spragnieni wrażeń estetycznych, mogą zastanowić się nad weekendowym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Piotr Łeszyk</small></p>
<p>Cudze chwalimy, swego nie znamy, sami nie wiemy co posiadamy! Warto jak mantrę powtarzać tą maksymę, zwłaszcza w okresie wakacyjnym. Podczas gdy bogaci (albo po prostu bardziej oszczędni) Wielkopolanie będą byczyć się na Bahamach czy Seszelach, ci o mniej zasobnych kiebzach, ale spragnieni wrażeń estetycznych, mogą zastanowić się nad weekendowym pobytem…właśnie, gdzie? A no może w WEŁNIE!<br />
<span id="more-214"></span></p>
<p>Już sama nazwa brzmi zachęcająco a tu czeka nas jeszcze sporo niespodzianek. Ale na początek słów kilka o lokalizacji WEŁNY. Miejscowość ta znajduje się na terenie województwa wielkopolskiego, w powiecie obornickim a żeby było łatwiej dotrzeć, dodam jeszcze, że w gminie Rogoźno. W sławetnym Rogoźnie lubił swawolić król Przemysł II. Tam też organizował biesiady na miarę uczt Lukullusa i w tej miejscowości władca został zamordowany. Za sprawą monarchy Rogoźno weszło na stałe do historii Polski. Inaczej ma się sprawa z Wełną, która choć przepiękna jest przemilczana i to, o zgrozo! we wszystkich wielkopolskich przewodnikach. Wełna jest usytuowana w odległości ok. 32 km od Poznania przy trasie nr 11 Poznań-Piła.</p>
<p>Znajduje się w niej jeden z najcenniejszych zabytków architektury sakralnej w Wielkopolsce, a może nawet warto pokusić się o stwierdzenie, że w całej Polsce. Kościół Podwyższenia Świętego Krzyża to absolutny ewenement i prawdziwa perła architektoniczno-malarska. Obiekt ten powstał z fundacji Wojciecha Rydzyńskiego, dziedzica dóbr wełneńskich, cześnika kaliskiego a wreszcie kasztelana lędzkiego oraz jego żony, Anny z Proskich. Wzniesiono go w roku 1727. Wykonanie dekoracji kościoła zlecono poznańskiemu franciszkaninowi – Adamowi Swachowi – niezwykle utalentowanemu artyście, po którym słuch zaginął już w następnej epoce. Czas najwyższy, aby przypomnieć o mistrzu-mnichu. Dzieje kościółka są dość burzliwe, ponieważ już w roku 1846 majątek wełneński został przejęty przez Niemców. Ewangelickim właścicielom nie zależało na jego odbudowaniu, poszli nawet krok dalej, zakazali wszelkich remontów. Kościół podupadał i podupadał. Odnotowano, że podczas wizyty biskupiej w roku 1862 obiekt znajdował się w stanie fatalnym. Prace remontowe podjęto najprawdopodobniej dopiero pod koniec XIX wieku. Sytuacja wełneńskiego sanktuarium uległa poprawie w drugiej dekadzie XX wieku. W latach 40. i 50. wykonano kolejne prace konserwatorskie, ale to dopiero niedawno, w latach 2002-2008, wykonano pełną konserwację polichromii (malowideł na suchym tynku).</p>
<p>Mimo że Kościół Podwyższenia Św. Krzyża w Wełnie został objęty patronatem Unii Europejskiej a ideę renowacji obiektu popiera Ks. Abp Henryk Muszyński, Metropolita Gnieźnieński, niewiele osób wie o jego istnieniu. Poza parafianami i grupą konserwatorów nikt nie interesuje się losem jednego z najcenniejszych zabytków budownictwa drewnianego w Polsce. To trochę niepokojące, ponieważ wełneńskie sanktuarium to pierwsza liga zabytków. Wnętrze kościoła wypełnia jednolita dekoracja architektoniczno-malarska, obejmująca polichromię ścian, stropów oraz ołtarzy i konfesjonałów. Dekoracja sprawia wrażenie bardzo spójnej kompozycji iluzjonistycznej. Dominują sceny związane z kultem Krzyża Świętego. Na ścianach można odnaleźć przedstawienia Widzenia Św. Bernarda, Widzenia Św. Eustachego i Stygmatyzacji Św. Franciszka. Ponieważ motywem przewodnim koncepcji Adama Swacha jest krzyż, w kościółku nie mogło zabraknąć i Konstantyna Wielkiego pod postacią którego widnieje słynna łacińska paremia „In hoc signum vinces”, czyli „Pod tym (W tym) znakiem/u zwyciężysz”. Uwagę przykuwa spójność kompozycji franciszkanina przejawiająca się w symetrycznym usytuowaniu Ewangelistów, Apostołów i męczenników. I co arcyciekawe, poszczególnych świętych można rozpoznać po atrybutach. Niejednokrotnie nie jest to łatwe zadanie, dopiero rzetelna wiedza religioznawczo-historyczna pozwala na identyfikację poszczególnych świętych. Dla przykładu, atrybutem Świętego Eustachego jest byk lub wół z brązu, bo to właśnie w rozżarzonym byku/wole został upieczony późniejszy męczennik, wpierw rzucono go lwom na pożarcie, ale gdy okazało się, że drapieżniki nie wyrządziły mu żadnej krzywdy, przedsięwzięto drastyczniejsze metody. Z kolei Święty Wawrzyniec jest przedstawiany z kratą/rusztem, na którym poniósł męczeńską śmierć. Głęboko ukryta metaforyka obrazu jest naprawdę intrygująca. Ja sama będąc nie dalej jak tydzień temu w Wełnie nie mogłam wyjść z podziwu dla artystycznego kunsztu Adama Swacha.</p>
<p>W kościele Podwyższenia Świętego Krzyża nie brakuje też przedstawień Maryi (z inskrypcją Santa Maria Mater Dei – Święta Maria Matka Boga) oraz Chrystusa jako Zbawiciela Świata (topos Salvator Mundi).</p>
<p>Co interesujące, to właśnie w Wełnie, w roku 1780 Józef Wybicki, autor tekstu Mazurka Dąbrowskiego, zawarł związek małżeński z Esterą Wierusz-Kowalską.</p>
<p>Wełneński kościół jest absolutnym majstersztykiem. Zachwycamy się monumentalnymi bazylikami i pełnymi przepychu sanktuariami maryjnymi a tymczasem, praktycznie pod ręką, mamy prawdziwy diament. Czas żeby oszlifować go do końca.</p>
<p>Aktualnie w Wełnie są kontynuowane prace konserwatorskie. Tylko renowacja sztuki pozwala ocalić ją od zapomnienia, dlatego tak ważne jest, aby wspierać zachowanie polskich dóbr kultury. Ile jest w Polsce takich zapomnianych Wełn? Ile światowej klasy malowideł ściennych czy rzeźb nie udało się ocalić? I dlaczego nie można ich poddać konserwacji? Przede wszystkim problemem są fundusze, a w zasadzie ich brak bądź niewłaściwe dysponowanie przez administrację państwową. Apeluję do wszystkich, abyśmy wspierali działania mające na celu wzbogacenie dziedzictwa narodowego. Nieodkrytych wsi, takich jak Wełna, jest bardzo wiele na mapie Polski, a tymczasem nasza miejscowość ma do zaoferowania nie tylko przepiękny kościół, który po zakończeniu prac konserwatorskich z powodzeniem mógłby stać się miejscem kameralnych koncertów organowych. Nieopodal Wełny, w Jaraczu, znajduje się również niebanalne muzeum, mianowicie Muzeum Młynarstwa. Dla zwykłych a i niezwykłych zjadaczy chleba jak znalazł! Do tego należy dodać, że Wełna jest naprawdę urokliwa. Jeżeli tylko ktoś marzy o spokojnym wypoczynku, spacerach po lesie, wytchnieniu od wielkomiejskiego zgiełku i hałasu a przy tym nie chce rezygnować z doznań estetycznych to powinien wybrać się do gminy Rogoźno.</p>
<p><!--adsense-->Marketing to przede wszystkich duże nakłady finansowe, ale i ogromne zyski. Nie każda miejscowość może się lansować poprzez plakaty reklamowe, spoty czy środki masowego przekazu. Przyczyna jest dość prozaiczna. Jak zawsze, chodzi o pieniądze. Małej gminie dużo trudniej zaistnieć niż np. gminie wielkomiejskiej. A bez medialnego szumu wiele obiektów, choć cennych, nie istnieje w naszej świadomości. Mam nadzieję, że władze lokalne uświadomią sobie jaką perłę architektoniczno-malarską posiadają i nie zachowają się jak biblijne wieprze, lecz wręcz przeciwnie, spróbują rozreklamować Wełnę i zachęcić do jej odwiedzania. Od czego zacząć? Proponuję foldery informacyjne, artykuł w lokalnej prasie, wzmiankę w przewodnikach po Wielkopolsce. Jedno jest pewne: nazwa Wełna zapada w pamięć i to warto wykorzystać!</p>
<p><strong>Autor: Monika Grażyna Jania</strong></p>
<p><a href="http://www.akademiec.pl/pl.html" target="_blank">Tekst pochodzi ze strony www.akademiec.pl. Sprawdź nas!</a></p>
<p>Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-11449,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Po_nitce_do_klebka…WELNY.html">www.Artelis.pl</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/po-nitce-do-klebka%e2%80%a6welny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak przeżyć najpiękniejsze wakacje za darmo?</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/jak-przezyc-najpiekniejsze-wakacje-za-darmo/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/jak-przezyc-najpiekniejsze-wakacje-za-darmo/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Jun 2009 15:59:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[euro trip]]></category>
		<category><![CDATA[work&travel]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=209</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Kamil Goldmann Wyobraź sobie, jak pięknie byłoby jechać w miejsce, o którym marzysz od dzieciństwa. Chciałbyś wyjechać w tym roku nad Morze Śródziemne? A może Twoja pasją jest chodzenie po górach? Zapewniam Cię, że już za chwilę dowiesz się jak za darmo wyjechać w przepiękne Alpy lub tam, gdzie tylko chcesz… Myślisz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Kamil Goldmann</small></p>
<p>Wyobraź sobie, jak pięknie byłoby jechać w miejsce, o którym marzysz od dzieciństwa. Chciałbyś wyjechać w tym roku nad Morze Śródziemne? A może Twoja pasją jest chodzenie po górach? Zapewniam Cię, że już za chwilę dowiesz się  jak za darmo wyjechać w przepiękne Alpy lub tam, gdzie tylko chcesz…<span id="more-209"></span></p>
<p>Myślisz teraz &#8211; nie ma takiego sposobu? Że jest to realne tylko wtedy gdy będziesz miał dużo pieniędzy?</p>
<p>Nic bardziej mylnego. Do szczęścia jest Ci potrzebna tylko jedna rzecz – instrument.</p>
<p>Czy zastanawiałeś się ile zarabiają ludzie, których spotykasz czasami na ulicy?</p>
<p>Tak, Ci sami ludzie, którzy raczą przechodniów pięknymi dźwiękami. Zarabiają oni grube pieniądze, a Ty przekonasz się o tym czytając ten artykuł.</p>
<p>Za chwile ujawnię Ci największy sekret, o którym nikt wcześniej Ci nie powiedział. Opowiem Ci jak możesz nie tylko zarobić, ale i zwiedzić miejsca, o których jeszcze Ci się nie śniło&#8230;</p>
<p><strong>Przeczytaj moją historię&#8230; </strong></p>
<p>Jak co roku na wakacje, wyjeżdżałem do pracy fizycznej. W tym roku postanowiłem, że wezmę moja gitarę. Po całym dniu pracy, która polegała na zbieraniu truskawek, siadałem wieczorem na moim łóżku i grałem sobie różne piosenki. Pewnego dnia moi współlokatorzy, podsunęli mi pewien pomysł. Padło zdanie: „Kamil, a może pójdziesz na miasto? Może zarobisz coś grając na ulicy?”. Z początku pomyślałem, że to nie wypali. Ale kiedy, rozważyłem to z moja dziewczyną, która też potrafi grać na gitarze, postanowiliśmy spróbować.</p>
<p>Była to najlepsza decyzja jaką podjąłem w moim życiu. Już po kilku dniach grania postanowiłem, że wrócę do Polski, pożyczę samochód od moich rodziców i wrócę po moją dziewczynę. Rzuciłem prace w polu i wróciłem do domu. Podróż była jedną z najciekawszych moich podróży, ponieważ słabo znam język niemiecki i nie było mi łatwo porozumieć się na   niemieckich dworcach. Na szczęście miałem w kieszeni rozmówki niemieckie, które uratowały mi życie…</p>
<p>Kiedy wszystko się udało i wróciłem do Niemiec, poczułem, że jestem spełniony. W końcu  poczułem, że będę robił to co uwielbiam – grał i podróżował po Świecie.</p>
<p>Nasza podróż po Niemczech trwała 3 tygodnie. Przygody, jakie nas spotykały na zawsze zostaną w naszej pamięci…</p>
<p><strong>Ale przecież obiecałem, że zdradzę Ci sekret jak to wszystko zrobić i ile można na tym zarobić?</strong></p>
<p>A więc przechodzę do konkretów…</p>
<p>Na początek potrzebował będziesz jakiegoś instrumentu. Osobiście polecam Ci gitarę, ponieważ jest to instrument, który podoba się wszystkim. Grając na gitarze przykujesz uwagę nie tylko młodszych, ale również starszych ludzi. Uważam że jest to uniwersalny instrument, o bardzo dobrej reputacji. Świetnie współgra z fletem poprzecznym.</p>
<p><strong> No dobrze… Ale jak nauczyć się grać na gitarze?</strong></p>
<p>Większość ludzi uważa, że jest to niemożliwe. Myślą, że nie da się nauczyć grać w krótkim czasie. Uwierz mi, jest to możliwe jednak musisz mieć nauczyciela. Nie musi być to prawdziwy nauczyciel. Możesz kupić sobie multimedialny kurs nauki gry na gitarze. Taki kurs możesz nabyć za niewielkie pieniądze np. na stronie <a href="http://www.gitarowy.pl" target="_blank">www.gitarowy.pl</a> .</p>
<p>Naprawdę dobre wyniki uzyskuje się już po dwóch miesiącach, dlatego warto poświęcić te dwa miesiące na naukę. Dzięki temu możesz odmienić swoje szare i ponure życie w piękną i kolorową bajkę.</p>
<p><strong>Ile na tym można zarobić?</strong></p>
<p>Nie będę trzymał Cię już więcej w niewiedzy. Chwyć się teraz mocno krzesła, żebyś czasem nie spadł na podłogę. Podczas naszego trzytygodniowego tourne po Niemczech zarobiliśmy dokładnie 4 674 zł. Tak, właśnie tyle nasz kapelusz uzbierał. A powiem Ci jeszcze, że to wszystko zarobiliśmy w miastach, które nie dawały możliwości zarobienia. Mój drugi wyjazd, tym razem z bratem, był jeszcze lepszy. Dziennie zarabialiśmy 120 euro. To około 468 zł dziennie (przy kursie 3,9 zł).</p>
<p><strong>Dlaczego zarobiliśmy wtedy więcej?</strong></p>
<p>Ma na to wpływ wiele czynników. Jednym z nich jest miasto, w którym grasz. Większość ludzi myśli, że najlepiej grać w największych miastach, gdzie jest masa ludzi. Z mojego doświadczenia wiem, że tak nie jest. Kwotę 120 euro zarobiliśmy w małym miasteczku. Jednak nie było to takie zwykłe miasteczko. Było tam bardzo dużo turystów, którzy przyjeżdżali z różnych stron Niemiec. Miasteczko to nosi nazwę Eisenach i leży w środkowych Niemczech. Dlatego jest wyjątkowe? Ponieważ urodził się tam J. S. Bach, a więc ktoś szczególnie ważny dla Niemców. W naszym repertuarze mieliśmy jedną piosenkę Bacha i  to właśnie ona generowała nam największe zyski.</p>
<p>Dlatego drugim czynnikiem jest odpowiedni dobór piosenek. Oczywiście nie muszą one być takie jakie tworzył Bach. Zapewniam Cię, że nie nauczysz się grać Bacha w dwa miesiące. Chodzi tutaj bardziej o to, aby repertuar składał się z piosenek szybkich i radosnych. Ludzie uwielbiają takie piosenki. Nikt nie wrzuci do kapelusza swojego pieniążka, jeśli Twoja muzyka będzie go dołowała. Pamiętaj o tym podczas dobierania piosenek do Twojego repertuaru.</p>
<p>Trzeci czynnik wpływające na Twoje zarobki to konkurencja. Niestety nie tylko Ty wiesz już ile można zarobić na graniu. Czasami zdarza się, że na jednej ulicy gra kilku ludzi. A jeszcze gorzej, jeżeli grają oni na trąbce, puzonie, saksofonie itd. Wtedy od razu zmień miasto, ponieważ nie masz szans przebić się i zwrócić na siebie uwagi przechodniów. Oczywiście możesz również nauczyć się grać na jednym z tych instrumentów, ale czeka Cię wydatek około 2 000 zł. Na szczęście gitarę można kupić już za 99 zł, a zarobki są takie jak przedstawiłem wyżej.</p>
<p><!--adsense-->Jak widzisz można łatwo zarobić na swoje wymarzone wakacje. W tym roku planuję wyjazd w Alpy do Austrii, a jak się uda to przy okazji nad Lazurowe Wybrzeże. Całkiem możliwe, że się spotkamy w jakimś mieście. Dam Ci dobrą radę „Bierz sprawy w swoje ręce”. Życie jest krótkie, więc korzystaj z niego jak tylko potrafisz.<span style="color: #85807e;"></p>
<p>Jak nauczyć się grać na gitarze? Zobacz chwyty pokazane na zdjęciach oraz filmy video demonstrujące jak grać. Wejdź na <a href="http://www.gitarowy.pl" target="_blank">www.gitarowy.pl</a><br />
Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-244,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Jak_przezyc_najpiekniejsze_wakacje_za_darmo_.html">www.Artelis.pl</a><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/jak-przezyc-najpiekniejsze-wakacje-za-darmo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dlaczego warto odwiedzić Walencję w Hiszpanii</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/dlaczego-warto-odwiedzic-walencje-w-hiszpanii/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/dlaczego-warto-odwiedzic-walencje-w-hiszpanii/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 29 Jun 2009 09:49:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[euro trip]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=206</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Krzysztof Florek Walencja i jej okolice to z pewnością piękne miejsce na ziemi oraz wymarzona lokalizacja na wakacje nad morzem. Jest wiele powodów, dla których naprawdę warto je odwiedzić. Poniżej przedstawiamy kilka z nich. LAS FALLAS Jest to 15 dniowa fiesta odbywająca się w samej Walencji, która rozpoczyna się 15 marca. W [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Krzysztof Florek</small></p>
<p>Walencja i jej okolice to z pewnością piękne miejsce na ziemi oraz wymarzona lokalizacja na wakacje <a href="http://www.wakacyjnywynajem.pl/noclegi/polska/wybrzeze--nad-morzem-" target="_blank">nad morzem</a>. Jest wiele powodów, dla których naprawdę warto je odwiedzić. Poniżej przedstawiamy kilka z nich.<span id="more-206"></span></p>
<p>LAS FALLAS</p>
<p>Jest to 15 dniowa fiesta odbywająca się w samej Walencji, która rozpoczyna się 15 marca. W tym czasie miasto jest pełne życia z imprezami odbywającymi się praktycznie całą dobę, ze sztucznymi ogniami, koncertami, bazarami ulicznymi i procesjami. Jedna z takich procesji zwana ‘Ofrenda’, trwa dwa dni podczas których maszerują w niej ludzie z kwiatami, które składane są następnie przy figurze Maryi Dziewicy na zewnątrz miejskiej Katedry. Zapach milionów kwiatów rozchodzi się po ulicach całego miasta.</p>
<p>Podczas fiesty codziennie organizowane są pokazy sztucznych ogni nazywane ‘Mascleta’. Ma to miejsce na placu przy ratuszu. Mimo że pokazy trwają tylko 10 minut, eksplozje są tak intensywne, że nieraz czuć lekkie drgania ziemi. Lokalna ludność doradza oglądanie pokazów z otwartymi ustami, nie tylko ze względu na widowisko, ale również aby uchronić się przed popękaniem bębenków w uszach!</p>
<p>Prawdopodobnie najbardziej znanym aspektem fiesty Fallas jest ponad 500 rzeźb z masy papierowej nazywanych ‘Ninots’, które są tworzone w ciągu 12 miesięcy poprzedzających święto. Te często komiczne kreacje mogą mieć wysokość nawet do 20 metrów. Uliczne imprezy odbywają się właśnie dookoła tych rzeźb na wielu tutejszych placach. W nocy 19 marca wszystkie te dzieła sztuki są palone w orgii ognia zwanej ‘La Crema’! W ciągu 10 minut cały rok kreatywnej pracy zmienia się w kupkę popiołu, co paradoksalnie staje się jeszcze jednym powodem do zabawy!</p>
<p>Początki Fallas są upatrywane w rytualnym przywitaniu wiosny przez stolarzy z Walencji. Ścinki desek były wtedy rozrzucane po ulicach i podpalane w dniu świętego Józefa, patrona stolarzy. Wszystko wskazuje na to, że podobnie jak w przypadku innych dorocznych rytuałów tak samo i tutaj małe święto zmieniło się w rozpoznawalną międzynarodowo imprezę. Podczas Fallas liczba ludności w Walencji podwaja się i wynosi ok. 3 milionów.</p>
<p>MAUROWIE I CHRZEŚCIJANIE – ALCOY, WALENCJA</p>
<p>Zawsze w kwietniu odtwarzana jest słynna (i częściowo mityczna) bitwa między Maurami i Chrześcijanami w Alcoy. Podobnie jak w przypadku słynnej fiesty Fallas, tak i tutaj przygotowania trwają cały rok. Armie Maurów i Chrześcijan, znane jako Filaes, pracują ciężko przez cały rok, aby przygotować się na kwietniową imprezę.</p>
<p>Uczestnicy bitwy są przebrani w oryginalne kostiumy, które są oceniane podczas fiesty. Najlepsze kostiumy zostają zachowane w Muzeum Maurów i Chrześcijan. Kulminacyjnym punktem bitwy jest wypalenie z setek pistoletów ślepymi kulami, co czyni tę fiestę jedną z najgłośniejszych w Hiszpanii. Na koniec bitwy wzniesiona zostaje z dumą flaga świętego Grzegorza na znak triumfu. Jest to fiesta, na którą powinni się wybrać miłośnicy ceremonii, historii i&#8230; hałasu!</p>
<p>LA TOMATINA</p>
<p>Raz w roku spokojne, przemysłowe miasteczko Bunol w rejonie hiszpańskiej Walencji zamienia się w stolicę walk, gdzie odbywa się szalona bitwa na pomidory. Wydarzenie ma miejsce w ostatnią środę sierpnia, a nazywa się La Tomatina.</p>
<p><!--adsense-->Wiele teorii mówi o początkach tego festiwalu. Jedna z nich głosi, że w 1945 roku po raz pierwszy rozpoczęto walkę w ramach protestu przeciwko generałowi Franco. Kolejna, że początkiem festiwalu była sprzeczka kilku przyjaciół, która zamieniła się w walkę na jedzenie, przeniosła się na sąsiednie stoliki, potem ulice, rozprzestrzeniła się po okolicy i sąsiednich miastach, a następnie przerodziła się w coroczną imprezę. Jeszcze inna teoria mówi, że początkiem imprezy była polityczna walka między studentami, którzy podczas pobytu w domku letniskowym w Bunol rzucali się właśnie pomidorami. Obecnie festiwal jest traktowany jako wydarzenie narodowe bez podtekstów politycznych.</p>
<p>Co roku do Bunol zjeżdża około 30 tysięcy turystów, którzy spotykają się na wąskich uliczkach wokół Placu Ludowego, by w okolicach południa, na sygnał z ratusza rozpocząć walkę, w której amunicję stanowią pomidory. Walka trwa 60 minut. W tym czasie do miasteczka dowożone są ciężarówkami dorodne pomidory, które natychmiast trafiają w ręce walczących. W walce nie oszczędza się nikogo, na równi atakowani są turyści, widzowie, fotoreporterzy, a także budynki. Fasady budynków są zabezpieczane folią, ale nie zawsze zabezpiecza ona budynki przed pomidorową mazią.</p>
<p>Jedź na tę fiestę, zabaw się! Ale nie zakładaj swoich najdroższych ciuchów!</p>
<p>MERCADO</p>
<p>Wielki, kryty bazar spożywczy w Walencji jest znany jako jeden z najlepszych w Europie i znaleźć na nim można zawsze olbrzymi wybór świeżych ryb, mięsa, owoców i warzyw. Jeśli tylko jest to jadalne, choćby było wyjątkowo niesmaczne, na bazarze w Walencji na pewno to znajdziesz. Nie jest to może miejsce dla wrażliwców, ale jeśli rozważasz przeprowadzkę do Hiszpanii to z pewnością jest to coś czym nauczysz się cieszyć.</p>
<p>KATEDRA</p>
<p>Zbudowana między XII a XV wiekiem poddana została sporym przeróbkom w wieku XVIII. Tutejsza katedra charakteryzuje się różnorodnością stylów architektonicznych i znana jest z tego, że przechowywany jest w niej Święty Graal- przynajmniej tak się mówi&#8230;</p>
<p>BARIO CARMEN</p>
<p>Najstarsza część miasta, składa się ciemnych i wąskich alejek pełnych sklepów, domów, pałaców i barów. Jest to historyczne centrum Walencji. Prawdopodobnie najbardziej tłoczna i pełna niepowtarzalnej atmosfery dzielnica. Idealne miejsce na wieczorny spacer i przyglądanie się ludziom!</p>
<p>ESTACION DEL NORTE</p>
<p>Ten dworzec kolejowy w centrum Walencji to prawdziwy modernistyczny rarytas. Zachęcamy do spaceru dookoła budowli i podziwiania niesamowitych detali z kryształu, drewna i marmuru.</p>
<p>TORRES DE SERRANO</p>
<p>Dwie piękne gotyckie wieże przy dawnej bramie wjazdowej do miasta. Sam mur obronny otaczający miasto został zdemontowany w XIX wieku.</p>
<p>MUZEA</p>
<p>Przeróżnego rodzaju muzea można znaleźć rozsiane po całej Walencji. Szczególnie godne polecenia są Muzeum Paleontologiczne, Narodowe Muzeum Ceramiki, Muzeum Fallero i Muzeum Nauki. Można również odwiedzić Muzeum Ryżu!</p>
<p>MIASTO SZTUKI I NAUKI</p>
<p>Ogromny projekt mający na celu rozbudowanie miasta na tereny wschodnie, które były porzucone i zaniedbane. Jest to projekt porównywany z londyńskimi dokami i składa się z L’Hemiferic, Muzeum Nauki, parku Oceanograficznego i Pałacu Sztuki. Powierzchnia tego miasta w mieście to ok. 36 hektarów. Miasto Sztuki i Nauki reprezentuje to co najlepsze w Walencji, m.in. niesamowitą, futurystyczną architekturę. Aby w pełni docenić atrakcje tego miejsca należy spędzić tutaj minimum pół dnia.</p>
<p>IVAM</p>
<p>Jedno z najlepszych modernistycznych muzeów w Europie prezentujące wystawy stałe i gościnne. Ostatniego lata obowiązywały tutaj darmowe godziny zwiedzania oraz występy jazzowe, dlatego muzeum stało się wtedy popularnym miejscem spotkań z przyjaciółmi.</p>
<p>OGRODY TURIA</p>
<p>Przykład na to jak coś dobrego powstaje z czegoś złego. Powódź z 1957 roku spowodowała wiele ofiar i skłoniła do wprowadzenia w życie ambitnego planu uregulowania koryta rzeki Turia dookoła miasta. Zbyteczne koryto przebiegające przez centrum miasta zostało przeobrażone we wspaniały ogród i tereny rekreacyjne pełne infrastruktury sportowej i wypoczynkowej. Idealne miejsce do spacerów i przemierzania miasta z dala od tłumów i ruchu ulicznego.</p>
<p>LA FERIA</p>
<p>Jedno z największych w Europie centrów wystawowych składające się z nowoczesnych budynków, w których odbywają się wszelkiego rodzaju wystawy i targi przez cały rok.</p>
<p>PLAŻE</p>
<p>Można je znaleźć dookoła miasta na północy, południu, wschodzie, ale nie zachodzie! Plaże na północy i południu zostały odznaczone prestiżową Błękitną Flagą za swoją czystość i jakość. Tutejsze plaże są bardzo zróżnicowane, zachęcamy do opalania i kąpania się na cichych lokalnych plażach na obrzeżach kosmopolitycznej promenady Malvarosa zaledwie kilka minut od centrum miasta. Porty na północy i południu są natomiast idealnym miejscem do aktywnego wypoczynku. Można stąd wybrać się na wycieczkę na Baleary.</p>
<p>PIŁKA NOŻNA</p>
<p>Walencja posiada jeden z najlepszych w Europie zespołów – co może potwierdzić ze smutkiem każdy fan Arsenalu. Atmosfera na meczach jest zawsze pełna energii dobrego humoru. Jest to prawdziwy dowód na to, że piłka nożna może być sportem, który z przyjemnością i bezpiecznie może oglądać cała rodzina.</p>
<p>GOLF</p>
<p>Wiele doskonałych pól golfowych można znaleźć dookoła Walencji w odległości zaledwie kilku minut od miasta. Najsłynniejsze jest bez wątpienia El Saler – oceniane jako jedno z 50 najlepszych pól golfowych na świecie. Kluby El Bosque i El Scorpion są również doskonale znane ze swoich pól oraz całej towarzyszącej infrastruktury. Kilka kolejnych pól golfowych jest planowanych w najbliższych latach.</p>
<p>SPORTY MOTOROWE</p>
<p>Circuito de Cheste to niedawno ukończony tor wyścigowy na którym trenuje zespół F1 Williams. Tor znajduje się kilka minut za miastem niedaleko drogi na Madryt. Ceny są tutaj przystępne, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę doskonałe warunki i pozycje do oglądania zawodów. Na torze odbywają się imprezy takie jak World Superbike i Motor GP.</p>
<p>PARK NATURALNY SIERRA CALDERONA</p>
<p>Tylko 40km na północny-zachód od Walencji w kierunku na Llirię położony jest nowy Park Naturalny Sierra Calderona. Znajduje się tutaj 120km kwadratowych dziewiczych gór i iglastych lasów śródziemnomorskich. Najwyższy szczyt wznosi się na wysokość prawie 1100m i oferuje wspaniały widok na morze. Mamy tutaj do czynienia z bardzo bogatą fauną, w której skład wchodzą między innymi: dziki, lisy, łasice, wiewiórki i borsuki. Park jest otwarty dla turystów, którzy jednak powinni poruszać się wyznaczonymi ścieżkami.</p>
<p><span style="color: #85807e;"><br />
WakacyjnyWynajem.pl &#8211; <a href="http://www.wakacyjnywynajem.pl" target="_blank">tanie noclegi</a><br />
Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-11099,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Dlaczego_warto_odwiedzic_Walencje_w_Hiszpanii.html">www.Artelis.pl</a><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/dlaczego-warto-odwiedzic-walencje-w-hiszpanii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Norwegia</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/norwegia/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/norwegia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Jun 2009 17:59:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[euro trip]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=204</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Piotr Łeszyk Już na początku 2006 roku wybraliśmy Nordkapp za cel naszych wakacji. Nie chcieliśmy jednak dołączać do rzeszy turystów, którzy docierają tam samochodem, autobusem, czy promem. Wybraliśmy więc nieco trudniejszy i bardziej wymagający sposób podróżowania. Przez kilka miesięcy przeglądaliśmy przewodniki i mapy, szukaliśmy inforamacji w internecie, stopniowo uzupełnialiśmy sprzęt i oczywiście [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Piotr Łeszyk</small></p>
<p>Już na początku 2006 roku wybraliśmy Nordkapp za cel naszych wakacji. Nie chcieliśmy jednak dołączać do rzeszy turystów, którzy docierają tam samochodem, autobusem, czy promem. Wybraliśmy więc nieco trudniejszy i bardziej wymagający sposób podróżowania. Przez kilka miesięcy przeglądaliśmy przewodniki i mapy, szukaliśmy inforamacji w internecie, stopniowo uzupełnialiśmy sprzęt i oczywiście (na ile pozwalał nam czas) jeździliśmy na rowerach. Zaplanowana przez nas trasa wiodła z Oslo przez Lillehammer, Roros, Trondheim, Namsos, Bodo, Archipelag Lofotów, Altę na Nordkapp.<span id="more-204"></span></p>
<p>17 sierpnia rano w samym centrum Oslo wysiedliśmy z busa, który dowiózł nas z Poznania. Szybko załadowaliśmy cały ekwipunek na rowery i ruszyliśmy na krótki objazd norweskiej stolicy. Mając po raz pierwszy do czynienia z tak ciężkimi sakwami (po 40 kg na każdym rowerze) namacalnie przekonaliśmy się co oznacza zwrot „rower jeździł jak chciał”. Nie mając zbytniej kontroli nad naszymi „czołgami”, zdołaliśmy zobaczyć budynek parlamentu, ratusz, twierdzę Akershus, a także obrazy Edvarda Muncha w Galerii Narodowej. Najbardziej podobał nam się „Krzyk” – trochę nam przypominał postać Rysia z Klanu. Pomimo, że Oslo wywarło na nas bardzo korzystne wrażenie, chcieliśmy jak najszybciej ruszyć w trasę.</p>
<p>Pierwszym celem naszego wyjazdu było dotarcie do Lillehammer. Zanim to nam się udało, zaliczyliśmy pierwszą awarię – w Karola rowerze pękła dętka – pierwsza i ostatnia w czasie całego wyjazdu. Trzeciego dnia rano minęliśmy niewielkie Lillehammer, w którym oprócz słynnej nazwy i skoczni nie ma nic przyciągającego. Znacznie więcej „rozrywki” dostarczył nam podjazd w Góry Rondane. Był to kilkunastokilometrowy odcinek o 9-cio procentowym kącie nachylenia. Po kilku godzinach mozolnego pedałowania wjechaliśmy na wysokość ponad 1200 m n.p.m. Żaden inny podjazd nie dał nam się aż tak we znaki, a każda następna „górka”, choćby stroma i wysoka, była niczym, w porównaniu z tym. Nasz trud nie poszedł jednak na marne – Góry Rondane mają wspaniały krajobraz, nieporównywalny z żadnymi polskimi górami. Równie ciekawie i emocjonująco było podczas zjazdu do doliny, kiedy w strugach ulewnego deszczu, z dużym obciążeniem i po „zakręciastej” drodze mknęliśmy naszymi bolidami w dół. Wrażenia niezapomniane.</p>
<p>Następnym ciekawym punktem na naszej trasie było Roros – górnicza osada, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Największe wrażenie robią dwustuletni kościół i drewniane domki stojące wzdłuż opustoszałych ulic na zboczu góry. Atmosfera była niesamowita, a ulice zupełnie puste, więc aż głupio było nam głośno rozmawiać.</p>
<p>Do Trondheim było już z górki. Oczywiście nie cały czas, bo to przecież Norwegia, a tu hasłem przewodnim jest PODJAZD. Ale Roros położone jest w górach, a Trondheim nad morzem, więc tendencja była „spadkowa”. Trondheim, założone w 997 roku, jest obecnie trzecim co do wielkości miastem Norwegii. Główną atrakcją miasta jest tysiącletnia katedra Nidaros, największa średniowieczna budowla w całej Skandynawii. Zgodnie z legendą, pod świątynią znajduje się grób św. Olafa, dlatego do katedry od setek lat przybywali pielgrzymi z całego kraju. Po krótkim objeździe miasta ruszyliśmy w jedynym słusznym kierunku – na północ. Od Trondheim nasza trasa wiodła wzdłuż fjordów, które z małymi przerwami towarzyszyły nam do samego Przylądka Północnego.</p>
<p>W Steinkjer, kilkadziesiąt kilometrów za Trondheim, zjechaliśmy z głównej trasy, by 600-kilometrowy odcinek do Bodo przejechać bocznymi, o wiele bardziej widokowymi szosami. Wtedy też zaczęły się problemy z Karola tylnym kołem, w którym w ciągu dwóch dni złamało się 6 szprych. Obręcz była na tyle zósemkowana, że o dalszej jeździe nie było mowy, a do najbliższego warsztatu mieliśmy około 80 km. W całej tej przygodzie (bo takie zmagania to nic innego jak dodatkowa przygoda) mieliśmy sporo szczęścia i spotkaliśmy się z dużą życzliwością ze strony Norwegów. Nie dość, że mogliśmy rozbić namiot na czyimś podwórku, to następnego ranka znaleźli się chętni, którzy podwieźli nas pod samo Bronnoysund (tam właśnie był warsztat). Po szybkiej transplantacji szprych i reanimacji koła ruszyliśmy w dalszą trasę. W sumie po ośmiu dniach jazdy wzdłuż wybrzeża, zaliczeniu ponad 10 przepraw promowych i zrobieniu masy zdjęć fantastycznych widoków, dojechaliśmy do Bodo, skąd promem przedostaliśmy się do Moskenes na Lofotach.</p>
<p>W miejscowości o wdzięcznej nazwie: „A”, na samym końcu drogi wiodącej przez Lofoty, znaleźliśmy najlepszą miejscówkę na nocleg w całej Norwegii. Stojąc na skałach, wysoko nad poziomem morza mieliśmy z jednej strony wspaniały widok na wysokie szczyty, wyrastające prosto z morza, z drugiej – na Morze Norweskie i wysunięte bardziej na południe wyspy archipelagu. Rano czekała nas długa sesja fotograficzna, a zapierające dech w piersiach widoki nie pozwoliły odjechać zbyt szybko.</p>
<p>Lofoty są okrzyknięte najpiękniejszą częścią całej Norwegii. Na nas największe wrażenie zrobiły okolice Moskenes. Później fjordy przybrały kształty przypominające to, co widzieliśmy już wcześniej. W niektórych zatokach są też cudowne plaże z białym piaskiem, jednak temperatura i wiatr nie zachęcały do kąpieli. Pierwszy dzień na wyspach spędziliśmy bardzo pracowicie – wśród strzelistych gór i nadmorskich miasteczek niemal wyjętych z obrazka, przejechaliśmy ponad 140 km. Udało się tylko dzięki temu, że koło południa naszły chmury i już nie musieliśmy tak często zatrzymywać się „na zdjęcie”.</p>
<p>Wieczorem tego dnia przyszedł nam do głowy ambitny pomysł – za około 330 km mieliśmy odwiedzić znajomych (wizja prysznica, dobrego obiadu i ciepłego pokoju). Postanowiliśmy, że spróbujemy dojechać tam w dwa dni. Pierwszego przejechaliśmy 155 km i nie wiedzieliśmy, czy następnego dnia weźmiemy ciepły prysznic w tradycyjnej norweskiej hytcie (hytta to taki drewniany domek letniskowy) czy też znowu będzie musiała wystarczyć menażka, gąbka i 0,7 litra zimnej wody&#8230; Po dobrze przespanej nocy wyruszyliśmy wcześnie rano i po ok. 30 km opuściliśmy Lofoty. W sumie po prawie 10 godzinach jazdy dojechaliśmy na miejsce. Przejechaliśmy tego dnia 180,37 km i byliśmy z siebie niesłychanie dumni. Cztery kolejne dni minęły nam na odpoczynku i zbieraniu sił przed dalszą podróżą (jedzenie, spanie, jedzenie, jedzenie&#8230;).</p>
<p>Aż do samej Alty nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, jedynie pogoda pogarszała się z dnia na dzień. W samej Alcie warto odwiedzić muzeum, w którym podziwiać można naskalne rysunki sprzed kilku tysięcy lat. Zaraz za miastem zaczyna się rozległy płaskowyż (płasko jest jak już się podjedzie ponad 300 metrów&#8230;), z którego drzewa i krzewy zostały skutecznie wyparte przez trawy i mokradła. Nieodłącznym elementem tego krajobrazu są też swobodnie biegające renifery, a padający deszcz dość dobrze wkomponował się w całość. Z płaskowyżu zjechaliśmy do Porsangerfjordu (trudne słowo), wzdłuż którego wiedzie droga na sam Przylądek Północny. Od tego momentu dodatkowym utrudnieniem był bardzo silny wiatr, wiejący jak to zwykle bywa &#8211;  prosto w twarz.</p>
<p>Wbrew pozorom najdalej wysunięty na północ punkt Europy wcale nie znajduje się na kontynencie, lecz na wyspie &#8211; Mageroyi. Aby się tam dostać, trzeba przejechać podziemnym (a w zasadzie podmorskim) tunelem o długości ponad 7 km. Jadąc rowerem trzeba się dość ciepło ubrać, bo droga schodzi do 212 m p.p.m. i na samym dole jest raczej chłodnawo (no, tylko w czasie zjazdu; gdy się już zacznie podjeżdżać, nagle robi się ciepło&#8230;). Podobnie jak w przypadku wszystkich innych tuneli, mostów i niektórych przepraw promowych – rowerzyści nie muszą płacić za przejazd. Największym miastem na wyspie jest Honningsvag. My dotarliśmy tam popołudniu i po zrobieniu zapasów na kilka następnych dni rozbiliśmy namiot niemal przy samej drodze. Do Nordkappu zostało 30 km!!</p>
<p>Pierwsze budzenie zaplanowaliśmy na 7 rano. Słysząc jak mocno wiało i padało uznaliśmy to za głupi pomysł. Ostatecznie ruszyliśmy o 11. Ten krótki, ostatni odcinek trasy był chyba najgorszym rowerowym doświadczeniem w naszym życiu. I absolutnie nie chodziło tu o konieczność podjazdu na wysokość 307 metrów – po przejechanniu 2,5 tysiąca kilometrów takie górki nie robią na człowieku większego wrażenia. Problem był inny – wiatr był tak przeraźliwie silny, że rowerami rzucało po całej drodze. Obawialiśmy się nawet czy nie zniesie nas pod nadjeżdżający samochód. Po ponad 3,5 godzinach walki naszym oczom ukazał się ostatni podjazd, a na jego szczycie – budynek Nordkapphalle. Kiedy podjechaliśmy pod bramki wjazdowe (kasy biletowe), spotkała nas bardzo miła niespodzianka. Bileter (jakkolwiek go nazwać) najpierw zapytał skąd jedziemy, a potem zakrył ręką cennik i powiedział, że mamy się tym nie przejmować. 14 września 2006 roku, po 24 dniach jazdy i 2530 przejechanych kilometrach, byliśmy na Nordkappie! Ciężko opisać co czuliśmy stając pod olbrzymim globusem, patrząc w stronę bieguna. Na pewno wzruszenie i ogromną radość. Ale świadomość, że wszystko się udało, że SIĘ UDAŁO napływała stopniowo. I było nam z tym szalenie dobrze. Czuliśmy się jak Wilhelm Zdobywca na polach pod Hastings, jak Krzysztof Wielicki na jednym z ośmiotysięczników, jak Neo po pokonaniu Agenta Smith`a&#8230;jak oni wszyscy razem wzięci.</p>
<p>Nikogo o nic nie pytając, przez 3 dni mieszkaliśmy w namiocie rozbitym dosłownie obok wejścia do Nordkapphalle. W godzinach otwarcia hali przenosiliśmy się do środka, żeby pobyć w ciepłym pomieszczeniu. Korzystając z dobrej pogody i świetnej widoczności – robiliśmy zdjęcia wszystkiemu dookoła, prawie jak rodowici Japończycy. Niestety w dniu, w którym chcieliśmy wybrać się na cypel Knivskjelodden (kolejne trudne słowo) – faktycznie najbardziej wysunięty punkt Europy, naszły gęste mgły i silne deszcze, więc z wycieczki nic nie wyszło. W takich też warunkach wracaliśmy do Honningsvag, skąd promem linii Hurtigruten popłynęliśmy do Tromso. Po kilku dniach wylecieliśmy stąd do Oslo, a dalej &#8211; do Polski. Oficjalnie rzecz ujmując – wyprawa dobiegła końca.</p>
<p><!--adsense-->Wyjazd w liczbach:<br />
2921 km przejechaliśmy w czasie całego wyjazdu<br />
2530 km – długość naszej trasy z Oslo na Nordkapp<br />
180,37 km – maksymalny dystans dzienny<br />
104,32 km – średni dystans dzienny wyprawy<br />
58,3 km/h – maksymalna prędkość<br />
40 kg bagażu wiózł każdy z nas na początku wyprawy<br />
32 kg prowiantu zabraliśmy z Polski<br />
18,12 km/h – średnia prędkość całej wyprawy<br />
8,5 kg – ważył nasz namiot. Do tego była ponad 2 kg folia murarska, bo namiot przeciekał <img src='http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
6 szprych złamało się w czasie drogi (wszystkie w tylnym kole Karola)<br />
1 raz przebiliśmy dętkę (Karol, w swoim nieszczęsnym tylnym kole)<br />
0,7 litra wody w menażce wystarcza, żeby dokładnie się umyć „od stóp do głów” (z pomocą gąbki)</p>
<p>Tekst: Michał Unolt, Karol Zielonka</p>
<p><span style="color: #85807e;"><br />
<a href="http://www.akademiec.pl/pl.html" target="_blank">Tekst pochodzi ze strony www.akademiec.pl. Sprawdź nas!</a><br />
Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-11123,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Norwegia.html">www.Artelis.pl</a><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/norwegia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

