<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Alternatywna turystyka &#187; euro trip</title>
	<atom:link href="http://turystyczne-atrakcje.pl/category/wycieczki/euro-trip/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://turystyczne-atrakcje.pl</link>
	<description>poza ubitym szlakiem</description>
	<lastBuildDate>Sun, 13 Jun 2010 19:55:08 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Wakacje 2009 – Hiszpania!</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/wakacje-2009-%e2%80%93-hiszpania/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/wakacje-2009-%e2%80%93-hiszpania/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 Aug 2009 16:31:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[euro trip]]></category>
		<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=224</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy przyszło lato, pogoda za oknem robiła się coraz ładniejsza, a wielu znajomych z wielkim entuzjazmem opowiadało o swoich planach wakacyjnych, postanowiliśmy zweryfikować nasze pierwotne zamierzenia. „Nie ma, że boli – wakacje muszą być!”, powiedziała wtedy stanowczo moja Kasia. „Tato, jedźmy gdzieś zobaczyć morze albo góry, będzie fajnie, zobaczysz!” &#8211; wtórowały jej nasze maluchy. Nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2009/08/hiszpania.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-225" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2009/08/hiszpania-300x200.jpg" alt="" width="172" height="115" /></a>Kiedy przyszło lato, pogoda za oknem robiła się coraz ładniejsza, a wielu znajomych z wielkim entuzjazmem opowiadało o swoich planach wakacyjnych, postanowiliśmy zweryfikować nasze pierwotne zamierzenia.</p>
<p>„Nie ma, że boli – wakacje muszą być!”, powiedziała wtedy stanowczo moja Kasia. „Tato, jedźmy gdzieś zobaczyć morze albo góry, będzie fajnie, zobaczysz!” &#8211; wtórowały jej nasze maluchy.<br />
<span id="more-224"></span><br />
Nie było wyjścia, choć i ja po cichu także liczyłem na to, że uda nam się jednak gdzieś wyskoczyć, więc też odetchnąłem z ulgą.</p>
<p>Klamka zapadła! Wspólną decyzją postanowiliśmy wybrać się w tym roku do Hiszpanii, a konkretniej mówiąc do Barcelony – Julka z Kubą uwielbiają baseny i zjeżdżalnie, a Kasia lubi kąpiele słoneczne. Hiszpania wydawała się nam więc pod tym kątem najodpowiedniejsza. Klimat śródziemnomorski, gwarancja ładnej pogody, rozwinięta infrastruktura turystyczna, hotele z basenami, atrakcje turystyczne.</p>
<p>Dodatkowego smaczku całej tej historii dodawał fakt, że mieliśmy tam lecieć samolotem. Pierwszy raz! Najmniej zadowolona z tego faktu była Kasia, której perspektywa lotu spędzała sen z powiek i nie pozwalała cieszyć się do końca naszą podróżą. Od lat wspominała, że boi się latać samolotem. Odbyliśmy dlatego wspólnie wiele rozmów na ten temat, także nasi znajomi uspokajali nas, że podróż samolotem jest całkowicie bezpieczna i nie ma się czego bać. Samoloty są nowoczesne i rzadko zawodzą, obsługa pokładowa zawsze służy pomocą, a samolotami na świecie latają dziennie miliony osób i nikomu nie dzieje się krzywda.</p>
<p>To wszystko pomogło, a Kasia w końcu przekonała się, że rzeczywiście nie ma się czego bać.</p>
<p>Pozostała jeszcze najważniejsza kwestia, czyli organizacja naszego wyjazdu. To zadanie przypadło mi. Jako, że nie jestem zwolennikiem biegania od biura do biura w poszukiwaniu jakiejś ciekawej oferty, postanowiłem sprawdzić co oferuje w tym temacie Internet. I nie pomyliłem się. Także i tym razem Internet mnie nie zawiódł, a dostępne tam oferty były w większości przypadków o wiele atrakcyjniejsze od tych, o których opowiadali nam nasi znajomi.</p>
<p>Postanowiłem, że <a title="Rezerwacja biletów lotniczych" href="http://www.fruwac.pl" target="_self">rezerwacji biletów lotniczych</a> i hotelu dokonam przez Internet. Znalazłem bardzo fajną wyszukiwarkę lotów (dla zainteresowanych adres podaję <a title="Fruwać.pl" href="http://www.fruwac.pl" target="_self">tutaj</a>), która w bardzo przejrzysty i prosty sposób wyszukała nam wszystkie dostępne połączenia lotnicze w tym terminie wraz z cenami biletów lotniczych.</p>
<p>Wystarczyło, że podałem miejsce i datę wylotu oraz powrotu, a także liczbę pasażerów. Resztą zajął się już system komputerowy, który przeszukał miliony dostępnych połączeń lotniczych, zarówno tanich, jak i regularnych linii lotniczych. Już za kilkaset złotych znalazłem bilety w obie strony dla całej naszej czwórki.</p>
<p>Dodatkowo Julka miała bilet gratis (dla dzieci do 2 lat), a Kuba dostał 50% zniżkę! To już chyba autobusem wyszłoby drożej. Za bilet zapłaciłem kartą kredytową i już po chwili otrzymałem na maila bilet elektroniczny. Ot, cała rezerwacja!</p>
<p>Podobnie znalazłem ciekawą ofertę hotelu na obrzeżach Barcelony. Skorzystałem także z popularnej wyszukiwarki hoteli, dostępnej w Internecie. Zasięgnąłem także opinii na temat hotelu na forach turystycznych, aby być pewnym, że w rzeczywistości hotel jest tak samo ładny jak na zdjęciach.</p>
<p>Jedno jest pewne, zaoszczędziłem w ten sposób dobre kilkaset złotych. Wykupując zorganizowane wczasy, z pewnością wyszłoby drożej. Przecież biuro podróży także musi zarobić na pośrednictwie!</p>
<p><!--adsense-->Warto jednak trzymać się zasady, że im wcześniej rezerwujesz tym większa szansa na znalezienie dobrej oferty. Czasem zdarza się, że także na krótko przed wyjazdem jest szansa, że cena drastycznie spadnie. Trzeba się jednak wówczas liczyć, że będziemy mieli tylko kilka godzin na spakowanie się i wyjazd. Internet pozwala na samodzielne i proste śledzenie kształtowania się cen poszczególnych ofert i w razie konieczności natychmiastowej rezerwacji i wykupu. Warto więc korzystać z tych dobrodziejstw.</p>
<p>Mamy już wszystko dopięte na ostatni guzik, a teraz z niecierpliwością czekamy na nasz wyjazd. Miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie tak dobrze jak do tej pory, a nasze wakacje przyniosą nam same pozytywne i niezapomniane wspomnienia. Już teraz mamy ochotę, aby w przyszłym roku wybrać się w inne miejsce – może teraz do Turcji…?</p>
<p>Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artykuly.com.pl">artykuly.com.pl</a> &#8211; żródła darmowych artykułów do przedruku.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/wakacje-2009-%e2%80%93-hiszpania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak przeżyć najpiękniejsze wakacje za darmo?</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/jak-przezyc-najpiekniejsze-wakacje-za-darmo/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/jak-przezyc-najpiekniejsze-wakacje-za-darmo/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Jun 2009 15:59:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[euro trip]]></category>
		<category><![CDATA[work&travel]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=209</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Kamil Goldmann Wyobraź sobie, jak pięknie byłoby jechać w miejsce, o którym marzysz od dzieciństwa. Chciałbyś wyjechać w tym roku nad Morze Śródziemne? A może Twoja pasją jest chodzenie po górach? Zapewniam Cię, że już za chwilę dowiesz się jak za darmo wyjechać w przepiękne Alpy lub tam, gdzie tylko chcesz… Myślisz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Kamil Goldmann</small></p>
<p>Wyobraź sobie, jak pięknie byłoby jechać w miejsce, o którym marzysz od dzieciństwa. Chciałbyś wyjechać w tym roku nad Morze Śródziemne? A może Twoja pasją jest chodzenie po górach? Zapewniam Cię, że już za chwilę dowiesz się  jak za darmo wyjechać w przepiękne Alpy lub tam, gdzie tylko chcesz…<span id="more-209"></span></p>
<p>Myślisz teraz &#8211; nie ma takiego sposobu? Że jest to realne tylko wtedy gdy będziesz miał dużo pieniędzy?</p>
<p>Nic bardziej mylnego. Do szczęścia jest Ci potrzebna tylko jedna rzecz – instrument.</p>
<p>Czy zastanawiałeś się ile zarabiają ludzie, których spotykasz czasami na ulicy?</p>
<p>Tak, Ci sami ludzie, którzy raczą przechodniów pięknymi dźwiękami. Zarabiają oni grube pieniądze, a Ty przekonasz się o tym czytając ten artykuł.</p>
<p>Za chwile ujawnię Ci największy sekret, o którym nikt wcześniej Ci nie powiedział. Opowiem Ci jak możesz nie tylko zarobić, ale i zwiedzić miejsca, o których jeszcze Ci się nie śniło&#8230;</p>
<p><strong>Przeczytaj moją historię&#8230; </strong></p>
<p>Jak co roku na wakacje, wyjeżdżałem do pracy fizycznej. W tym roku postanowiłem, że wezmę moja gitarę. Po całym dniu pracy, która polegała na zbieraniu truskawek, siadałem wieczorem na moim łóżku i grałem sobie różne piosenki. Pewnego dnia moi współlokatorzy, podsunęli mi pewien pomysł. Padło zdanie: „Kamil, a może pójdziesz na miasto? Może zarobisz coś grając na ulicy?”. Z początku pomyślałem, że to nie wypali. Ale kiedy, rozważyłem to z moja dziewczyną, która też potrafi grać na gitarze, postanowiliśmy spróbować.</p>
<p>Była to najlepsza decyzja jaką podjąłem w moim życiu. Już po kilku dniach grania postanowiłem, że wrócę do Polski, pożyczę samochód od moich rodziców i wrócę po moją dziewczynę. Rzuciłem prace w polu i wróciłem do domu. Podróż była jedną z najciekawszych moich podróży, ponieważ słabo znam język niemiecki i nie było mi łatwo porozumieć się na   niemieckich dworcach. Na szczęście miałem w kieszeni rozmówki niemieckie, które uratowały mi życie…</p>
<p>Kiedy wszystko się udało i wróciłem do Niemiec, poczułem, że jestem spełniony. W końcu  poczułem, że będę robił to co uwielbiam – grał i podróżował po Świecie.</p>
<p>Nasza podróż po Niemczech trwała 3 tygodnie. Przygody, jakie nas spotykały na zawsze zostaną w naszej pamięci…</p>
<p><strong>Ale przecież obiecałem, że zdradzę Ci sekret jak to wszystko zrobić i ile można na tym zarobić?</strong></p>
<p>A więc przechodzę do konkretów…</p>
<p>Na początek potrzebował będziesz jakiegoś instrumentu. Osobiście polecam Ci gitarę, ponieważ jest to instrument, który podoba się wszystkim. Grając na gitarze przykujesz uwagę nie tylko młodszych, ale również starszych ludzi. Uważam że jest to uniwersalny instrument, o bardzo dobrej reputacji. Świetnie współgra z fletem poprzecznym.</p>
<p><strong> No dobrze… Ale jak nauczyć się grać na gitarze?</strong></p>
<p>Większość ludzi uważa, że jest to niemożliwe. Myślą, że nie da się nauczyć grać w krótkim czasie. Uwierz mi, jest to możliwe jednak musisz mieć nauczyciela. Nie musi być to prawdziwy nauczyciel. Możesz kupić sobie multimedialny kurs nauki gry na gitarze. Taki kurs możesz nabyć za niewielkie pieniądze np. na stronie <a href="http://www.gitarowy.pl" target="_blank">www.gitarowy.pl</a> .</p>
<p>Naprawdę dobre wyniki uzyskuje się już po dwóch miesiącach, dlatego warto poświęcić te dwa miesiące na naukę. Dzięki temu możesz odmienić swoje szare i ponure życie w piękną i kolorową bajkę.</p>
<p><strong>Ile na tym można zarobić?</strong></p>
<p>Nie będę trzymał Cię już więcej w niewiedzy. Chwyć się teraz mocno krzesła, żebyś czasem nie spadł na podłogę. Podczas naszego trzytygodniowego tourne po Niemczech zarobiliśmy dokładnie 4 674 zł. Tak, właśnie tyle nasz kapelusz uzbierał. A powiem Ci jeszcze, że to wszystko zarobiliśmy w miastach, które nie dawały możliwości zarobienia. Mój drugi wyjazd, tym razem z bratem, był jeszcze lepszy. Dziennie zarabialiśmy 120 euro. To około 468 zł dziennie (przy kursie 3,9 zł).</p>
<p><strong>Dlaczego zarobiliśmy wtedy więcej?</strong></p>
<p>Ma na to wpływ wiele czynników. Jednym z nich jest miasto, w którym grasz. Większość ludzi myśli, że najlepiej grać w największych miastach, gdzie jest masa ludzi. Z mojego doświadczenia wiem, że tak nie jest. Kwotę 120 euro zarobiliśmy w małym miasteczku. Jednak nie było to takie zwykłe miasteczko. Było tam bardzo dużo turystów, którzy przyjeżdżali z różnych stron Niemiec. Miasteczko to nosi nazwę Eisenach i leży w środkowych Niemczech. Dlatego jest wyjątkowe? Ponieważ urodził się tam J. S. Bach, a więc ktoś szczególnie ważny dla Niemców. W naszym repertuarze mieliśmy jedną piosenkę Bacha i  to właśnie ona generowała nam największe zyski.</p>
<p>Dlatego drugim czynnikiem jest odpowiedni dobór piosenek. Oczywiście nie muszą one być takie jakie tworzył Bach. Zapewniam Cię, że nie nauczysz się grać Bacha w dwa miesiące. Chodzi tutaj bardziej o to, aby repertuar składał się z piosenek szybkich i radosnych. Ludzie uwielbiają takie piosenki. Nikt nie wrzuci do kapelusza swojego pieniążka, jeśli Twoja muzyka będzie go dołowała. Pamiętaj o tym podczas dobierania piosenek do Twojego repertuaru.</p>
<p>Trzeci czynnik wpływające na Twoje zarobki to konkurencja. Niestety nie tylko Ty wiesz już ile można zarobić na graniu. Czasami zdarza się, że na jednej ulicy gra kilku ludzi. A jeszcze gorzej, jeżeli grają oni na trąbce, puzonie, saksofonie itd. Wtedy od razu zmień miasto, ponieważ nie masz szans przebić się i zwrócić na siebie uwagi przechodniów. Oczywiście możesz również nauczyć się grać na jednym z tych instrumentów, ale czeka Cię wydatek około 2 000 zł. Na szczęście gitarę można kupić już za 99 zł, a zarobki są takie jak przedstawiłem wyżej.</p>
<p><!--adsense-->Jak widzisz można łatwo zarobić na swoje wymarzone wakacje. W tym roku planuję wyjazd w Alpy do Austrii, a jak się uda to przy okazji nad Lazurowe Wybrzeże. Całkiem możliwe, że się spotkamy w jakimś mieście. Dam Ci dobrą radę „Bierz sprawy w swoje ręce”. Życie jest krótkie, więc korzystaj z niego jak tylko potrafisz.<span style="color: #85807e;"></p>
<p>Jak nauczyć się grać na gitarze? Zobacz chwyty pokazane na zdjęciach oraz filmy video demonstrujące jak grać. Wejdź na <a href="http://www.gitarowy.pl" target="_blank">www.gitarowy.pl</a><br />
Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-244,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Jak_przezyc_najpiekniejsze_wakacje_za_darmo_.html">www.Artelis.pl</a><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/jak-przezyc-najpiekniejsze-wakacje-za-darmo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dlaczego warto odwiedzić Walencję w Hiszpanii</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/dlaczego-warto-odwiedzic-walencje-w-hiszpanii/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/dlaczego-warto-odwiedzic-walencje-w-hiszpanii/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 29 Jun 2009 09:49:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[euro trip]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=206</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Krzysztof Florek Walencja i jej okolice to z pewnością piękne miejsce na ziemi oraz wymarzona lokalizacja na wakacje nad morzem. Jest wiele powodów, dla których naprawdę warto je odwiedzić. Poniżej przedstawiamy kilka z nich. LAS FALLAS Jest to 15 dniowa fiesta odbywająca się w samej Walencji, która rozpoczyna się 15 marca. W [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Krzysztof Florek</small></p>
<p>Walencja i jej okolice to z pewnością piękne miejsce na ziemi oraz wymarzona lokalizacja na wakacje <a href="http://www.wakacyjnywynajem.pl/noclegi/polska/wybrzeze--nad-morzem-" target="_blank">nad morzem</a>. Jest wiele powodów, dla których naprawdę warto je odwiedzić. Poniżej przedstawiamy kilka z nich.<span id="more-206"></span></p>
<p>LAS FALLAS</p>
<p>Jest to 15 dniowa fiesta odbywająca się w samej Walencji, która rozpoczyna się 15 marca. W tym czasie miasto jest pełne życia z imprezami odbywającymi się praktycznie całą dobę, ze sztucznymi ogniami, koncertami, bazarami ulicznymi i procesjami. Jedna z takich procesji zwana ‘Ofrenda’, trwa dwa dni podczas których maszerują w niej ludzie z kwiatami, które składane są następnie przy figurze Maryi Dziewicy na zewnątrz miejskiej Katedry. Zapach milionów kwiatów rozchodzi się po ulicach całego miasta.</p>
<p>Podczas fiesty codziennie organizowane są pokazy sztucznych ogni nazywane ‘Mascleta’. Ma to miejsce na placu przy ratuszu. Mimo że pokazy trwają tylko 10 minut, eksplozje są tak intensywne, że nieraz czuć lekkie drgania ziemi. Lokalna ludność doradza oglądanie pokazów z otwartymi ustami, nie tylko ze względu na widowisko, ale również aby uchronić się przed popękaniem bębenków w uszach!</p>
<p>Prawdopodobnie najbardziej znanym aspektem fiesty Fallas jest ponad 500 rzeźb z masy papierowej nazywanych ‘Ninots’, które są tworzone w ciągu 12 miesięcy poprzedzających święto. Te często komiczne kreacje mogą mieć wysokość nawet do 20 metrów. Uliczne imprezy odbywają się właśnie dookoła tych rzeźb na wielu tutejszych placach. W nocy 19 marca wszystkie te dzieła sztuki są palone w orgii ognia zwanej ‘La Crema’! W ciągu 10 minut cały rok kreatywnej pracy zmienia się w kupkę popiołu, co paradoksalnie staje się jeszcze jednym powodem do zabawy!</p>
<p>Początki Fallas są upatrywane w rytualnym przywitaniu wiosny przez stolarzy z Walencji. Ścinki desek były wtedy rozrzucane po ulicach i podpalane w dniu świętego Józefa, patrona stolarzy. Wszystko wskazuje na to, że podobnie jak w przypadku innych dorocznych rytuałów tak samo i tutaj małe święto zmieniło się w rozpoznawalną międzynarodowo imprezę. Podczas Fallas liczba ludności w Walencji podwaja się i wynosi ok. 3 milionów.</p>
<p>MAUROWIE I CHRZEŚCIJANIE – ALCOY, WALENCJA</p>
<p>Zawsze w kwietniu odtwarzana jest słynna (i częściowo mityczna) bitwa między Maurami i Chrześcijanami w Alcoy. Podobnie jak w przypadku słynnej fiesty Fallas, tak i tutaj przygotowania trwają cały rok. Armie Maurów i Chrześcijan, znane jako Filaes, pracują ciężko przez cały rok, aby przygotować się na kwietniową imprezę.</p>
<p>Uczestnicy bitwy są przebrani w oryginalne kostiumy, które są oceniane podczas fiesty. Najlepsze kostiumy zostają zachowane w Muzeum Maurów i Chrześcijan. Kulminacyjnym punktem bitwy jest wypalenie z setek pistoletów ślepymi kulami, co czyni tę fiestę jedną z najgłośniejszych w Hiszpanii. Na koniec bitwy wzniesiona zostaje z dumą flaga świętego Grzegorza na znak triumfu. Jest to fiesta, na którą powinni się wybrać miłośnicy ceremonii, historii i&#8230; hałasu!</p>
<p>LA TOMATINA</p>
<p>Raz w roku spokojne, przemysłowe miasteczko Bunol w rejonie hiszpańskiej Walencji zamienia się w stolicę walk, gdzie odbywa się szalona bitwa na pomidory. Wydarzenie ma miejsce w ostatnią środę sierpnia, a nazywa się La Tomatina.</p>
<p><!--adsense-->Wiele teorii mówi o początkach tego festiwalu. Jedna z nich głosi, że w 1945 roku po raz pierwszy rozpoczęto walkę w ramach protestu przeciwko generałowi Franco. Kolejna, że początkiem festiwalu była sprzeczka kilku przyjaciół, która zamieniła się w walkę na jedzenie, przeniosła się na sąsiednie stoliki, potem ulice, rozprzestrzeniła się po okolicy i sąsiednich miastach, a następnie przerodziła się w coroczną imprezę. Jeszcze inna teoria mówi, że początkiem imprezy była polityczna walka między studentami, którzy podczas pobytu w domku letniskowym w Bunol rzucali się właśnie pomidorami. Obecnie festiwal jest traktowany jako wydarzenie narodowe bez podtekstów politycznych.</p>
<p>Co roku do Bunol zjeżdża około 30 tysięcy turystów, którzy spotykają się na wąskich uliczkach wokół Placu Ludowego, by w okolicach południa, na sygnał z ratusza rozpocząć walkę, w której amunicję stanowią pomidory. Walka trwa 60 minut. W tym czasie do miasteczka dowożone są ciężarówkami dorodne pomidory, które natychmiast trafiają w ręce walczących. W walce nie oszczędza się nikogo, na równi atakowani są turyści, widzowie, fotoreporterzy, a także budynki. Fasady budynków są zabezpieczane folią, ale nie zawsze zabezpiecza ona budynki przed pomidorową mazią.</p>
<p>Jedź na tę fiestę, zabaw się! Ale nie zakładaj swoich najdroższych ciuchów!</p>
<p>MERCADO</p>
<p>Wielki, kryty bazar spożywczy w Walencji jest znany jako jeden z najlepszych w Europie i znaleźć na nim można zawsze olbrzymi wybór świeżych ryb, mięsa, owoców i warzyw. Jeśli tylko jest to jadalne, choćby było wyjątkowo niesmaczne, na bazarze w Walencji na pewno to znajdziesz. Nie jest to może miejsce dla wrażliwców, ale jeśli rozważasz przeprowadzkę do Hiszpanii to z pewnością jest to coś czym nauczysz się cieszyć.</p>
<p>KATEDRA</p>
<p>Zbudowana między XII a XV wiekiem poddana została sporym przeróbkom w wieku XVIII. Tutejsza katedra charakteryzuje się różnorodnością stylów architektonicznych i znana jest z tego, że przechowywany jest w niej Święty Graal- przynajmniej tak się mówi&#8230;</p>
<p>BARIO CARMEN</p>
<p>Najstarsza część miasta, składa się ciemnych i wąskich alejek pełnych sklepów, domów, pałaców i barów. Jest to historyczne centrum Walencji. Prawdopodobnie najbardziej tłoczna i pełna niepowtarzalnej atmosfery dzielnica. Idealne miejsce na wieczorny spacer i przyglądanie się ludziom!</p>
<p>ESTACION DEL NORTE</p>
<p>Ten dworzec kolejowy w centrum Walencji to prawdziwy modernistyczny rarytas. Zachęcamy do spaceru dookoła budowli i podziwiania niesamowitych detali z kryształu, drewna i marmuru.</p>
<p>TORRES DE SERRANO</p>
<p>Dwie piękne gotyckie wieże przy dawnej bramie wjazdowej do miasta. Sam mur obronny otaczający miasto został zdemontowany w XIX wieku.</p>
<p>MUZEA</p>
<p>Przeróżnego rodzaju muzea można znaleźć rozsiane po całej Walencji. Szczególnie godne polecenia są Muzeum Paleontologiczne, Narodowe Muzeum Ceramiki, Muzeum Fallero i Muzeum Nauki. Można również odwiedzić Muzeum Ryżu!</p>
<p>MIASTO SZTUKI I NAUKI</p>
<p>Ogromny projekt mający na celu rozbudowanie miasta na tereny wschodnie, które były porzucone i zaniedbane. Jest to projekt porównywany z londyńskimi dokami i składa się z L’Hemiferic, Muzeum Nauki, parku Oceanograficznego i Pałacu Sztuki. Powierzchnia tego miasta w mieście to ok. 36 hektarów. Miasto Sztuki i Nauki reprezentuje to co najlepsze w Walencji, m.in. niesamowitą, futurystyczną architekturę. Aby w pełni docenić atrakcje tego miejsca należy spędzić tutaj minimum pół dnia.</p>
<p>IVAM</p>
<p>Jedno z najlepszych modernistycznych muzeów w Europie prezentujące wystawy stałe i gościnne. Ostatniego lata obowiązywały tutaj darmowe godziny zwiedzania oraz występy jazzowe, dlatego muzeum stało się wtedy popularnym miejscem spotkań z przyjaciółmi.</p>
<p>OGRODY TURIA</p>
<p>Przykład na to jak coś dobrego powstaje z czegoś złego. Powódź z 1957 roku spowodowała wiele ofiar i skłoniła do wprowadzenia w życie ambitnego planu uregulowania koryta rzeki Turia dookoła miasta. Zbyteczne koryto przebiegające przez centrum miasta zostało przeobrażone we wspaniały ogród i tereny rekreacyjne pełne infrastruktury sportowej i wypoczynkowej. Idealne miejsce do spacerów i przemierzania miasta z dala od tłumów i ruchu ulicznego.</p>
<p>LA FERIA</p>
<p>Jedno z największych w Europie centrów wystawowych składające się z nowoczesnych budynków, w których odbywają się wszelkiego rodzaju wystawy i targi przez cały rok.</p>
<p>PLAŻE</p>
<p>Można je znaleźć dookoła miasta na północy, południu, wschodzie, ale nie zachodzie! Plaże na północy i południu zostały odznaczone prestiżową Błękitną Flagą za swoją czystość i jakość. Tutejsze plaże są bardzo zróżnicowane, zachęcamy do opalania i kąpania się na cichych lokalnych plażach na obrzeżach kosmopolitycznej promenady Malvarosa zaledwie kilka minut od centrum miasta. Porty na północy i południu są natomiast idealnym miejscem do aktywnego wypoczynku. Można stąd wybrać się na wycieczkę na Baleary.</p>
<p>PIŁKA NOŻNA</p>
<p>Walencja posiada jeden z najlepszych w Europie zespołów – co może potwierdzić ze smutkiem każdy fan Arsenalu. Atmosfera na meczach jest zawsze pełna energii dobrego humoru. Jest to prawdziwy dowód na to, że piłka nożna może być sportem, który z przyjemnością i bezpiecznie może oglądać cała rodzina.</p>
<p>GOLF</p>
<p>Wiele doskonałych pól golfowych można znaleźć dookoła Walencji w odległości zaledwie kilku minut od miasta. Najsłynniejsze jest bez wątpienia El Saler – oceniane jako jedno z 50 najlepszych pól golfowych na świecie. Kluby El Bosque i El Scorpion są również doskonale znane ze swoich pól oraz całej towarzyszącej infrastruktury. Kilka kolejnych pól golfowych jest planowanych w najbliższych latach.</p>
<p>SPORTY MOTOROWE</p>
<p>Circuito de Cheste to niedawno ukończony tor wyścigowy na którym trenuje zespół F1 Williams. Tor znajduje się kilka minut za miastem niedaleko drogi na Madryt. Ceny są tutaj przystępne, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę doskonałe warunki i pozycje do oglądania zawodów. Na torze odbywają się imprezy takie jak World Superbike i Motor GP.</p>
<p>PARK NATURALNY SIERRA CALDERONA</p>
<p>Tylko 40km na północny-zachód od Walencji w kierunku na Llirię położony jest nowy Park Naturalny Sierra Calderona. Znajduje się tutaj 120km kwadratowych dziewiczych gór i iglastych lasów śródziemnomorskich. Najwyższy szczyt wznosi się na wysokość prawie 1100m i oferuje wspaniały widok na morze. Mamy tutaj do czynienia z bardzo bogatą fauną, w której skład wchodzą między innymi: dziki, lisy, łasice, wiewiórki i borsuki. Park jest otwarty dla turystów, którzy jednak powinni poruszać się wyznaczonymi ścieżkami.</p>
<p><span style="color: #85807e;"><br />
WakacyjnyWynajem.pl &#8211; <a href="http://www.wakacyjnywynajem.pl" target="_blank">tanie noclegi</a><br />
Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-11099,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Dlaczego_warto_odwiedzic_Walencje_w_Hiszpanii.html">www.Artelis.pl</a><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/dlaczego-warto-odwiedzic-walencje-w-hiszpanii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Norwegia</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/norwegia/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/norwegia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Jun 2009 17:59:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[euro trip]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=204</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Piotr Łeszyk Już na początku 2006 roku wybraliśmy Nordkapp za cel naszych wakacji. Nie chcieliśmy jednak dołączać do rzeszy turystów, którzy docierają tam samochodem, autobusem, czy promem. Wybraliśmy więc nieco trudniejszy i bardziej wymagający sposób podróżowania. Przez kilka miesięcy przeglądaliśmy przewodniki i mapy, szukaliśmy inforamacji w internecie, stopniowo uzupełnialiśmy sprzęt i oczywiście [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Piotr Łeszyk</small></p>
<p>Już na początku 2006 roku wybraliśmy Nordkapp za cel naszych wakacji. Nie chcieliśmy jednak dołączać do rzeszy turystów, którzy docierają tam samochodem, autobusem, czy promem. Wybraliśmy więc nieco trudniejszy i bardziej wymagający sposób podróżowania. Przez kilka miesięcy przeglądaliśmy przewodniki i mapy, szukaliśmy inforamacji w internecie, stopniowo uzupełnialiśmy sprzęt i oczywiście (na ile pozwalał nam czas) jeździliśmy na rowerach. Zaplanowana przez nas trasa wiodła z Oslo przez Lillehammer, Roros, Trondheim, Namsos, Bodo, Archipelag Lofotów, Altę na Nordkapp.<span id="more-204"></span></p>
<p>17 sierpnia rano w samym centrum Oslo wysiedliśmy z busa, który dowiózł nas z Poznania. Szybko załadowaliśmy cały ekwipunek na rowery i ruszyliśmy na krótki objazd norweskiej stolicy. Mając po raz pierwszy do czynienia z tak ciężkimi sakwami (po 40 kg na każdym rowerze) namacalnie przekonaliśmy się co oznacza zwrot „rower jeździł jak chciał”. Nie mając zbytniej kontroli nad naszymi „czołgami”, zdołaliśmy zobaczyć budynek parlamentu, ratusz, twierdzę Akershus, a także obrazy Edvarda Muncha w Galerii Narodowej. Najbardziej podobał nam się „Krzyk” – trochę nam przypominał postać Rysia z Klanu. Pomimo, że Oslo wywarło na nas bardzo korzystne wrażenie, chcieliśmy jak najszybciej ruszyć w trasę.</p>
<p>Pierwszym celem naszego wyjazdu było dotarcie do Lillehammer. Zanim to nam się udało, zaliczyliśmy pierwszą awarię – w Karola rowerze pękła dętka – pierwsza i ostatnia w czasie całego wyjazdu. Trzeciego dnia rano minęliśmy niewielkie Lillehammer, w którym oprócz słynnej nazwy i skoczni nie ma nic przyciągającego. Znacznie więcej „rozrywki” dostarczył nam podjazd w Góry Rondane. Był to kilkunastokilometrowy odcinek o 9-cio procentowym kącie nachylenia. Po kilku godzinach mozolnego pedałowania wjechaliśmy na wysokość ponad 1200 m n.p.m. Żaden inny podjazd nie dał nam się aż tak we znaki, a każda następna „górka”, choćby stroma i wysoka, była niczym, w porównaniu z tym. Nasz trud nie poszedł jednak na marne – Góry Rondane mają wspaniały krajobraz, nieporównywalny z żadnymi polskimi górami. Równie ciekawie i emocjonująco było podczas zjazdu do doliny, kiedy w strugach ulewnego deszczu, z dużym obciążeniem i po „zakręciastej” drodze mknęliśmy naszymi bolidami w dół. Wrażenia niezapomniane.</p>
<p>Następnym ciekawym punktem na naszej trasie było Roros – górnicza osada, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Największe wrażenie robią dwustuletni kościół i drewniane domki stojące wzdłuż opustoszałych ulic na zboczu góry. Atmosfera była niesamowita, a ulice zupełnie puste, więc aż głupio było nam głośno rozmawiać.</p>
<p>Do Trondheim było już z górki. Oczywiście nie cały czas, bo to przecież Norwegia, a tu hasłem przewodnim jest PODJAZD. Ale Roros położone jest w górach, a Trondheim nad morzem, więc tendencja była „spadkowa”. Trondheim, założone w 997 roku, jest obecnie trzecim co do wielkości miastem Norwegii. Główną atrakcją miasta jest tysiącletnia katedra Nidaros, największa średniowieczna budowla w całej Skandynawii. Zgodnie z legendą, pod świątynią znajduje się grób św. Olafa, dlatego do katedry od setek lat przybywali pielgrzymi z całego kraju. Po krótkim objeździe miasta ruszyliśmy w jedynym słusznym kierunku – na północ. Od Trondheim nasza trasa wiodła wzdłuż fjordów, które z małymi przerwami towarzyszyły nam do samego Przylądka Północnego.</p>
<p>W Steinkjer, kilkadziesiąt kilometrów za Trondheim, zjechaliśmy z głównej trasy, by 600-kilometrowy odcinek do Bodo przejechać bocznymi, o wiele bardziej widokowymi szosami. Wtedy też zaczęły się problemy z Karola tylnym kołem, w którym w ciągu dwóch dni złamało się 6 szprych. Obręcz była na tyle zósemkowana, że o dalszej jeździe nie było mowy, a do najbliższego warsztatu mieliśmy około 80 km. W całej tej przygodzie (bo takie zmagania to nic innego jak dodatkowa przygoda) mieliśmy sporo szczęścia i spotkaliśmy się z dużą życzliwością ze strony Norwegów. Nie dość, że mogliśmy rozbić namiot na czyimś podwórku, to następnego ranka znaleźli się chętni, którzy podwieźli nas pod samo Bronnoysund (tam właśnie był warsztat). Po szybkiej transplantacji szprych i reanimacji koła ruszyliśmy w dalszą trasę. W sumie po ośmiu dniach jazdy wzdłuż wybrzeża, zaliczeniu ponad 10 przepraw promowych i zrobieniu masy zdjęć fantastycznych widoków, dojechaliśmy do Bodo, skąd promem przedostaliśmy się do Moskenes na Lofotach.</p>
<p>W miejscowości o wdzięcznej nazwie: „A”, na samym końcu drogi wiodącej przez Lofoty, znaleźliśmy najlepszą miejscówkę na nocleg w całej Norwegii. Stojąc na skałach, wysoko nad poziomem morza mieliśmy z jednej strony wspaniały widok na wysokie szczyty, wyrastające prosto z morza, z drugiej – na Morze Norweskie i wysunięte bardziej na południe wyspy archipelagu. Rano czekała nas długa sesja fotograficzna, a zapierające dech w piersiach widoki nie pozwoliły odjechać zbyt szybko.</p>
<p>Lofoty są okrzyknięte najpiękniejszą częścią całej Norwegii. Na nas największe wrażenie zrobiły okolice Moskenes. Później fjordy przybrały kształty przypominające to, co widzieliśmy już wcześniej. W niektórych zatokach są też cudowne plaże z białym piaskiem, jednak temperatura i wiatr nie zachęcały do kąpieli. Pierwszy dzień na wyspach spędziliśmy bardzo pracowicie – wśród strzelistych gór i nadmorskich miasteczek niemal wyjętych z obrazka, przejechaliśmy ponad 140 km. Udało się tylko dzięki temu, że koło południa naszły chmury i już nie musieliśmy tak często zatrzymywać się „na zdjęcie”.</p>
<p>Wieczorem tego dnia przyszedł nam do głowy ambitny pomysł – za około 330 km mieliśmy odwiedzić znajomych (wizja prysznica, dobrego obiadu i ciepłego pokoju). Postanowiliśmy, że spróbujemy dojechać tam w dwa dni. Pierwszego przejechaliśmy 155 km i nie wiedzieliśmy, czy następnego dnia weźmiemy ciepły prysznic w tradycyjnej norweskiej hytcie (hytta to taki drewniany domek letniskowy) czy też znowu będzie musiała wystarczyć menażka, gąbka i 0,7 litra zimnej wody&#8230; Po dobrze przespanej nocy wyruszyliśmy wcześnie rano i po ok. 30 km opuściliśmy Lofoty. W sumie po prawie 10 godzinach jazdy dojechaliśmy na miejsce. Przejechaliśmy tego dnia 180,37 km i byliśmy z siebie niesłychanie dumni. Cztery kolejne dni minęły nam na odpoczynku i zbieraniu sił przed dalszą podróżą (jedzenie, spanie, jedzenie, jedzenie&#8230;).</p>
<p>Aż do samej Alty nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, jedynie pogoda pogarszała się z dnia na dzień. W samej Alcie warto odwiedzić muzeum, w którym podziwiać można naskalne rysunki sprzed kilku tysięcy lat. Zaraz za miastem zaczyna się rozległy płaskowyż (płasko jest jak już się podjedzie ponad 300 metrów&#8230;), z którego drzewa i krzewy zostały skutecznie wyparte przez trawy i mokradła. Nieodłącznym elementem tego krajobrazu są też swobodnie biegające renifery, a padający deszcz dość dobrze wkomponował się w całość. Z płaskowyżu zjechaliśmy do Porsangerfjordu (trudne słowo), wzdłuż którego wiedzie droga na sam Przylądek Północny. Od tego momentu dodatkowym utrudnieniem był bardzo silny wiatr, wiejący jak to zwykle bywa &#8211;  prosto w twarz.</p>
<p>Wbrew pozorom najdalej wysunięty na północ punkt Europy wcale nie znajduje się na kontynencie, lecz na wyspie &#8211; Mageroyi. Aby się tam dostać, trzeba przejechać podziemnym (a w zasadzie podmorskim) tunelem o długości ponad 7 km. Jadąc rowerem trzeba się dość ciepło ubrać, bo droga schodzi do 212 m p.p.m. i na samym dole jest raczej chłodnawo (no, tylko w czasie zjazdu; gdy się już zacznie podjeżdżać, nagle robi się ciepło&#8230;). Podobnie jak w przypadku wszystkich innych tuneli, mostów i niektórych przepraw promowych – rowerzyści nie muszą płacić za przejazd. Największym miastem na wyspie jest Honningsvag. My dotarliśmy tam popołudniu i po zrobieniu zapasów na kilka następnych dni rozbiliśmy namiot niemal przy samej drodze. Do Nordkappu zostało 30 km!!</p>
<p>Pierwsze budzenie zaplanowaliśmy na 7 rano. Słysząc jak mocno wiało i padało uznaliśmy to za głupi pomysł. Ostatecznie ruszyliśmy o 11. Ten krótki, ostatni odcinek trasy był chyba najgorszym rowerowym doświadczeniem w naszym życiu. I absolutnie nie chodziło tu o konieczność podjazdu na wysokość 307 metrów – po przejechanniu 2,5 tysiąca kilometrów takie górki nie robią na człowieku większego wrażenia. Problem był inny – wiatr był tak przeraźliwie silny, że rowerami rzucało po całej drodze. Obawialiśmy się nawet czy nie zniesie nas pod nadjeżdżający samochód. Po ponad 3,5 godzinach walki naszym oczom ukazał się ostatni podjazd, a na jego szczycie – budynek Nordkapphalle. Kiedy podjechaliśmy pod bramki wjazdowe (kasy biletowe), spotkała nas bardzo miła niespodzianka. Bileter (jakkolwiek go nazwać) najpierw zapytał skąd jedziemy, a potem zakrył ręką cennik i powiedział, że mamy się tym nie przejmować. 14 września 2006 roku, po 24 dniach jazdy i 2530 przejechanych kilometrach, byliśmy na Nordkappie! Ciężko opisać co czuliśmy stając pod olbrzymim globusem, patrząc w stronę bieguna. Na pewno wzruszenie i ogromną radość. Ale świadomość, że wszystko się udało, że SIĘ UDAŁO napływała stopniowo. I było nam z tym szalenie dobrze. Czuliśmy się jak Wilhelm Zdobywca na polach pod Hastings, jak Krzysztof Wielicki na jednym z ośmiotysięczników, jak Neo po pokonaniu Agenta Smith`a&#8230;jak oni wszyscy razem wzięci.</p>
<p>Nikogo o nic nie pytając, przez 3 dni mieszkaliśmy w namiocie rozbitym dosłownie obok wejścia do Nordkapphalle. W godzinach otwarcia hali przenosiliśmy się do środka, żeby pobyć w ciepłym pomieszczeniu. Korzystając z dobrej pogody i świetnej widoczności – robiliśmy zdjęcia wszystkiemu dookoła, prawie jak rodowici Japończycy. Niestety w dniu, w którym chcieliśmy wybrać się na cypel Knivskjelodden (kolejne trudne słowo) – faktycznie najbardziej wysunięty punkt Europy, naszły gęste mgły i silne deszcze, więc z wycieczki nic nie wyszło. W takich też warunkach wracaliśmy do Honningsvag, skąd promem linii Hurtigruten popłynęliśmy do Tromso. Po kilku dniach wylecieliśmy stąd do Oslo, a dalej &#8211; do Polski. Oficjalnie rzecz ujmując – wyprawa dobiegła końca.</p>
<p><!--adsense-->Wyjazd w liczbach:<br />
2921 km przejechaliśmy w czasie całego wyjazdu<br />
2530 km – długość naszej trasy z Oslo na Nordkapp<br />
180,37 km – maksymalny dystans dzienny<br />
104,32 km – średni dystans dzienny wyprawy<br />
58,3 km/h – maksymalna prędkość<br />
40 kg bagażu wiózł każdy z nas na początku wyprawy<br />
32 kg prowiantu zabraliśmy z Polski<br />
18,12 km/h – średnia prędkość całej wyprawy<br />
8,5 kg – ważył nasz namiot. Do tego była ponad 2 kg folia murarska, bo namiot przeciekał <img src='http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
6 szprych złamało się w czasie drogi (wszystkie w tylnym kole Karola)<br />
1 raz przebiliśmy dętkę (Karol, w swoim nieszczęsnym tylnym kole)<br />
0,7 litra wody w menażce wystarcza, żeby dokładnie się umyć „od stóp do głów” (z pomocą gąbki)</p>
<p>Tekst: Michał Unolt, Karol Zielonka</p>
<p><span style="color: #85807e;"><br />
<a href="http://www.akademiec.pl/pl.html" target="_blank">Tekst pochodzi ze strony www.akademiec.pl. Sprawdź nas!</a><br />
Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-11123,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Norwegia.html">www.Artelis.pl</a><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/norwegia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Euro trip &#8211; część V &#8211; Wiedeń i Bratysława</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-v-wieden-i-bratyslawa/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-v-wieden-i-bratyslawa/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Oct 2008 23:06:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JanuszLis</dc:creator>
				<category><![CDATA[euro trip]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=116</guid>
		<description><![CDATA[Po zakończeniu pobytu w Pradze, który opisałem w poprzednim wpisie ruszyliśmy w kierunku Wiednia i Bratysławy. Opiszę te dwa miasta w jednym wpisie, gdyż w stolicy Słowacji spędziliśmy zaledwie kilka godzin, więc mam za mało wspomnień by starczyło na oddzielny artykuł. Wyjeżdżając z Pragi chcieliśmy zaoszczędzić jeden dzień, który później spędzilibyśmy w Budapeszcie. Z tego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense-->Po zakończeniu pobytu w Pradze, który opisałem w <a title="Euro trip część IV - Praga" href="http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-iv-praga/" target="_self">poprzednim wpisie</a> ruszyliśmy w kierunku Wiednia i Bratysławy. Opiszę te dwa miasta w jednym wpisie, gdyż w stolicy Słowacji spędziliśmy zaledwie kilka godzin, więc mam za mało wspomnień by starczyło na oddzielny artykuł. Wyjeżdżając z Pragi chcieliśmy zaoszczędzić jeden dzień, który później spędzilibyśmy w Budapeszcie. Z tego właśnie powodu zdecydowaliśmy się nie spać w Bratysławie, lecz tylko pobyć na miejscu przez kilka godzin i ruszyć w stronę Wiednia. Tak też uczyniliśmy.<span id="more-116"></span></p>
<p>Celem zwiedzania w stolicy Słowacji <strong>były przede wszystkim zamki, Królewski w centrum miasta oraz Zamek Devin</strong>, w niedalekich okolicach. Co prawda Wikipedia wspominała nam też o nowym i starym moście, ale po przyjrzeniu się zdjęciom doszliśmy do wniosku, że szkoda na nie czasu. O dziwo o Starym Mieście Wiki nie wspominała, więc ten punkt programu także nam odpadł.</p>
<div id="attachment_141" class="wp-caption alignright" style="width: 287px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/10/nowymost1.jpg"><img class="size-medium wp-image-141" title="Nowy Most w Bratysławie" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/10/nowymost1.jpg" alt="Nowy Most w Bratysławie" width="277" height="148" /></a><p class="wp-caption-text">Nowy Most w Bratysławie</p></div>
<p>Gdy dojechaliśmy do Bratysławy od razu skierowaliśmy się w stronę Zamku. Wdrapaliśmy się na wzgórze i zobaczyliśmy, że cały gmach jest teraz w remoncie, więc nawet o wejściu na dziedziniec mogliśmy zapomnieć. Przeszliśmy więc wokół zamku, zrobiliśmy kilka zdjęć (w tym zdjęcie Nowego Mostu &#8211; obok) i ruszyliśmy w drogę powrotną. Na szczęście udało nam się znaleźć coś wartego zobaczenia, a mianowicie bardzo zadbany park znajdujący się na tyłach Pałacu Prezydenckiego. Po kilkunastu minutach spędzonych na jednej z tamtejszych ławeczek wróciliśmy do samochodu by ruszyć w stronę Zamku Devin.</p>
<p>Trasa do ruin zamku zajęła nam nieco ponad godzinę, więc gdy dojechaliśmy na miejsce było około szesnastej. Niestety, o godzinę za późno, byśmy zdążyli na godziny otwarcia. Kolejny raz zatem musieliśmy się obejść smakiem. Zrobiliśmy zatem kółko wokół wzgórza zamkowego poprowadzonymi tam ścieżkami rowerowymi i chodnikami wróciliśmy na parking. Przy okazji zrobiliśmy kilka zdjęć przepływającej obok Morawy. Przy okazji daliśmy się, a raczej ja dałem się, pogryźć olbrzymiej liczbie komarów. Marcina jakoś nie chciały gryźć. Po rundce wokół zamku nadeszła pora pożegnania ze Słowacją, ale tylko na chwilę.<strong> Zamek Devin z zewnątrz tak nam się spodobał, że zdecydowaliśmy tu wrócić w drodze z Wiednia do Budapesztu.</strong> To zupełnie nie po drodze, ale stwierdziliśmy, że warto.</p>
<p>Podróż do Wiednia sprawił nam niemałe problemy, ale nie dlatego, że nie mogliśmy znaleźć drogi. Brakowało nam po prostu koncepcji noclegu. Mapa GPS, którą mieliśmy ograniczała Wiedeń jedynie do największych ulic, więc nie byliśmy w stanie odnaleźć żadnego z kempingów znajdujących się w mieście. Chcąc zatem  zaoszczędzić stwierdziliśmy, że zanocujemy w jednej z podwiedeńskich miejscowości, a następnego dnia samochodem dojedziemy na miejsce. Po przejechaniu kilku z nich i pukaniu do wielu drzwi mieliśmy już dość słuchania opowieści o tym, że nie mamy co liczyć na znalezienie wolnego pokoju. Także i ceny, które oferowały owe hotele były dalekie od tego, na co mogliśmy sobie pozwolić. Nie pozostało nam zatem nic innego, prócz trasy do Wiednia i szukania w środku nocy kempingu, którego lokalizację znaliśmy w przybliżeniu do kilkunastu kilometrów (tyle miała ulica, przy której stał). O dziwo po drodze tylko dwukrotnie musieliśmy zawracać (z czego raz na zjeździe z autostrady&#8230; gdyby nie GPS nie wpadłbym na to, że by zawrócić należy czterokrotnie wjechać i zjechać ślimakiem). Na kempingu zameldowaliśmy się mniej więcej o pierwszej w nocy, choć trudno tu mówić o meldowaniu, bo cała załoga dawno już pewnie spała. Rozbiliśmy zatem namiot i przystąpiliśmy do konsumpcji piwa, które kupiliśmy w Bratysławie.</p>
<p>Noc na kempingu nie należała do najspokojniejszych, bo kemping miał dość specyficzne położenie. Z jednej strony była autostrada, z drugiej zaś sporych rozmiarów węzeł kolejowy. Na szczęście lotnisko było dość daleko, więc przynajmniej samoloty nie hałasowały. Jest jednak i dobra strona takiego położenia. Nie byczyliśmy się do południa, tylko wstaliśmy dość wcześnie i ruszyliśmy na miasto. W końcu w Wiedniu mieliśmy tylko jeden dzień na zwiedzanie.</p>
<p>Pierwsze nasze kroki skierowaliśmy do autobusu, który miał nas zawieźć do metra. Co ciekawe kierowca nie chciał od nas pieniędzy za przejazd, a nikt z pozostałych podróżnych nie kasował żadnego biletu. Wyglądało zatem na to, że autobus był darmowy. Miła to odmiana, bo w poprzednich miastach komunikacja miejska była bardzo droga. <strong>Wiedeń to jednak nie Eldorado</strong>, więc za przejazdy metrem już musieliśmy płacić. Podobnie jak w innych miastach także i tu nie było zniżki studenckiej, ale bilet dzienny był w naszym zasięgu. Nie mieliśmy czasu na chodzenie po mieście, więc bez wahania wydaliśmy 5€ i ruszyliśmy na Prater.</p>
<p>Jako, że zarówno ja, jak i Marcin w przeszłości widzieliśmy Prater dość dokładnie skupiliśmy się bardzie na zwiedzaniu parku, w którym jest wesołe miasteczko, niż samego wesołego miasteczka. Znów, podobnie jak w Berlinie, starałem się znaleźć ciekawostki, które różniłyby wiedeński park od tego, co można znaleźć w Polsce. Niestety tym razem nie udało mi się znaleźć tam wiele różnic. Jedyne co mnie zainteresowało to rozstawione co i rusz źródełka z wodą pitną, z których często uzupełnialiśmy nasze butelki. Wspomniane źródełka miały jeszcze jedną cudowną w trakcie panującego upału funkcję. Można było zrobić mgiełkę z zimnej wody, w której bardzo przyjemnie się stało.</p>
<div id="attachment_134" class="wp-caption alignright" style="width: 192px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/10/stadionernstahappela.jpg"><img class="size-medium wp-image-134" title="Stadion Ernsta Happela" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/10/stadionernstahappela.jpg" alt="Stadion Ernsta Happela" width="182" height="242" /></a><p class="wp-caption-text">Stadion Ernsta Happela</p></div>
<p>To tyle, jeśli chodzi o pozytywy, dużo gorzej było, gdy zobaczyłem <strong>Stadion Ernsta Happela</strong>. Budowla, która bardzo ładnie wyglądała na zdjęciach w internecie z bliska niczym nie zachwycała. Dziwię się nawet, że na taki obiekt Austriacy przygotowali na Mistrzostwa Europy w 2008 roku. Pomalowana na blado-zielono blacha falista i kwadratowe budynki stadionowe to zdecydowanie nie to, czego się spodziewałem. Jestem przekonany, że Stadion Narodowy, który mają postawić w Warszawie, czy Baltic Arena z Gdańska będą dużo bardziej interesujące. Na miniaturce obok jest najładniejsza perspektywa stadionu jaką udało nam się uchwycić. Okropna zielona blacha falista jest prawie niewidoczna.</p>
<p>Nasz następny przystanek to <strong>Pałac Schonbrunn</strong>. Nieprzespana noc dała mi się nieco we znaki, bo w trakcie podróży zdrzemnąłem się parę minut. Dobrze, że budziłem się co stację, przynajmniej mogliśmy wysiąść tam gdzie trzeba. W końcu moje zaufanie do orientacji przestrzennej Marcina było bardzo ograniczone. Gdy dotarliśmy na miejsce uderzyła nas fala gorąca. Żar lał się z nieba, ale ten dyskomfort z nawiązką rekompensowały nam widoki, które roztaczały się przed naszymi oczyma. Co prawda Pałac widziałem już kilka lat temu, ale nie żałowałem czasu spędzonego na lawirowaniu wśród wszechobecnych alejek i ścieżek. Oczywiście jak to mam w zwyczaju często robiłem przystanki, by odpocząć na jednej z ławeczek, więc pobyt w parku przez Pałacem zajął nam dobrych kilka godzin. Gdyby jeszcze nie ten żar płynący z nieba z pewnością zostalibyśmy tam jeszcze dłużej.</p>
<div id="attachment_136" class="wp-caption alignright" style="width: 287px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/10/karlskirche1.jpg"><img class="size-medium wp-image-136" title="Kościół św. Karola Boromeusza (Karlskirche)" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/10/karlskirche1.jpg" alt="Kościół św. Karola Boromeusza (Karlskirche)" width="277" height="208" /></a><p class="wp-caption-text">Kościół św. Karola Boromeusza (Karlskirche)</p></div>
<p>Gdy już nasyciliśmy swoje dusze widokiem drzew i krzewów gonieni przez nieuchronnie upływający czas ruszyliśmy w dalszą drogę, w kierunku centrum miasta. Naszym pierwszym przystankiem był <strong>Kościół św. Karola Boromeusza (Karlskirche)</strong>. Bardzo ładna barokowa budowla była co prawda w trakcie remontu, ale stanowiło to dodatkową atrakcję, bo za kilka Euro mogliśmy wspiąć się po rozstawionym rusztowaniu pod samą kopułę i oglądać namalowane na niej freski z odległości kilkudziesięciu centymetrów. Oczywiście wystawiło to na próbę mój lęk wysokości, bo rusztowanie chwiało się przy każdym kroku, ale jednak dałem radę i nie żałuję.</p>
<p>Czas nas naglił, więc nie tracąc chwili ruszyliśmy dalej. Droga Kärntner Strasse prowadząca tuż obok monumentalnego budynku Opery zaprowadziła nas do gotyckiej <strong>Katedry św. Szczepana (Stephansdoms)</strong>. Jej wnętrza bardzo przypominały Katedrę św. Wita w Pradze, ale już tak nie porażały ogromem świątyni centrum Czech. Może to dlatego, że do większości miejsc nie mieliśmy wstępu z racji na odbywające się właśnie nabożeństwo. Na pewno na plus zapisał się dźwięk bocznych organów, na których grano w trakcie mszy.</p>
<p>Centrum Wiednia to prawdziwe zagłębie kościołów, gdy tylko zdążyliśmy wyjść z jednego z nich za rogiem pojawiał się kolejny. W ten właśnie sposób z Katedry św. Szczepana trafiliśmy do barokowego <strong>kościoła św. Piotra (Peterskirche) z XVIII wieku</strong>. Co prawda po wizycie na szczycie Karlskirche nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, ale warto tam wstąpić. Zwłaszcza o odpowiedniej porze. Każdego dnia bowiem odbywają się tam darmowe koncerty organowe. Dla zainteresowanych dodam, że od poniedziałku do piątku o godzinie 15, a w weekendy o 20. My oczywiście nie trafiliśmy tam akurat o tej porze, więc nie pozostało nam nic innego jak iść dalej.</p>
<p><!--adsense-->Minąwszy <strong>pałac Hofburg</strong> trafiliśmy pod kolejną świątynię. Tym razem był to <strong>kościół Minorytów (Minoritenkirche)</strong>. Wśród wszystkich barokowych i gotyckich świątyń Minoritenkirche wreszcie wyróżniał się swoim swoim klasycyzującym stylem. Niestety z powodu remontu był zamknięty dla zwiedzających. Nie rozwodząc się nad tym zbytnio ruszyliśmy dalej, tam gdzie wszyscy otaczający nas ludzie, czyli pod Ratusz. Okazało się, że nie szli tam bez przyczyny, bo pod budynkiem Rady Miejskiej rozstawiony był wielki telebim, na którym wyświetlano koncert muzyki poważnej. Przed ekranem ustawiono kilkaset krzeseł i małe trybuny, a wszędzie wokół rozstawiono stragany z jedzeniem, piwem, czy winem z owocami. Właśnie ten ostatni nas zainteresował i to mimo przeraźliwie długiej kolejki. Co ciekawe okazało się, że sprzedawała w nim bardzo zapracowana Polka. Wyraźnie była zmęczona, bo dopiero po kilku zdaniach wypowiedzianych do niej w naszym języku zorientowała się, skąd przyjechaliśmy. Trudno zresztą żeby było inaczej, na mniej więcej trzech metrach kwadratowych pracowały cztery osoby, które bez przerwy się przepychały o każdą odrobinę wolnej przestrzeni. Nie wiem jak wygląda prawo pracy w Austrii, ale w Polsce nie można legalnie pracować w takich warunkach.</p>
<p>Gdy już skończyliśmy swoje wino było około północy, czyli najwyższy czas wracać na kemping. Minęliśmy jeszcze budynek Parlamentu w trakcie krótkiego spaceru do metra i już ruszyliśmy dalej. Po paru minutach byliśmy na przystanku autobusu, który miał nas dowieźć na miejsce. Miał, ale tego nie zrobił, bo od dwudziestu minut już nie jeździł. Wybraliśmy zatem taki, którego trasa najbardziej się pokrywała i ruszyliśmy w drogę. Po kilku problemach natury geograficznej udało się nam dotrzeć na miejsce, choć od razu mogę powiedzieć, że nie polecam korzystania z mapek okolicy umieszczonych na przystankach autobusowych. Kropki wskazujące miejsce położenia namalowane są nie tam, gdzie trzeba, a to dość ważne, zwłaszcza jeśli jest się przy węźle autostrady, gdzie wszystkie zjazdy wyglądają tak samo. Kręcenie się w kółko miało też jaśniejszą stronę, zużyło resztki naszych sił, więc mieliśmy mniejsze trudności z zaśnięciem w akompaniamencie mknących pociągów i samochodów. Kolejny dzień zaś to powrót na Zamek Devin i trasa do Budapesztu.</p>
<div id="attachment_139" class="wp-caption alignright" style="width: 287px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/10/zamekdevin.jpg"><img class="size-medium wp-image-139" title="Zamek Devin" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/10/zamekdevin.jpg" alt="Zamek Devin" width="277" height="163" /></a><p class="wp-caption-text">Zamek Devin</p></div>
<p>Po głośnej nocy dzień powitał nas słoneczną, ale na szczęście już nie tak upalną pogodą. Nie zastanawiając się wiele ruszyliśmy w drogę, bo jak zwykle mieliśmy ambitny grafik. Po około dwóch godzinach znów byliśmy pod bramą prowadzącą do wejścia na <a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/zamek-devin-ruiny-w-okolicach-bratyslawy/" target="_blank"><strong>Zamek Devin</strong></a>. Tym razem była już otwarta. Na zwiedzających czekają nie tylko ruiny dawnego zamku, ale także kilka wystaw traktujących nie tylko o jego historii, ale też o sposobach prowadzenia prac archeologicznych. Można się zatem było dowiedzieć między innymi jaki jest sposób na ustalenie wieku ludzkiego szkieletu.</p>
<p>Gdy już zobaczyliśmy wszystkie baszty i korytarze znów ruszyliśmy w drogę by zmierzyć się ze stolicą Węgier &#8211; Budapesztem. Co nas tam spotkało? Dowiecie się w następnym wpisie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-v-wieden-i-bratyslawa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Budapeszt i Węgry &#8211; internetowy przewodnik</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/budapeszt-i-wegry-internetowy-przewodnik/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/budapeszt-i-wegry-internetowy-przewodnik/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Sep 2008 23:32:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JanuszLis</dc:creator>
				<category><![CDATA[ciekawe strony]]></category>
		<category><![CDATA[euro trip]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=129</guid>
		<description><![CDATA[W życiu zwykle bywa tak, że ważne informacje wpadają nam w ręce gdy nie są już tak potrzebne. Tak właśnie było z internetowym przewodnikiem po Budapeszcie i Węgrzech, na który niedawno trafiłem. Podczas Euro tripa odwiedziłem stolicę naszych przysłowiowych bratanków, ale nie miałem żadnego przewodnika po mieście. Polegałem zatem tylko na darmowych biuletynach, które znalazłem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense-->W życiu zwykle bywa tak, że ważne informacje wpadają nam w ręce gdy nie są już tak potrzebne. Tak właśnie było z <a title="Internetowy przewodnik po Budapeszcie i Węgrzech" href="http://www.budapeszt.infinity.waw.pl/joomla/index.php" target="_blank">internetowym przewodnikiem po Budapeszcie i Węgrzech</a>, na który niedawno trafiłem. Podczas <a title="Euro trip" href="http://turystyczne-atrakcje.pl/category/wycieczki/euro-trip/" target="_blank">Euro tripa</a> odwiedziłem stolicę naszych przysłowiowych bratanków, ale nie miałem żadnego przewodnika po mieście. Polegałem zatem tylko na darmowych biuletynach, które znalazłem w informacji turystycznej. Gdybym wiedział o istnieniu strony zaoszczędziłbym sporo czasu mogąc się dobrze przygotować do podróży jeszcze przed wyjazdem. Wszak informacje z Wikipedii to często za mało. <span id="more-129"></span></p>
<p>Przeglądając zawartość przewodnika skupiłem się głównie na Budapeszcie, bo tylko informacje dotyczące tego miasta jestem w stanie względnie zweryfikować. Na co zatem trafiłem? Przede wszystkim zainteresował mnie artykuł <strong>&#8220;Budapeszt w 3 dni&#8221;</strong> , bo właśnie tyle czasu spędziłem w mieście. Czytając widzę bardzo obszerne i bogato ilustrowane opisy najważniejszych zabytków pogrupowane zgodnie z proponowaną trasą zwiedzania. <strong>Struktura podobna jest do Wikipedii</strong>, wszędzie widoczne są odsyłacze do kolejnych opracowań, więc na lekturze można spędzić dosłownie kilka godzin.</p>
<p>Nawigacja na stronie jest bardzo wygodna więc z pewnością w trakcie lektury trafimy na pożądaną przez nas informację. Miłą niespodzianką są także ciekawostki dotyczące miasta, jak na przykład <strong>punkty widokowe, czy też kamery internetowe z widokiem na miasto</strong> (<a title="Kamera Budapesztu, którą można sterować" href="http://www.budapeszt.infinity.waw.pl/joomla/index.php?option=com_weblinks&amp;catid=94&amp;Itemid=121#" target="_blank">jedną </a>z nich można nawet sterować!!). Oczywiście jak to bywa z serwisami pełnymi często zmieniających się treści niektóre kamery wskazują dawno nieaktualizowane zdjęcia, bądź nie pokazują nic, ale nie zmienia to ogólnie pozytywnej opinii o stronie.</p>
<p>Gdybym zajrzał do internetowego przewodnika po Budapeszcie przed Euro tripem nie znalazłbym w nim tylko jednej pożądanej przeze mnie informacji. Opisu tamtejszych klubów. Oczywiście są adresy, ale szerszego przedstawienia brak. Szkoda, choć chyba zbyt dużo wymagam. Takich opisów nie było nawet w komercyjnych przewodnikach, które przeglądałem przed wyjasem w księgarni. Nie mogę zatem zrobić nic innego, jak tylko polecić Wam stronę. Na pewno przed kolejną wizytą na Węgrzech będę z niej korzystał.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/budapeszt-i-wegry-internetowy-przewodnik/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Euro trip &#8211; część IV &#8211; Praga</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-iv-praga/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-iv-praga/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Sep 2008 19:03:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JanuszLis</dc:creator>
				<category><![CDATA[euro trip]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=95</guid>
		<description><![CDATA[Zakończyliśmy wizytę w Berlinie opisaną w jednym z wcześniejszych wpisów i ruszyliśmy w stronę Pragi. Gdyby nie fatalna pogoda zapewne jedną noc spędzilibyśmy w lasach Spreewald, ale w czasie deszczu nie byłoby to zbyt przyjemne. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy ruszyć bezpośrednio do Pragi. Przejazd przez Niemcy nie jest wart dokładniejszego opisywania, gdyby nie korki, które tworzyły [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense-->Zakończyliśmy wizytę w Berlinie opisaną w jednym z <a title="Euro trip część III - Berlin" href="http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-iii-berlin/" target="_self">wcześniejszych wpisów</a> i ruszyliśmy w stronę <strong>Pragi</strong>. Gdyby nie fatalna pogoda zapewne jedną noc spędzilibyśmy w lasach Spreewald, ale w czasie deszczu nie byłoby to zbyt przyjemne. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy ruszyć bezpośrednio do Pragi.</p>
<p>Przejazd przez Niemcy nie jest wart dokładniejszego opisywania, gdyby nie korki, które tworzyły się raz na jakiś czas na autostradzie można by się zanudzić. Dużo ciekawsze były drogi w Czechach. Nie dość, że musieliśmy słono zapłacić za winietę (ponad 40 złotych za tydzień jazdy), to jeszcze <span id="more-95"></span>autostrada straciła na jakości tuż po przekroczeniu granicy. Także i oznakowanie pozostawiało wiele do życzenia. Momentami nie wiedzieliśmy w którą stronę mamy jechać, mimo pomocy GPSa.</p>
<p>To właśnie pogoda i gorsze niż w Niemczech drogi (jak to się szybko człowiek przyzwyczaja) sprawiły, że do Pragi dotarliśmy dopiero po zmierzchu. Nocleg mieliśmy zapewniony u moich rodziców w samochodzie kempingowym (szczęśliwie byli wtedy w Pradze), więc postanowiliśmy zaparkować gdzieś w centrum i zjeść obiadokolację. Kolejne rozczarowanie, nigdzie nie udało nam się znaleźć miejsca, na którym można zaparkować. Wszędzie wolne luki oznaczone były napisem Riserve, czyli zarezerwowane tylko dla mieszkańców. Po trzydziestu minutach kręcenia się w kółko po Pradze pojechaliśmy na kemping, żeby tam zostawić samochód i ruszyć na miasto metrem.</p>
<p>Po kilku perypetiach udało się dojechać na przedmieścia<strong> Pragi gdzie usytuowany był<a title="Sunny Camp Praga" href="http://www.sunny-camp.cz/" target="_blank"> Sunny Camp</a></strong>. Bardzo ładny camping, 500 metrów od metra linii B. Nocleg dla jednej osoby kosztuje mniej więcej 300 CZK (40 złotych), więc dość drogo. Na szczęście my nie płaciliśmy nic, bo przyjechaliśmy po zamknięciu i nie rozstawialiśmy namiotu.</p>
<p>Nie zastanawiając się długo ruszyliśmy na miasto celem zjedzenia kolacji. Linią B dojechaliśmy na stację <strong>Namesti Republiky</strong>, która znajduje się w bezpośrednim pobliżu <strong>Starego Miasta</strong>. Nieśmiało przyglądając się malowniczym uliczkom trafiliśmy do włoskiej knajpki w pobliżu kościoła <strong>Panny Marii przed Tynem</strong>. Co prawda wolałbym jedzenie typowo czeskie, ale patrząc na ceny mijanych przez nas restauracji nie było nas na nie stać. Jak w każdym z opisanych wcześniej miast zwracam uwagę na ciekawe szczegóły, które wyróżniają je spośród innych. Tym razem zainteresował mnie wystrój ogródka restauracji. No, może nie sam wystrój, co jeden dodatek, który niezwykle uprzyjemnił mi zimny wieczór. Było mokro i zimno, ale nie przeszkadzało nam to w jedzeniu, bo na każdym krześle restauracji <strong>leżał bardzo ciepły koc, którym można było się okryć podczas posiłku</strong>. Kolejny świetny pomysł, który należałoby sprowadzić do Polski. Może zresztą tak już u nas jest? Tego nie wiem, bo nieczęsto jadam w restauracjach na wolnym powietrzu. Wiem jednak, że w większości polskich pubów próżno szukać takich udogodnień.</p>
<div id="attachment_99" class="wp-caption alignright" style="width: 287px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/praga1.jpg"><img class="size-medium wp-image-99" title="Kościół Panny Marii przed Tynem i Pałac Goltz-Kinskych" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/praga1.jpg" alt="Kościół Panny Marii przed Tynem i Pałac Goltz-Kinskych" width="277" height="208" /></a><p class="wp-caption-text">Kościół Panny Marii przed Tynem i Pałac Goltz-Kinskych</p></div>
<p>Po skończeniu posiłku pochodziliśmy nieco po starówce i wróciliśmy na pole namiotowe. Oczywiście zrobiliśmy kilka zdjęć, jedno z nich widzisz z prawej strony. Przedstawia ono wspomniany wyżej kościół <strong>Panny Marii przed Tynem i pałac Goltz-Kinskych, w którym mieści się Galeria Narodowa</strong>. Kościół niestety był w trakcie remontu więc nie udało nam się go zwiedzić (jeśli nie liczyć zerknięcia przez przeszkloną klatkę do środka). Swoją drogą, bardzo ciekawe jest wejście do samego kościoła, bo by do niego wstąpić należy przejść przez kamienicę, która stoi przed nim. Więcej o tej części Pragi znajdziesz we <a title="Rynek Staromiejski i Kościół Panny Marii przed Tynem" href="http://turystyczne-atrakcje.pl/praga-rynek-staromiejski-i-kosciol-panny-marii-przed-tynem/" target="_self">wpisie poświęconym Rynkowi Staromiejskiemu.</a></p>
<p>Następny dzień zapamiętam jako najzimniejszy i najbardziej deszczowy w trakcie całego wyjazdu. Padało przez cały dzień. Pierwszym zatem naszym zakupem w mieście były parasolki, choć i tak zanim je kupiliśmy zdążyliśmy już przemoknąć do suchej nitki.</p>
<p>Zwiedzanie miasta w pełnym deszczu nie należy do wielkich przyjemności, więc praktycznie cały dzień spędziliśmy w różnego rodzaju pubach. Odwiedziliśmy między innymi <strong>restaurację/pub U Pinkasu, gdzie po raz pierwszy, w 1843 roku, podano piwo Pilsner Urquell</strong>. Gdyby nie to, byłaby to zwykła zbyt droga knajpa. Odwiedziliśmy też inny pub, który poleciła nam dziewczyna z informacji turystycznej. Tam wreszcie poczułem się lepiej, bo ceny piwa były wreszcie niskie, a oferowane jedzenie stricte czeskie. Zjadłem niemalże najtańsze danie z menu, czyli gotowane nogi wieprzowe. Mimo niskiej ceny smak pozytywnie mnie zaskoczył. Mięso było bardzo podobne do golonki, zarówno jeśli chodzi o smak, jak i konsystencję. Było też bardzo tłuste, co stanowiło duży plus przy zimnej i deszczowej pogodzie. Niestety nie jestem w stanie przytoczyć nazwy pubu, a przewodnik po Czechach który mam w domu nic o nim nie wspomina.</p>
<p>Gdy wyszliśmy z knajpy było już ciemno, a my mieliśmy w planie odwiedzenie klubu, więc poszliśmy zameldować się do <a title="Hostel Jednota" href="http://jednota.prague-hostels.cz/" target="_blank">Hostelu Jednota</a>, który zarezerwowaliśmy w informacji turystycznej. Za łóżko w dormitorium zapłaciliśmy po<strong> 385 CZK, czyli około 50 złotych</strong>. To dość tanio, zwłaszcza, że hostel był bardzo blisko centrum, także i oferowany standard nie był najgorszy. Pokoje i łazienki były bardzo czyste, jedynie lodówki na korytarzach niezbyt przypadły mi do gustu.</p>
<p>Dormitorium charakteryzuje się tym, że śpią w nim też inni ludzie. Tym razem poznaliśmy pewnego Francuza, który uprawiał typową seks turystykę. Przyjechał do Pragi zostawiając we Francji swoją żonę i dziecko. Polecił nam też kilka klubów, do których warto pójść, ale my wybraliśmy akurat ten, którego nie rekomendował ze względu na olbrzymią ilość turystów. Była to jednak największa imprezownia w Pradze, więc nie mogliśmy jej sobie odpuścić. Klub stał w pobliżu Mostu Karola i faktycznie był wielki. <strong>Sześć pięter, na każdym z nich inny wystrój i muzyka, masa ludzi, kilkanaście miejsc w których można było kupić alkohol, czyli wszystko, czego mógłby chcieć spragniony zabawy turysta</strong>. Wieczór i noc minęła nam zatem pod znakiem pląsów w takt muzyki lat siedemdziesiątych (co prawda odwiedziłem tez pozostałe parkiety, ale to właśnie Disco 70 najbardziej przypadło mi do gustu). Do hostelu wróciliśmy więc w okolicach godziny piątej, może nawet szóstej.</p>
<p>Po całonocnej zabawie trzeba się dobrze wyspać, więc z pokoju nie wyszliśmy przed godziną czternastą. Nie żałowałem jednak straconego czasu, gdyż radością napawało mnie to, że wreszcie przestało padać. Pierwszym celem naszego zwiedzania były <strong>Prasky hrad, czyli Zamek Praski</strong>. Dojazd nie stanowił problemu, bo wystarczyło wsiąść do odpowiedniego metra i spytać policjantów którędy droga. W trakcie tego dnia jeszcze kilkakrotnie pytaliśmy się służb mundurowych o drogę i za każdym razem otrzymywaliśmy kompetentna odpowiedź (i to w języku angielskim). Policjantów można zatem spokojnie zaliczyć, obok taksówkarzy, do osób, które znają drogę. Dużo lepiej spytać któregoś z nich, niż sugerować się znakami, które wskazują trasę do zabytków. Nie wiem kto te znaki ustawiał, ale w większości przypadków nie prowadziły one wcale tam, gdzie powinny.</p>
<p>Większość czasu przeznaczonego na zwiedzanie Zamku spędziliśmy w <strong>Katedrze św. Wita</strong>. Przyznam, że zrobiła ona na mnie ogromne wrażenie, pewnie dlatego że wręcz porażała swoimi monumentalnymi rozmiarami. Zupełnie nie zdziwiło mnie to, że budowa Katedry trwała niemalże <strong><span style="text-decoration: line-through;">siedemset</span> sześćset lat</strong> (od 1344 do 1939 roku). Kolejnym pozytywnym zaskoczeniem był bezpłatny wstęp do środka. Niestety na tym pozytywy się kończą, bo nie można było wchodzić na wieżę. Chcąc być bardziej precyzyjnym muszę dodać, że wstępu na nią nie mieli &#8220;zwykli turyści&#8221;, dla vipów była dostępna, bo widzieliśmy grupkę ludzi stąpających ponad naszymi głowami. Każdy widać musi znać swoje miejsce, a naszym był parter Katedry.</p>
<div id="attachment_105" class="wp-caption alignright" style="width: 218px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/katedrawita.jpg"><img class="size-medium wp-image-105" title="Wnętrze Katedry św. Wita" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/katedrawita.jpg" alt="Wnętrze Katedry św. Wita" width="208" height="277" /></a><p class="wp-caption-text">Wnętrze Katedry św. Wita</p></div>
<p>Kończąc marudzenie na temat nierówności społecznych muszę powiedzieć dlaczego Katedra zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie. Po pierwsze, zbudowana jest w moim ulubionym stylu, czyli gotyku. Wewnątrz znajduje się wieniec<strong> 22 kaplic z różnych epok</strong> (wszak w trakcie budowy zmieniały się style architektoniczne). Było zatem bardzo różnorodnie i monumentalnie. Także i bogactwo witraży niemalże powalało na kolana. Jeden z nich jest autorstwa <strong>Alfonsa Muchy, <span style="text-decoration: line-through;">twórcy słynnego obrazu Krzyk</span></strong>. Niestety nie udało nam się go zlokalizować. Na zdjęciu obok jest taki mały przedsmak tego, czego można się spodziewać w środku. Mimo, że to tylko miniaturka i tak widać, jak wielka jest Katedra. Z przewodnika wiem, że ma <strong>124 metry długości, 60 szerokości (mniej więcej takie wymiary ma boisko piłkarskie), a sklepienie jest na wysokości 33 metrów (odpowiednik dziesiątego piętra)</strong>.</p>
<p>Gdy już opuściliśmy Katedrę ruszyliśmy w kierunku<strong> Belwederu i Ogrodów Królewskich</strong>. Urzekło mnie w nich to, że niemalże każde drzewo było dokładnie opisane nie tylko jeśli chodzi o gatunek, ale też to kiedy zostało posadzone. Poczułem się zatem zupełnie jak w parku w Powsinie.</p>
<p>Kolejnym punktem naszej podróży był <strong>barokowy Kościół św. Mikołaja stojący na Rynku Malej Strany (Malostranske namesti)</strong>. Niestety, zbyt dużo czasu spędziliśmy na wzgórzu zamkowym, więc musieliśmy zadowolić się pocałowaniem klamki. Usiedliśmy zatem na schodkach prowadzących do wejścia, by zastanowić się co dalej. Doszliśmy do wniosku, że najwyższa pora coś zjeść więc ruszyliśmy ulicą Loretańską w poszukiwaniu przystępnej cenowo restauracji. Oczywiście jedynymi miejscami gdzie można było tanio zjeść były pizzerie i bary szybkiej obsługi. Szliśmy więc dalej aż do ulicy Dlabacov, na której stała przyjaźnie wyglądająca restauracja z typowo czeskimi daniami. Tym razem mój wybór padł na opiekane ziemniaki (brambory) z bekonem, serem i szpinakiem. Za około 20 złotych zjadłem przepyszny obiad popijając od czasu do czasu łykiem zimnego ciemnego piwa. Nie dziwne, że wyszliśmy stamtąd gdy dzień ustępował miejsce nocy.</p>
<p>Najwyższa zatem pora by odwiedzić kolejną atrakcję Pragi, czyli tańczący budynek <strong>Fred i Ginger, dzieło słynnego amerykańskiego architekta Franka Gehry</strong> (projektanta między innymi butelki eksportowej wersji Wyborowej). Niestety, strasznie się rozczarowałem widząc Tancini Dum. Było ciemno, a nikt nawet nie ustawił jednej lampy by oświetlić dom. Był to zatem kolejny ciemny, nieoświetlony budynek, tyle ze o nieco bardziej fikuśnym kształcie. Nie rozumiem zupełnie jak jedna z największych atrakcji Pragi może być w taki sposób potraktowana. Nawet nie zrobiliśmy zdjęcia, bo niby jak? Niepocieszeni ruszyliśmy <strong>wzdłuż Wełtawy w stronę Mostu Karola</strong>.</p>
<div id="attachment_106" class="wp-caption alignright" style="width: 280px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/katedrawita2.jpg"><img class="size-medium wp-image-106" title="Katedra św. Wita" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/katedrawita2.jpg" alt="Katedra św. Wita" width="270" height="195" /></a><p class="wp-caption-text">Katedra św. Wita</p></div>
<p>Minęliśmy monumentalny budynek <strong>Muzeum Narodowego (Narodni divadlo)</strong> i zaczęliśmy kolejną sesję wzgórza zamkowego, tym razem z drugiej strony Wełtawy. Po prawej najlepsze ze zdjęć. Wreszcie Czesi zrobili dobrą iluminację, nie to co w przypadku tańczącego domu. Niestety, Most Karola oświetlony był już co najwyżej przeciętnie, więc nie zrobił na nas wielkiego wrażenia. Nie do końca rozumiem, co w nim widzą te tysiące turystów, którzy każdego dnia robią sobie na jego tle zdjęcia. Chyba nie chodzi tylko o sam wiek mostu, ale jeśli nie o to, to o co?</p>
<p>Zrobiliśmy jeszcze małą rundkę po starówce i wróciliśmy do hostelu. Następnego dnia chcieliśmy jeszcze zobaczyć <strong>Cmentarz Żydowski i dzielnicę Josefov</strong>, a potem już tylko przez Bratysławę do Wiednia.</p>
<p><!--adsense-->Kolejny dzień przywitał nas wspaniałą, słoneczną pogodą. Aż chciało się dłużej zostać w Pradze, ale niestety kolejne miejsca czekały już na nas. Nie tracąc więc czasu ruszyliśmy w stronę Josefova, dzielnicy żydowskiej, która <strong>świetnie przetrwała wojnę, gdyż Hitler na jej terenie chciał utworzyć Muzeum Wymarłej Rasy</strong>. Uliczki faktycznie były malownicze, a na każdym rogu mieścił się jubiler. Niestety, za wstęp na teren Cmentarza trzeba było zapłacić prawie 10 euro, bo łączyło się to ze zwiedzaniem całego kompleksu, czyli synagogi i muzeum żydowskiego. Nie było możliwości wykupienia biletu tylko na Cmentarz. W ten właśnie sposób NIE odwiedziliśmy drugiego Cmentarza Żydowskiego w trakcie naszej podróży.</p>
<p>Po tak niemiłej przygodzie skoczyliśmy tylko na szybkie drugie śniadanie do McDonalda i ruszyliśmy w stronę Bratysławy. Podsumowując pobyt w Pradze mogę powiedzieć, że absolutnie nie żałowałem tych trzech dni, które spędziliśmy w mieście. Oczywiście, wszędzie pełno jest turystów i trudno odetchnąć, ale czasem wystarczy tylko pójść nieco inną trasą, by móc w spokoju zatopić się w bardzo malownicze wąskie brukowane uliczki. Ludzie także są przyjaźni, choć mam wrażenie że już nie tak, jak ci w Berlinie. To pewnie jednak tylko subiektywne odczucie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-iv-praga/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Euro trip &#8211; część III &#8211; Berlin</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-iii-berlin/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-iii-berlin/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Sep 2008 23:42:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JanuszLis</dc:creator>
				<category><![CDATA[euro trip]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=45</guid>
		<description><![CDATA[Po zakończeniu pobytu we Wrocławiu, który opisałem w poprzednim wpisie ruszyliśmy do Berlina. Droga była wręcz luksusowa, bo praktycznie przez cały czas jechaliśmy równiutką autostradą z płyt betonowych. Do Berlina dotarliśmy bez problemów, mimo że &#8220;Kasia&#8221; nie miała mapy Niemiec. Także i dojazd w pobliże naszego noclegu nie sprawił nam większych problemów, mimo, że kierowaliśmy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense-->Po zakończeniu pobytu we Wrocławiu, który opisałem w <a title="Euro trip część II - Wrocław" href="http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-ii-wroclaw/" target="_self">poprzednim wpisie</a> ruszyliśmy do <strong>Berlina</strong>. Droga była wręcz luksusowa, bo praktycznie przez cały czas jechaliśmy równiutką <strong>autostradą z płyt betonowych</strong>. Do Berlina dotarliśmy bez problemów, mimo że &#8220;Kasia&#8221; nie miała mapy Niemiec. Także i dojazd w pobliże naszego noclegu nie sprawił nam większych problemów, mimo, że kierowaliśmy się tylko znakami drogowymi.</p>
<p>Nocleg w Berlinie Marcin załatwił u swojej znajomej, która wyjechała do Niemiec na wymianę studencką Erasmusa. Mieliśmy zatem darmowy nocleg w akademiku <strong>niedaleko słynnej stacji Zoo</strong> (dzielnica Tiergarten). <span id="more-45"></span>Na miejsce dojechaliśmy w okolicach dziewiętnastej. Pogadaliśmy trochę z Pauliną, starliśmy marchewkę na ciasto i ruszyliśmy na miasto.</p>
<p>Dwa przystanki S-bahnem (prawie jak metro, tyle, że porusza się nad ziemią, a nie pod) i jesteśmy w centrum. Pierwsza rzecz, jaka rzuciła mi się w oczy to masa młodych ludzi różnych narodowości i ras, większość <strong>pijąca piwo, bądź inny alkohol</strong>. Praktycznie na wszystkich schodkach, ławkach czy nawet trawnikach siedzieli ludzie wesoło ze sobą gaworzący. Bardzo to pozytywny krajobraz, zwłaszcza w porównaniu z tym, że w Warszawie pijący na ulicy kojarzy się z menelem, albo dresiarzem. Tu <strong>picie jest zupełnie legalne</strong> i chyba z tej właśnie przyczyny ludzie robią to kulturalnie. Oczywiście, zawsze zdarzy się debil, który o trzeciej w nocy zacznie krzyczeć, ale to zdarza się i w Polsce. Jeszcze jedno mnie zdziwiło &#8211; olbrzymia ilość ładnych dziewczyn. Bardzo szybko więc padł mit o tym, że Niemki są brzydkie&#8230; nawet jeśli część z tych Niemek to zagraniczne turystki.</p>
<div id="attachment_46" class="wp-caption alignright" style="width: 192px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/kpamieci.jpg"><img class="size-medium wp-image-46" title="Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche Kościół Pamięci" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/kpamieci.jpg" alt="Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche Kościół Pamięci" width="182" height="242" /></a><p class="wp-caption-text">Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche Kościół Pamięci</p></div>
<p>To tyle tematem kobiet u naszych zachodnich sąsiadów. Gdy już przebiliśmy się przez tłumy tubylców zobaczyliśmy przed sobą <strong>Gedächtniskirche, czyli Kościół Pamięci nazywany przez berlińczyków &#8220;spróchniałym zębem&#8221;</strong>. Kościół został zbudowany ok. 1890 roku, a ruina pozostała po jego zburzeniu podczas drugiej wojny światowej stanowi monument pokoju i pojednania. Do zrujnowanego kościoła dobudowana jest nowsza część, w zupełnie innym stylu. Nie jestem ekspertem, ale moja estetyka była brutalnie gwałcona przez dobudowany fragment. Odnoszę wrażenie, że funkcję pomnika zdecydowanie lepiej pełniłby sam stary i zniszczony kościół.</p>
<p>W ścisłej okolicy kościoła znajduje się <strong>najbardziej znane centrum handlowe Berlina KaDeWe</strong>. Przyznam szczerze, że nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Ot, takie większe Domy Towarowe Centrum. Nijak ma się to do wspomnienia, jakim jest moja pierwsza i jedyna wizyta w Peweksie gdy byłem smarkaczem.</p>
<p>Jako, że byliśmy już dość zmęczeni to tylko wypiliśmy po parę piwek przed KaDeWe, zrobiliśmy sobie zdjęcia z pomalowanymi misiami (niedźwiedź to symbol Berlina) i wróciliśmy do akademika. Następnego dnia trzeba było zobaczyć całe miasto, więc musieliśmy mierzyć siły na zamiary.</p>
<p>Kolejny dzień stał pod znakiem pieszego zwiedzania miasta. Dlaczego pieszo? Bo oszczędzaliśmy na biletach, <strong>dzienni bilet komunikacji kosztował 8 Euro</strong> (ponad 25 złotych), a my woleliśmy te pieniądze przeznaczyć na jedzenie, czy choćby zwiedzanie. Okazało się, że nie był to plan na wyrost, gdyż większość ciekawych rzeczy udało nam się zobaczyć. Ale zacznijmy od początku.</p>
<p>Dosłownie chwilę po wyjściu z akademika byliśmy w parku <strong>Tiergarten</strong>, bardzo ładnie utrzymanego i z olbrzymią liczbą rowerzystów przemykających malowniczymi alejkami. Jeśli miałbym porównać park z warszawskimi terenami zielonymi najbliższy zdaje się być Park Łazienkowski, choć Tiergarten jest zdecydowanie większy i bardziej dziki. Pozytywnie zaskoczył mnie znak, który zauważyłem w owym parku. Wskazywał on strefę, w której <strong>można grillować</strong>. To świetny pomysł, wyjść wieczorem do parku, wziąć karkówkę, brykiety i parę piwek. Spotkać się ze znajomymi w miłej atmosferze. Nie trzeba wyjeżdżać na działkę pod miasto. Taka kolejna ciekawostka, która bardzo przypadła mi do gustu.</p>
<p>Wracając jednak do samego parku, to w niemalże samym jej środku stoi <strong>Kolumna Zwycięstwa</strong> (Siegessäule). Postawiona na cześć zwycięstwa Prus nad Danią. Niby jedna z największych atrakcji turystycznych Berlina, ale znów nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Wszak w Warszawie tez mamy kolumnę, tyle że Zygmunta. W każdym razie dużo bardziej podobają mi się dzieła architektoniczne, niż pomniki.</p>
<p>Idąc dalej w stronę Reichstagu minęliśmy <strong>Bramę Brandenburską</strong> i znów byłem nieco rozczarowany.</p>
<div id="attachment_49" class="wp-caption alignright" style="width: 204px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/reichstag.jpg"><img class="size-medium wp-image-49" title="Reichstag" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/reichstag.jpg" alt="Reichstag" width="194" height="146" /></a><p class="wp-caption-text">Reichstag</p></div>
<p>Rozumiem, że za jej turystycznym sukcesem stoi symbolika, ale ja głównie staram się cieszyć oko. Zdecydowanie większe wrażenie zrobił na mnie <strong>Reichstag, czyli budynek niemieckiego Bundestagu</strong>. Nie dziwię się tłumowi ludzi, którzy stali w kolejce, by wejść do środka. Też bym chętnie wszedł, gdyby nie to, że nie mieliśmy na to czasu. Może w przyszłym roku. Nacieszywszy oczy widokiem budynku zaczęliśmy się kierować wzdłuż Szprewy w stronę <strong>najbardziej znanej ulicy Berlina Unter den Linden, czyli Pod Lipami</strong>.</p>
<p>Od samej Unter den Linden dużo bardziej interesująca wydała nam się ulica <strong>Friedrichstrasse</strong>, która prowadziła nas na plac Gendarmenmarkt. Centralne miejsce placu zajmuje<strong> pomnik Fryderyka Schillera</strong>, który otoczony jest przez dwa bliźniacze kościoły i monumentalny budynek Opery. Oczywiście tak jak i przed Reichstagiem, czy Bramą Brandenburską masa ludzi, nie tylko turystów. Widać, że i berlińczycy często spędzają tu czas.</p>
<p>Z Gendarmenmarkt tylko dwa kroki na kolejny bardzo ładny plac Berlina, czyli <strong>Bebelplatz</strong>. Na samym jego środku znajduje się szklana tafla o wymiarach metr na metr, przez którą zajrzeć można do podziemnego pokoju z pustymi regałami. To kolejny z symboli, tym razem upamiętnia on wydarzenia z 1933 roku, kiedy to na Babelplatz miała miejsce akcja palenia książek zakazanych przez Nazistów. Wokół placu znów znajdują się bardzo miłe dla oka barokowe budynki: <strong>Stara Biblioteka i Katedra św. Hedwiga</strong>. Zaś po drugiej stronie ulicy Unter den Linden, przy której znajduje się plac, dumnie stoi gmach Uniwersytetu Humboldta.</p>
<div id="attachment_50" class="wp-caption alignright" style="width: 252px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/berlinerdom.jpg"><img class="size-medium wp-image-50" title="Berliner Dom Katedra Berlińska" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/berlinerdom.jpg" alt="Berliner Dom, Katedra Berlińska" width="242" height="182" /></a><p class="wp-caption-text">Berliner Dom Katedra Berlińska</p></div>
<p>Nacieszywszy oczy widokami przeszliśmy wzdłuż Unter den Linden w stronę<strong> Wyspy Muzeów</strong>. Nawet nie spodziewaliśmy się, że to tak blisko. Nie minęło pięć minut, a już siedzieliśmy na trawniku przed <strong>Katedrą Berlińską (Berliner Dom)</strong>. Muszę przyznać, że jej wygląd zrobił na mnie wielkie wrażenie, ale nie tylko dlatego mógłbym siedzieć na trawie przez kilka godzin. Drugim powodem było to, że zewsząd otaczali mnie pozytywnie nastawieni do świata ludzie. Samo ich obserwowanie sprawiało mi niemałą frajdę.</p>
<p>Po lewej stronie od Katedry jest berlińskie<strong> Muzeum Sztuki Egipskiej, jedno z wielu na Wyspie Muzeów</strong>. Właśnie tu popełniliśmy największy z błędów podczas pobytu w Berlinie. Nie wynikł on jednak z naszej złej woli, lecz niedoinformowania. Nie mieliśmy pojęcia, że w każdy czwartek wstęp do wszystkich muzeów na Wyspie jest darmowy. W ten sposób zyskaliśmy kilka godzin tracąc możliwość obejrzenia wielu ciekawych wystaw. Czy bilans wyszedł na zero? Będę mógł to stwierdzić dopiero, gdy zobaczę muzea od środka.</p>
<p>Gdy już podnieśliśmy się z trawnika ruszyliśmy dalej ulicą <strong>Unter den Linden w stronę Wieży Telewizyjnej</strong>. Nie chcieliśmy na nią wjeżdżać, bo kosztuje to kilkanaście Euro. Mieliśmy dużo tańszy plan zobaczenia panoramy Berlina, ale na jego realizację niestety nie starczyło już czasu. Pod Wieżą zjedliśmy kebaba i cieszyliśmy się widokiem Tyskiego oraz Lecha w lodówce z piwami. Jak się później przekonaliśmy nie był to żaden ewenement. Do kebaba kupiliśmy <strong>najmodniejszy obecnie napój w Niemczech, czyli Bionade</strong>. W smaku przypomina starą dobrą oranżadę, ale bez gazu. Podobno to zupełnie naturalny napój bez udziału konserwantów czy innych tego rodzaju wynalazków. Patrząc na to z boku powiem, że Bionade jest dobre, ale sukces tkwi chyba w marketingu, a nie w smaku.</p>
<p>Po zakończeniu posiłku ruszyliśmy w stronę <strong>Alexanderplatz</strong>, gdzie wśród kilku centrów handlowych przycupnęliśmy na brzegu fontanny. Tu również z każdej strony otaczali nas ludzie. Zrobiliśmy krótką sesję zdjęciową (jakieś dwie godziny) i zaczęliśmy kierować się w stronę Centrum Sony. Mijaliśmy po drodze wiele bardzo ładnych budynków, których nazw nie jestem w stanie przytoczyć.</p>
<p>Bardzo dobre wrażenie zrobiło na nas otoczenie rzeki, przez którą w międzyczasie przechodziliśmy. Cała rzeka była uregulowana, a tuż nad brzegami tętniło życie. Wszędzie były <strong>knajpki, parasole, stoliki i oczywiście wesoła gawiedź ludzka</strong>. Gdyby nasze portfele były grubsze z pewnością zatrzymalibyśmy się na piwko oglądając zachód słońca&#8230; no właśnie, jakoś w międzyczasie zaczęła się już noc.</p>
<div id="attachment_52" class="wp-caption alignright" style="width: 287px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/leipzigerstrasse.jpg"><img class="size-medium wp-image-52" title="Budynek przy Leipziger Strasse" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/leipzigerstrasse.jpg" alt="Budynek przy Leipziger Strasse" width="277" height="208" /></a><p class="wp-caption-text">Budynek przy Leipziger Strasse</p></div>
<p>Pokonanie trasy do Centrum Sony zajęło nam około dwóch godzin, ale to dlatego, że często zatrzymywaliśmy się, a to by kupić piwo, czy wino dla Pauliny, a to by zrobić kolejne zdjęcia. Część z nich nawet fajnie wyszła, obok mała próbka. Niestety nie wiem co przedstawia, ale wiem że znajduje się na rogu Leipziger Strasse i Mauerstrasse. Stamtąd już tylko wystarczyło<strong> przejść przez Postdammerplatz i już przed nami pojawiało się Centrum Sony, a przed nim trzy kawałki Muru Berlińskiego</strong>.</p>
<p>Samo Centrum Sony robi oczywiście wrażenie, zarówno jeśli chodzi o architekturę, jak i klimat. W samym środku placu wewnątrz Centrum znajduje się kolejna fontanna, a wokół niej wiele miejsc do siedzenia. Wszędzie oczywiście wiele ludzi sączących piwo i rozmawiających w różnych językach. Dostosowaliśmy się do otoczenia i przez dobre dwie godziny sączyliśmy piwko. Pewnie siedzielibyśmy tam dalej, gdyby nie to, że nasze gołe łydki i ramiona zaczął smagać zimny wiatr. Mając w perspektywie jeszcze spacer do akademika niedługo po północy zebraliśmy się do powrotu.</p>
<p><!--adsense-->Po powrocie zaś czekała nas miła niespodzianka w postaci butelki wódki i trójki przybyszów z Polski, którzy podobnie jak my przyjechali pozwiedzać Berlin. Do wódki dorzuciliśmy wino i zagłębiliśmy się w rozmowach. Tu kolejny raz okazało się, że świat jest mały, gdyż jak się okazało jedna z przybyłych dziewczyn ma z nami wspólnych znajomych, a niegdyś zdawała do mojego liceum&#8230; nawet do mojej klasy. Po takiej imprezie bardzo dobrze się spało, a następnego dnia czekała nas podróż do Pragi&#8230; albo do lasu <strong>Spreewald.</strong> Ale o tym dopiero w następnym wpisie.</p>
<p>Podsumowując pobyt w Belinie muszę powiedzieć, że bardzo miło się zdziwiłem. Większość mitów, które dotyczyły Niemców pałdo. Z pewnością kiedyś tam wrócę, jeśli nie po to, by zobaczyć to, czego nie zdążyłem tym razem, to po to, by znów napić się piwa w centrum miasta nie rozglądając się nerwowo za patrolem policji. Berlin będzie dobrym miejscem w drodze na południe Niemiec. Co mnie tam przywiedzie? O tym we wpisie o Budapeszcie&#8230; czyli wedle planu podróży dopiero za tydzień.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-iii-berlin/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Euro trip &#8211; część II &#8211; Wrocław</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-ii-wroclaw/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-ii-wroclaw/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Sep 2008 18:47:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JanuszLis</dc:creator>
				<category><![CDATA[euro trip]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=31</guid>
		<description><![CDATA[Po długich przygotowaniach i planowaniu opisanym we wcześniejszym poście wyruszyliśmy w drogę. Z domu wyruszyłem około godziny 7 rano, by w centrum odebrać od brata odbiornik GPS i telefon. Na ósmą byłem umówiony z Marcinem, żeby załatwić ubezpieczenie w NFZ i wyruszyć w drogę. Oczywiście naszym zwyczajem, co później wielokrotnie się powtórzyło, zmieniliśmy zdanie i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense-->Po długich przygotowaniach i planowaniu opisanym we <a title="Euto trip część I, przygotowania" href="http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-i-przygotowania/" target="_blank">wcześniejszym poście</a> wyruszyliśmy w drogę. Z domu wyruszyłem około godziny 7 rano, by w centrum odebrać od brata odbiornik GPS i telefon. Na ósmą byłem umówiony z Marcinem, żeby załatwić ubezpieczenie w NFZ i wyruszyć w drogę. Oczywiście naszym zwyczajem, co później wielokrotnie się powtórzyło, zmieniliśmy zdanie i zamiast ubezpieczenia w NFZ wybraliśmy międzynarodową kartę studencką ISIC. <span id="more-31"></span>Rzecz w tym, że biura wyrabiające kartę były zamknięte do 10, a jak już zostały otwarte okazało się, że system ISIC padł i nie wiadomo kiedy wstanie. Doszliśmy więc do wniosku, że nie ma co tracić więcej czasu, a <strong>kartę wyrobimy sobie we Wrocławiu</strong>.</p>
<p>Ruszyliśmy więc w drogę do Wrocławia trasą przez Bełchatów. Gdyby nie niemiłosierny gorąc mógłbym powiedzieć, że przyjemnie się jechało&#8230; no i jeszcze te straszne korki w samym mieście. Półtorej godziny zajęło nam przejechanie około 3-4 kilometrów w drodze do wcześniej upatrzonego noclegu. Z nudów Marcin zrobił kilkadziesiąt zdjęć, niestety w większości przedstawiały te same budynki. Tempo mieliśmy tak słabe, że krajobraz praktycznie się nie zmieniał.</p>
<p>W okolicy 18 jednak udało nam się dotrzeć do celu, czyli na ulicę Trzemeską 4, do <strong>domu studenckiego Trio</strong>. Noc w pokoju dwuosobowym z umywalką i lodówką kosztowała <strong>35 złotych</strong> za osobę. Co prawda planowaliśmy płacić nieco mniej, ale za to warunki były na wysokim, jak na dom studencki, poziomie. Zarówno pokoje, jak i łazienki były bardzo czyste, na odległość od centrum także nie można było narzekać.</p>
<p>Krótki pobyt w pokoju, wypicie piwka i wyjście na miasto celem odwiedzenia <strong>klubu Liverpool</strong>. Zgodnie z informacjami znalezionymi w sieci miała tam być impreza w klimacie lat 70., które bardzo z Marcinem lubimy. Niestety, po dotarciu na miejsce okazało się, że klub w wakacje jest zamknięty. Ruszyliśmy więc okrężną drogą (bo nie znaliśmy żadnej innej) w stronę rynku Starego Miasta.</p>
<div class="wp-caption alignright" style="width: 218px"><img title="Kościół św. Marcina" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/swmarcina.jpg" alt="Kościół św. Marcina" width="208" height="277" /><p class="wp-caption-text">Kościół św. Marcina</p></div>
<p>Na miejscu przekonaliśmy się, jak mały jest świat. Na rynku poznaliśmy dwie dziewczyny, jak się okazało z Warszawy&#8230; a do tego jedna z nich jest niemalże sąsiadką Marcina. Trochę pogadaliśmy i umówiliśmy się na wspólne zwiedzanie Wrocławia następnego dnia&#8230; z którego i tak nic nie wyszło.</p>
<p>Plan zwiedzania kolejnego dnia był bardzo ambitny. <strong>Ostrów Tumski, Panorama Racławicka, kilka kościołów, Dworzec Główny, Hala Stulecia, Park Szczytnicki z Ogrodem Japońskim i Stary Cmentarz Żydowski</strong>. Naiwnie wierzyliśmy, że uda się zobaczyć wszystko jednego dnia.</p>
<p>Zaopatrzeni w bilety dzienne (nie mylić z dobowymi) za 4 złote ruszyliśmy najpierw w stronę <strong>Panoramy Racławickiej</strong>. Wysiedliśmy pod Galerią Dominikańską, obok której stał <strong>kościół św. Macieja</strong>. Stamtąd odwiedzając po drodze Muzeum Architektury poszliśmy do Panoramy Racławickiej. Oczywiście na najbliższy wstęp nie było już biletów (notabene niezwykle drogich), więc wzięliśmy seans dużo późniejszy, by mieć półtorej godziny na odwiedzenie <strong>Ostrowa Tumskiego</strong>.</p>
<p>Od <strong>Panoramy Racławickiej</strong> to dosłownie 10 minut piechotą, więc nawet nie myśleliśmy o wsiadaniu do tramwaju. Zwiedzanie Ostrowa ograniczyliśmy praktycznie do<strong> Archikatedry św. Jana Chrzciciela</strong> i panoramy, która roztacza się z jednej z jej wież. Wjazd na szczyt kosztował około pięciu złotych, a bilet opatrzony był napisem &#8220;darowizna&#8221;. No cóż, nie będę tego komentował. Znacznie ważniejsze, że widok na miasto był wart zobaczenia.</p>
<div id="attachment_43" class="wp-caption alignright" style="width: 218px"><img class="size-medium wp-image-43" title="Archikatedra św. Jana Chrzciciela" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/archikatedrawroclaw.jpg" alt="Archikatedra św. Jana Chrzciciela" width="208" height="277" /><p class="wp-caption-text">Archikatedra św. Jana Chrzciciela</p></div>
<p>Po Ostrowie znów wróciliśmy pod wejście do Panoramy, poczekaliśmy dosłownie 5 minut i weszliśmy do środka. Widok Panoramy nie wywarł na mnie jakiegoś ogromnego wrażenia, gdyż pamiętałem go z wycieczki do Wrocławia sprzed lat. Jest to jednak niewątpliwie pozycja obowiązkowa dla zwiedzających miasto, nawet mimo okropnie drogich biletów.</p>
<p>Następnym celem na naszej drodze była <strong>Hala Stulecia</strong>. Oczywiście i w tym przypadku poszliśmy okrężną drogą, gdyż w międzyczasie głód zaczął nam doskwierać. Odwiedziliśmy zatem Sphinxa w jednej z galerii handlowych i ruszyliśmy w dalszą drogę. Bardzo pozytywne wrażenie zrobił na mnie przystanek autobusowo-tramwajowy, zarówno jeśli chodzi o rozplanowanie, jak i rozwiązania techniczne (zboczenie zawodowe, studiuje Transport na Politechnice).</p>
<p><strong>Hala Stulecia</strong> okazała się pierwszym zamkniętym obiektem na trasie naszej podróży. Później wielokrotnie jeszcze nam się zdarzało, że w dane miejsce przybywaliśmy po godzinach zwiedzania. Zobaczyliśmy ją zatem jedynie z zewnątrz i usiedliśmy w pobliskim pubie pijąc piwko. W międzyczasie od wczoraj poznanych dziewczyn dowiedzieliśmy się gdzie jest ów <strong>Ogród Japoński</strong>. Okazało się, że to dosłownie dwa kroki od miejsca, w którym byliśmy.</p>
<p>To, że odległość jest bliska nie znaczy, że dotarliśmy tam szybko. Zajęło nam to dobrą godzinę, bo w międzyczasie zrobiliśmy kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt zdjęć. Większość oczywiście nie nadawała się do niczego. W ten właśnie sposób drugi raz z rzędu pocałowaliśmy klamkę. Tym razem spóźniliśmy się jedynie 15 minut. Ogród otwarty był do godziny 19.</p>
<p>Zbliżał się już wieczór, więc postanowiliśmy spędzić go podobnie jak poprzedni, na <strong>Starym Mieście</strong>. Zrobiliśmy kilkadziesiąt zdjęć fontanny, spotkaliśmy się z poznanymi w dniu wczorajszym dziewczynami i poszliśmy do hostelu. Z zaplanowanych atrakcji nie udało nam się dotrzeć na <strong>Stary Cmentarz Żydowski i Dworzec Główny</strong>. O ile ten pierwszy przełożyliśmy na następny dzień, o tyle Dworzec zupełnie odpuściliśmy.</p>
<p><!--adsense-->Środa to dzień, w którym czekała nas droga do Berlina, zatem nie mieliśmy wiele czasu na zwiedzanie Wrocławia. Postanowiliśmy wyjeżdżając odwiedzić tylko <strong>Cmentarz Żydowski</strong>. Niestety, nijak nie był on po drodze, więc dwukrotnie musieliśmy przejechać przez Wrocław i stać w korkach. Gdy zaś dotarliśmy na miejsce okazało się, że Cmentarz otwarty był tylko przez godzinę kilka razy dziennie. My akurat trafiliśmy na taki moment, że ponad 60 minut musielibyśmy czekać na otwarcie. Mając w perspektywie trasę do Berlina odpuściliśmy Cmentarz i ruszyliśmy w drogę. Trzeba będzie do Wrocławia jeszcze wrócić.</p>
<p>Podsumowując cały pobyt na tle reszty wyjazdu mogę powiedzieć, że był to jeden z <strong>jaśniejszych punktów wyjazdu</strong>, zarówno jeśli chodzi o ilość zabytków, atmosferę oraz ceny. Z całą pewnością warto odwiedzić to miasto, nawet jeśli ma się tylko kilka dni. W <a title="Euro trip część III - Berlin" href="http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-iii-berlin/" target="_self">następnym wpisie</a> zaś będę dzielił się z Wami swoimi przeżyciami z Berlina.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-ii-wroclaw/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Euro trip &#8211; część I &#8211; przygotowania</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-i-przygotowania/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-i-przygotowania/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Sep 2008 20:48:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JanuszLis</dc:creator>
				<category><![CDATA[euro trip]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=17</guid>
		<description><![CDATA[Mniej więcej pół roku temu, na długo przed wakacjami zacząłem wraz z Marcinem, moim znajomym planować wakacyjny wyjazd po Europie. Pierwszą naszą koncepcją było zakupienie biletu InterRail na cały kontynent. Cena biletu ważnego przez 22 dni (dziesięć dni jazdy) dla osób poniżej 26 roku życia to koszt 239 Euro. Nie jest to mało, bo w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense-->Mniej więcej pół roku temu, na długo przed wakacjami zacząłem wraz z Marcinem, moim znajomym planować wakacyjny wyjazd po Europie. Pierwszą naszą koncepcją było zakupienie biletu <strong>InterRail</strong> na cały kontynent. Cena biletu ważnego przez 22 dni (dziesięć dni jazdy) dla osób poniżej 26 roku życia to koszt 239 Euro. Nie jest to mało, bo w przeliczeniu na złotówki <strong>800 złotych</strong>. Za część przejazdów trzeba jeszcze dopłacić miejscówki. O ile w przypadku francuskich TGV nie jest to dużo, o tyle w kuszetkach, lub wagonach sypialnych na długich trasach ceny oscylują wokół kilkudziesięciu dolarów. Licząc wyjazd na dwa tygodnie na trasie: <strong>Warszawa &#8211; Berlin &#8211; Amsterdam &#8211; Paryż &#8211; Tuluza &#8211; Marsylia &#8211; Mediolan &#8211; Wiedeń &#8211; Warszawa</strong>, noclegi w najtańszych hostelach i campingach koszt takiego wyjazdu oscylował wokół 3-4 tysięcy złotych. To zdecydowanie przekraczało nasze możliwości finansowe, gdyż na dwutygodniowy wyjazd chcieliśmy przeznaczyć maksymalnie 2 tysiące złotych. Dlatego właśnie postanowiliśmy radykalnie zmienić koncepcję.<span id="more-17"></span></p>
<div id="attachment_19" class="wp-caption alignright" style="width: 304px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/trasa.jpg"><img class="size-medium wp-image-19" title="trasa" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/trasa.jpg" alt="Trasa wyjazdu" width="294" height="272" /></a><p class="wp-caption-text">Trasa wyjazdu</p></div>
<p>Jako, że jestem właścicielem dziesięcioletniego Daewoo Tico stwierdziliśmy, że to właśnie on stanowić będzie nasz środek komunikacji. Nie było to wyjście idealne, bo na przemieszczanie się z punktu do punktu tracić będziemy zarówno czas, jak i siły. Musieliśmy zatem radykalnie skrócić naszą trasę wyjazdu, zachowując jednak charakter wyjazdu objazdowego, w którym zaledwie dwa-trzy dni spędzać będziemy w jednym mieście. Po wielu mniej, lub bardziej zażartych dyskusjach stwierdziliśmy, że pojedziemy następującą trasą: <strong>Warszawa &#8211; Wrocław &#8211; Berlin &#8211; Praga &#8211; Bratysława &#8211; Wiedeń &#8211; Budapeszt &#8211; Kraków &#8211; Warszawa</strong>. Łącznie w około <strong>2500 km, co przy spalaniu 5 l/100 km powinno nas kosztować około 300 złotych na osobę</strong>, czyli znacznie taniej niż bilet InterRail.</p>
<p>Nietrudno wyliczyć, ze przystanków na tej trasie jest siedem, więc przy dwutygodniowym wyjeździe mieliśmy po dwa dni na każde z miast (nie biorąc pod uwagę dni potrzebnych na dojazd). Powinno nam to wystarczyć na zwiedzenie podstawowych zabytków, a w przypadku Wiednia czy Bratysławy (ze względu na bliską ich odległość) także odwiedzenie klubu. Tak wyglądała teoria, w praktyce oczywiście wyszło inaczej, ale o tym w kolejnych wpisach.</p>
<div id="attachment_18" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/ticosmall.jpg"><img class="size-medium wp-image-18" title="Daewoo Tico" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2008/09/ticosmall-300x162.jpg" alt="Tico - mały, ale wariat :)" width="300" height="162" /></a><p class="wp-caption-text">Tico - mały, ale wariat <img src='http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p></div>
<p>Warto, bym kilka słów powiedział o samochodzie. Jak wygląda Daewoo Tico każdy wie, wielu też zna dowcipy o tym samochodzie. Moja czerwona (kobieta by powiedziała burgundowa) rakieta jak już wspomniałem liczy sobie dziesięć lat i ma, jak na ten rocznik, bardzo niski przebieg: 54 000 km. Stan oceniłbym na zadowalający &#8211; w wielu miejscach widoczne są wykwity rdzy, praktycznie każdy skrawek samochodu jest poobijany, w większości są to przytarcia i obicia powstałe dzięki &#8220;uprzejmości&#8221; kierowców samochodów stających obok na parkingu przed moim domem. To tyle jeśli chodzi o stan zewnętrzny, technicznie sprawa wyglądała zdecydowanie lepiej, gdyż samochód był świeżo po remoncie zawieszenia i hamulców (koszt: 550 zł). Jedyne do czego mógłbym się przyczepić, to przeciekający bak paliwa. Tico jest samochodem bardzo małym, więc po zapakowaniu wszystkich bagaży mieliśmy zarówno pełny bagażnik, jak i zajętą całą tylną kanapę. Mogliśmy zatem tylko pomarzyć o podwiezieniu jakiegoś autostopowicza.</p>
<p>Skoro już jesteśmy przy bagażach napiszę jakie rzeczy ze sobą wzięliśmy. Przed wyruszeniem w drogę kwestią otwartą było to, w jakich warunkach będziemy spać. Na pewno odpadały hotele, ale zarówno hostele, jak i campingi były jak najbardziej w naszym zasięgu finansowym. Chcieliśmy być przygotowani na każdą ewentualność, więc wzięliśmy ze sobą<strong> pełny ekwipunek</strong> począwszy od namiotu, przez karimaty i śpiwory aż do kuchenki gazowej i podróżnego zestawu garnków. Do tego oczywiście ubrania, mapy, przewodniki (niestety w większości nieaktualne), telefony, aparat fotograficzny, laptop i najważniejsza chyba rzecz &#8211; odbiornik GPS (nazwany pieszczotliwie Kasią, ze względu na imię lektorki). Oczywiście GPS miał mapy tylko Europy centralnej i wschodniej (brak Niemiec, w Austrii tylko autostrady), ale wierzyliśmy w oznakowanie Starej Unii.</p>
<p>Mamy środek komunikacji, mamy bagaże, mamy plan podróży, wydaje się że mamy wszystko co potrzeba. Ruszamy rano w poniedziałek 11. sierpnia.</p>
<p>Więcej w części drugiej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-i-przygotowania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
