<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Alternatywna turystyka &#187; warto zobaczyć</title>
	<atom:link href="http://turystyczne-atrakcje.pl/category/warto-zobaczyc/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://turystyczne-atrakcje.pl</link>
	<description>poza ubitym szlakiem</description>
	<lastBuildDate>Sun, 13 Jun 2010 19:55:08 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Zamek Krzyżtopór w Ujeździe</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/zamek-krzyztopor-w-ujezdzie/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/zamek-krzyztopor-w-ujezdzie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Jun 2010 19:52:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[na weekend]]></category>
		<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=252</guid>
		<description><![CDATA[W trakcie wyjazdu w rodzinne strony miałem przyjemność odwiedzić miejscowość Ujazd i główną atrakcję okolic, czyli XVII wieczny zamek Krzyżtopór. Ten wybudowany w latach 1627-1644 dla wojewody sandomierskiego, Krzysztofa Ossolińskiego, pałac nigdy nie został ukończony, ale i tak na zwiedzających pozostawia ogromne wrażenie. Projekt zamku mocno związany był z kalendarzem, okien miał tyle, ile dni [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_253" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2010/06/101_1094.jpg"><img class="size-medium wp-image-253" title="Zamek Krzyżtopór" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2010/06/101_1094-300x225.jpg" alt="źródło własne" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">źródło własne</p></div>
<p>W trakcie wyjazdu w rodzinne strony miałem przyjemność odwiedzić miejscowość Ujazd i główną atrakcję okolic, czyli XVII wieczny zamek Krzyżtopór. Ten wybudowany w latach 1627-1644 dla wojewody sandomierskiego, Krzysztofa Ossolińskiego, pałac nigdy nie został ukończony, ale i tak na zwiedzających pozostawia ogromne wrażenie. Projekt zamku mocno związany był z kalendarzem, <em>okien miał tyle, ile dni w roku, pokoi tyle, ile tygodni; sal wielkich tyle, ile miesięcy, a 4 narożne jego baszty odpowiadały liczbie kwartałów. </em><br />
<span id="more-252"></span><br />
Mimo, iż obecnie jest to ruina warto ją zwiedzić, by przekonać się o rozmachu, z jakim go planowano. Wielkie sale, rozległe podziemne korytarze i wielość zakamarków sprawi wielką przyjemność wszystkim miłośnikom dawnej architektury. Pozostaje jedynie żałować, że Zamek został mocno uszkodzony najpierw w trakcie potopu szweckiego, a dzieła zniszczenia dokończyły w 1770 roku wojska rosyjskie. Mimo tego <!--adsense--> jednak wciąż istnieją pomysły odbudowy zamku, gdyż mury zachowały się aż w 90%. Pytanie tylko, czy w obecnych czasach znajdzie się jakiś milioner, który swój majątek zainwestuje właśnie w Ujeździe. Na wyłożenie tak olbrzymich pieniędzy przez samorządy nie można bowiem raczej liczyć. Mimo wszystko zapraszam, bo naprawdę warto.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/zamek-krzyztopor-w-ujezdzie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czarnobyl 2010 &#8211; relacja z wyprawy (1)</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/czarnobyl-2010-relacja-z-wyprawy-1/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/czarnobyl-2010-relacja-z-wyprawy-1/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 31 Mar 2010 08:23:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Lis</dc:creator>
				<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>
		<category><![CDATA[wycieczki]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=237</guid>
		<description><![CDATA[Pod koniec marca 2010 roku odwiedziłem ze StrefąZero.org Czarnobyl i Prypeć. Na łamach tego bloga chciałbym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami. Relację podzielę na kilka części, bo nie ma sensu pisać wszystkiego od razu. I tak pewnie nie przeczytacie tego za jednym zamachem. Ukraina Z Warszawy wyjechaliśmy we wtorek parę minut po 22. Na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pod koniec marca 2010 roku odwiedziłem ze <a href="http://strefazero.org">StrefąZero.org</a> Czarnobyl i Prypeć. Na łamach tego bloga chciałbym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami.</p>
<p>Relację podzielę na kilka części, bo nie ma sensu pisać wszystkiego od razu. I tak pewnie nie przeczytacie tego za jednym zamachem.</p>
<h2>Ukraina</h2>
<p>Z Warszawy wyjechaliśmy we wtorek parę minut po 22. Na granicy byliśmy kilka godzin później i od razu okazało się, że trafiliśmy zupełnie do innego świata. Zawsze wiedziałem, że kraje za naszą wschodnią granicą są dzikie i że jest tam zupełnie inaczej niż u nas. I miałem rację.<span id="more-237"></span></p>
<p>Z początku z okien autokaru nie było widać za wiele, ale różnicę od razu było czuć. Drogi na Ukrainie są puste, ale strasznie dziurawe.</p>
<p>Zaraz za przejściem granicznym wymienialiśmy walutę. W kantorze od złotozębnych kasjerek dostawaliśmy 2,60 UAH (hrywny ukraińskiej) za każdą zostawioną złotówkę. Na kilkudniowy wyjazd wymieniłem ok. 350 PLN. I wystarczyło w zupełności, większość pieniędzy przywiozłem jeszcze ze sobą.</p>
<p>Pierwszy postój na stacji benzynowej, wcześnie rano. W oczy rzuciły mi się dość <strong>niskie ceny paliw</strong>, które kosztują ok. 8 hrywien &#8212; czyli niewiele ponad 3 PLN&#8230; No i bukwy, wszechobecne literki o dziwnym kształcie i nieznanym znaczeniu.</p>
<p>Bukwy nauczyłem się rozpoznawać w ciągu tych kilku dni na Ukrainie, nie mając z nimi wcześniej nigdy żadnego kontaktu. Szczęśliwie kolega i koleżanka, z którymi spędzaliśmy tam czas, znają trochę język rosyjski a więc i czytanie ukraińskich napisów szło im łatwo.</p>
<p><strong>Dogadać na miejscu można się ponoć bez problemu po rosyjsku, po angielsku (z młodszymi ludźmi), ale także i po polsku</strong>. I ponoć dogadanie się po polsku jest czasem łatwiejsze i bardziej korzystne, niż po angielsku. Mieszanka kilku języków, pokazywania palcem i innych gestów wystarcza z powodzeniem, choć dobrze jest dowiedzieć się, jak po ukraińsku mówi się na śniadanie, toaletę i rachunek w knajpie. <img src='http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Kilka dni spędziliśmy w Sławutyczu. Mieście, które zostało zbudowane  dla pracowników elektrowni jądrowej w Czarnobylu po awarii w 1986.  Miasto ładne, nowoczesne, dobrze wyposażone. Mieszkaliśmy w mieszkaniach  prywatnych pracowników elektrowni, którzy na ten czas się z nich  wyprowadzili. Więc mieliśmy do dyspozycji łóżka i pościel, łazienki i  toalety oraz kuchnie i lodówki. Miasto jest małe, więc można je w ciągu  kilku minut obejść z miejsca na miejsce.</p>
<p>Dwa dni (tzn. jeden nocleg) spędziliśmy w Kijowie, mieszkaliśmy w <a href="http://www.hotel-tourist.kiev.ua/home_en.html">hotelu Turysta</a>.  Standard trzygwiazdkowy, śniadanie paskudne (zimna parówka i zimna  jajecznica), pokoje sympatyczne ale łazienki z kafelkami jak za komuny.  Lokalizacja niezła, bo niemalże bezpośrednio przy stacji metra. Żeton do metra kosztuje 1,70 UAH i za 10 hrywien dostaje się ich w automacie 5 oraz kilka monet reszty.</p>
<p><strong>Ceny niskie</strong>. Półlitrowa butelka wódki kosztuje nawet mniej, niż 10 PLN. Z naszego punktu widzenia wydaje się to niemal niemożliwe &#8212; a jednak. W knajpie w Sławutyczu shot wódki (50 ml &#8212; co nie jest normą na Ukrainie) kosztował 6 hrywien, czyli niewiele ponad 2 PLN.</p>
<p><strong>Taksówki też tanie</strong>, ale raczej nie mają taksometrów. I to powoduje różne śmieszne sytuacje. Przykładowo, jeden taksówkarz chciał nas zawieźć spod dworca kolejowego w Kijowie do Muzeum Lotnictwa (5 km w linii prostej) za 200 hrywien, twierdząc, że to ok. 35 km drogi jest. Potem zszedł do 150 UAH. Drugi w końcu zawiózł nas tam za 75 UAH, zaczynając licytację od 90&#8230;</p>
<p>Z historią z taksówkarzami wiąże się nieprzyjemne wrażenie, że wielu ludzi chce tam obcokrajowców oszukać i tylko szuka odpowiedniej okazji. Jestem pewien, że nie jest to norma i nie wszyscy mają takie podejście, ale takie przykre wrażenie odniosłem i prędko się go pewnie nie pozbędę&#8230;</p>
<p>Na dziś to tyle. Na dwa następne odcinki zaplanowałem relację ze zwiedzania zamkniętej strefy, w szczególności oglądanie obiektów elektrowni, miasta Czarnobyl, wioski Kopacze i opuszczonego miasta Prypeć.</p>
<p>Mam sporo materiału wideo, który czeka na obróbkę i montaż. Wczoraj udało mi się zmontować króciutki filmik, który w ramach zachęty Wam tu wrzucam poniżej. Na stronie YouTube, jak ktoś chce, można go obejrzeć jako <a href="http://wideo-hd.pl/">wideo High Definition</a> (1080i). Aby obejrzeć w formacie HD wystarczy kliknąć w logo YouTube w prawym dolnym rogu wideo.</p>
<p><object width="640" height="385"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/cVSxOEKUYxQ&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;rel=0&#038;color1=0x3a3a3a&#038;color2=0x999999"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/cVSxOEKUYxQ&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;rel=0&#038;color1=0x3a3a3a&#038;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="385"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/czarnobyl-2010-relacja-z-wyprawy-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Góra Krzyży</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/gora-krzyzy/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/gora-krzyzy/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Jan 2010 15:04:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Lis</dc:creator>
				<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>
		<category><![CDATA[Litwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=231</guid>
		<description><![CDATA[Podczas pierwszego tegorocznego kempingowego urlopu odwiedziliśmy Mazury i Litwę. Przemyślenia z wizyt na kempingach opublikowałem tutaj, natomiast dziś chciałbym napisać więcej na temat jednego z miejsc, które odwiedziliśmy. Jadąc na Litwę mieliśmy w planach odwiedzenie: Góry Krzyży, Wilna, Druskiennik. Mieliśmy tyko kilka dni, które mogliśmy spędzić na Litwie, więc plan był dosyć napięty. Jak dojechać? [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense-->Podczas <a href="http://volkswagen-t3.moto-blogi.pl/urlop-20091-1">pierwszego tegorocznego kempingowego urlopu</a> odwiedziliśmy Mazury i Litwę. Przemyślenia z wizyt na kempingach opublikowałem tutaj, natomiast dziś chciałbym napisać więcej na temat jednego z miejsc, które odwiedziliśmy.</p>
<p>Jadąc na Litwę mieliśmy w planach odwiedzenie:</p>
<ul>
<li>Góry Krzyży,</li>
<li>Wilna,</li>
<li>Druskiennik.</li>
</ul>
<p>Mieliśmy tyko kilka dni, które mogliśmy spędzić na Litwie, więc plan był dosyć napięty<span id="more-231"></span>.</p>
<h2>Jak dojechać?</h2>
<p>Góra Krzyży znajduje się kilkanaście kilometrów na północ od miejscowości Szawle (lit. <em>Šiauliai</em>), ponad 240 km od granicy z Polską (270, jeśli przyjąć trasę po samych <em>autostradach</em>). Jednocześnie znajduje się ok. 40 km od granicy z Łotwą, co sprawia, że warto tam wpaść jadąc dalej na północ. Dokładne położenie Góry znajdziesz w serwisie Google Maps, <a href="http://maps.google.com/maps?ll=56.015278,23.416667&amp;spn=0.3,0.3&amp;t=h&amp;q=56.015278,23.416667">pod tym linkiem</a>.</p>
<p>Wybierając trasę przejazdu po autostradach, warto pamiętać o tym, że za korzystanie z nich na Litwie się płaci. Trzeba więc kupić specjalne winiety, które się później nakleja od wewnątrz na przednią szybę. Nie pamiętam w tej chwili, ile kosztowały &#8212; polecam sprawdzenie tej informacji wcześniej, bo gdy my kupowaliśmy swoje zaraz po przekroczeniu przejścia granicznego, kasjerka nie potrafiła się z nami nijak dogadać po polsku&#8230;</p>
<h2>Gdzie spać?</h2>
<p>Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć, bo my akurat jechaliśmy samochodami kempingowymi. Zatrzymaliśmy się na parkingu przy Górze Krzyży i tam spędziliśmy noc. Wcześniej, przez nikogo nie niepokojeni, zjedliśmy sobie grillowaną kolację. <img src='http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Przy parkingu jest czysta toaleta, niestety nie darmowa, ale wejście kosztuje dosłownie grosze. Oczywiście nie jest czynna całą dobę o czym trzeba pamiętać planując nocleg na parkingu. Uczynna babcia klozetowa napełniła mi dwa pięciolitrowe baniaki na wodę, gdy tylko zobaczyła, że je niosę. <img src='http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<h2>Atrakcje</h2>
<p>Oprócz samego oglądania Góry Krzyży, warto rozważyć pozostawienie po sobie tamże własnego krzyża. Można je kupić za bezcen (za równowartość kilku-kilkunastu PLN) na miejscu, w przeróżnych rozmiarach. Spora część z nich zaopatrzona jest w tabliczki, na których można napisać w jakiej intencji pozostawia się krzyż. Przy zakupie krzyża dostaje się markera, którym się tę tabliczkę wypisuje. Markera oczywiście trzeba potem zwrócić.</p>
<p><a href="http://picasaweb.google.pl/lh/photo/zl5ul-gJkySNvguQxBK6WQ?feat=embedwebsite"><img src="http://lh5.ggpht.com/_SQih2GWlA50/S0NTbsZ3K3I/AAAAAAAAGWU/an5kA-kLhPE/s400/SS855441.JPG" /></a></p>
<p>Co by nie mówić, widok tak olbrzymiej liczby krzyży w jednym miejscu robi wrażenie&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/gora-krzyzy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wakacje 2009 – Hiszpania!</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/wakacje-2009-%e2%80%93-hiszpania/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/wakacje-2009-%e2%80%93-hiszpania/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 Aug 2009 16:31:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[euro trip]]></category>
		<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=224</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy przyszło lato, pogoda za oknem robiła się coraz ładniejsza, a wielu znajomych z wielkim entuzjazmem opowiadało o swoich planach wakacyjnych, postanowiliśmy zweryfikować nasze pierwotne zamierzenia. „Nie ma, że boli – wakacje muszą być!”, powiedziała wtedy stanowczo moja Kasia. „Tato, jedźmy gdzieś zobaczyć morze albo góry, będzie fajnie, zobaczysz!” &#8211; wtórowały jej nasze maluchy. Nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2009/08/hiszpania.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-225" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2009/08/hiszpania-300x200.jpg" alt="" width="172" height="115" /></a>Kiedy przyszło lato, pogoda za oknem robiła się coraz ładniejsza, a wielu znajomych z wielkim entuzjazmem opowiadało o swoich planach wakacyjnych, postanowiliśmy zweryfikować nasze pierwotne zamierzenia.</p>
<p>„Nie ma, że boli – wakacje muszą być!”, powiedziała wtedy stanowczo moja Kasia. „Tato, jedźmy gdzieś zobaczyć morze albo góry, będzie fajnie, zobaczysz!” &#8211; wtórowały jej nasze maluchy.<br />
<span id="more-224"></span><br />
Nie było wyjścia, choć i ja po cichu także liczyłem na to, że uda nam się jednak gdzieś wyskoczyć, więc też odetchnąłem z ulgą.</p>
<p>Klamka zapadła! Wspólną decyzją postanowiliśmy wybrać się w tym roku do Hiszpanii, a konkretniej mówiąc do Barcelony – Julka z Kubą uwielbiają baseny i zjeżdżalnie, a Kasia lubi kąpiele słoneczne. Hiszpania wydawała się nam więc pod tym kątem najodpowiedniejsza. Klimat śródziemnomorski, gwarancja ładnej pogody, rozwinięta infrastruktura turystyczna, hotele z basenami, atrakcje turystyczne.</p>
<p>Dodatkowego smaczku całej tej historii dodawał fakt, że mieliśmy tam lecieć samolotem. Pierwszy raz! Najmniej zadowolona z tego faktu była Kasia, której perspektywa lotu spędzała sen z powiek i nie pozwalała cieszyć się do końca naszą podróżą. Od lat wspominała, że boi się latać samolotem. Odbyliśmy dlatego wspólnie wiele rozmów na ten temat, także nasi znajomi uspokajali nas, że podróż samolotem jest całkowicie bezpieczna i nie ma się czego bać. Samoloty są nowoczesne i rzadko zawodzą, obsługa pokładowa zawsze służy pomocą, a samolotami na świecie latają dziennie miliony osób i nikomu nie dzieje się krzywda.</p>
<p>To wszystko pomogło, a Kasia w końcu przekonała się, że rzeczywiście nie ma się czego bać.</p>
<p>Pozostała jeszcze najważniejsza kwestia, czyli organizacja naszego wyjazdu. To zadanie przypadło mi. Jako, że nie jestem zwolennikiem biegania od biura do biura w poszukiwaniu jakiejś ciekawej oferty, postanowiłem sprawdzić co oferuje w tym temacie Internet. I nie pomyliłem się. Także i tym razem Internet mnie nie zawiódł, a dostępne tam oferty były w większości przypadków o wiele atrakcyjniejsze od tych, o których opowiadali nam nasi znajomi.</p>
<p>Postanowiłem, że <a title="Rezerwacja biletów lotniczych" href="http://www.fruwac.pl" target="_self">rezerwacji biletów lotniczych</a> i hotelu dokonam przez Internet. Znalazłem bardzo fajną wyszukiwarkę lotów (dla zainteresowanych adres podaję <a title="Fruwać.pl" href="http://www.fruwac.pl" target="_self">tutaj</a>), która w bardzo przejrzysty i prosty sposób wyszukała nam wszystkie dostępne połączenia lotnicze w tym terminie wraz z cenami biletów lotniczych.</p>
<p>Wystarczyło, że podałem miejsce i datę wylotu oraz powrotu, a także liczbę pasażerów. Resztą zajął się już system komputerowy, który przeszukał miliony dostępnych połączeń lotniczych, zarówno tanich, jak i regularnych linii lotniczych. Już za kilkaset złotych znalazłem bilety w obie strony dla całej naszej czwórki.</p>
<p>Dodatkowo Julka miała bilet gratis (dla dzieci do 2 lat), a Kuba dostał 50% zniżkę! To już chyba autobusem wyszłoby drożej. Za bilet zapłaciłem kartą kredytową i już po chwili otrzymałem na maila bilet elektroniczny. Ot, cała rezerwacja!</p>
<p>Podobnie znalazłem ciekawą ofertę hotelu na obrzeżach Barcelony. Skorzystałem także z popularnej wyszukiwarki hoteli, dostępnej w Internecie. Zasięgnąłem także opinii na temat hotelu na forach turystycznych, aby być pewnym, że w rzeczywistości hotel jest tak samo ładny jak na zdjęciach.</p>
<p>Jedno jest pewne, zaoszczędziłem w ten sposób dobre kilkaset złotych. Wykupując zorganizowane wczasy, z pewnością wyszłoby drożej. Przecież biuro podróży także musi zarobić na pośrednictwie!</p>
<p><!--adsense-->Warto jednak trzymać się zasady, że im wcześniej rezerwujesz tym większa szansa na znalezienie dobrej oferty. Czasem zdarza się, że także na krótko przed wyjazdem jest szansa, że cena drastycznie spadnie. Trzeba się jednak wówczas liczyć, że będziemy mieli tylko kilka godzin na spakowanie się i wyjazd. Internet pozwala na samodzielne i proste śledzenie kształtowania się cen poszczególnych ofert i w razie konieczności natychmiastowej rezerwacji i wykupu. Warto więc korzystać z tych dobrodziejstw.</p>
<p>Mamy już wszystko dopięte na ostatni guzik, a teraz z niecierpliwością czekamy na nasz wyjazd. Miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie tak dobrze jak do tej pory, a nasze wakacje przyniosą nam same pozytywne i niezapomniane wspomnienia. Już teraz mamy ochotę, aby w przyszłym roku wybrać się w inne miejsce – może teraz do Turcji…?</p>
<p>Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artykuly.com.pl">artykuly.com.pl</a> &#8211; żródła darmowych artykułów do przedruku.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/wakacje-2009-%e2%80%93-hiszpania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Amerykańska obietnica</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/amerykanska-obietnica/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/amerykanska-obietnica/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 Aug 2009 09:56:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=219</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Paweł Rudzki Ta podróż rozpoczęła się kilka lat temu. Wtedy to pracującej ze mną Amerykance obiecałem: „Jaquelin, gdy będziesz wychodzić za mąż, przyjadę do USA na Twoje wesele”. I oto siedzę w samolocie lecącym do Waszyngtonu, aby dotrzymać swojej obietnicy. Sam lot przebiega dość spokojnie, żeby nie powiedzieć sennie. Aczkolwiek miejsce w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Paweł Rudzki</small></p>
<p>Ta podróż rozpoczęła się kilka lat temu. Wtedy to pracującej ze mną Amerykance obiecałem: <em>„Jaquelin, gdy będziesz wychodzić za mąż, przyjadę do USA na Twoje wesele”. </em>I oto siedzę w samolocie lecącym do Waszyngtonu, aby dotrzymać swojej obietnicy.<span id="more-219"></span></p>
<p>Sam lot przebiega dość spokojnie, żeby nie powiedzieć sennie. Aczkolwiek miejsce w klasie ekonomicznej nie zachęca do spania&#8230;.. Niespodzianki zaczynają się za to na lotnisku. Z samolotu nie przechodzimy do „rękawa” ale do wagonu (autobusu, pociągu??), który podwozi nas do miejsca odpraw. I tutaj nie wygląda to wesoło – koszmarna kolejka, w której stoję półtorej godziny, wcześniej oczywiście wypełniając dwa formularze. Musi to tyle trwać, skoro każdej osobie oficer skanuje palce wskazujące lewej i prawej dłoni, a dodatkowo robi zdjęcie. W końcu przedzieram się, wychodzę –</p>
<p><em>„Hej, Jaquelin! Nie mogę uwierzyć, że tutaj jestem!”</em></p>
<p>Pierwsze wrażenie po wyjściu z lotniska? Tutaj jest gorąco! Gorąco i wilgotno! A fakt ten jest jeszcze spotęgowany temperaturą w okolicy +5 st. C w czasie mojego wyjazdu z Polski.</p>
<p>Pierwsza noc mija spokojnie i szybko (chociaż bezsennie z powodu różnicy czasu), a na drugi dzień zaczynam zwiedzanie Waszyngtonu. Zanim jednak wyruszy się w takie samodzielne zwiedzanie warto zdać sobie sprawę z podstawowej rzeczy (mądry Polak po szkodzie&#8230;.) &#8211; należy unikać „Memorial Day”, czyli amerykańskiego odpowiednika połączonych rocznic Powstania Warszawskiego, Listopadowego, Styczniowego, Bitwy pod Monte Cassino, Insurekcji Kościuszkowskiej i Cudu nad Wisłą. No chyba, że ktoś lubi się obijać o tłum weteranów wojennych chodzących, jeżdżących na wózkach i  na&#8230; Harleyach.</p>
<p>Pomijając tę niedogodność zwiedzanie Waszyngtonu jest bardzo proste – wystarczy znaleźć się na <strong>„The Mall”</strong> (czasami z dodatkiem National) i wszystkie ważniejsze miejsca są na wyciągnięcie ręki. Idąc od strony zachodniej jest to Lincoln Memorial, World War II Memorial (otwarty w maju 2004), Washington Monument, aż na Kapitolu kończąc. Kapitol można zwiedzać za darmo, jeżeli tylko wcześnie rano postaramy się o zdobycie biletu uprawniającego do tego.</p>
<p>Po obu stronach „The Mall” mija się całą masę muzeów działających w ramach <strong>The Smitshonian Institute</strong>, do których wejście jest darmowe. Zwiedzając te muzea miałem mieszane uczucia. Z jednej strony wszystkie wystawy i wszystkie eksponaty są świetnie przygotowane, wyeksponowane, a ilość papierowych folderów reklamowych może przyprawić o zawrót głowy. Dodatkowe informacje? Proszę bardzo – „information desk” i pracujący tam ochotnicy (bardzo często emeryci) powiedzą wszystko na temat „co można zobaczyć w środku”. To gdzie jest „ale”? Ale jest w tym, że siłą rzeczy porównuje się te muzea do wystaw włoskich, angielskich, holenderskich czy polskich, a historia Ameryki jest oczywiście bardziej uboga. Dlatego też wiele wystaw dotyczy historii dość współczesnej – a nawet „pop”. Osobiście bardzo spodobało mi się muzeum Aircraft &amp; Space, gdzie można zobaczyć zarówno turbinę silnika samolotowego w przekroju, latające jeszcze niedawno samoloty, jak również rakiety Pershing czy SS-20, jako wspomnienie nie tak znów odległych czasów. Samoloty i fragmenty statków kosmicznych robią wrażenie. W końcu kto z nas nie chciał lecieć w kosmos, albo przynajmniej być pilotem?</p>
<p>Oprócz muzeów możemy w centrum spotkać również wiewiórki – widziałem okazy w kolorze tradycyjnym, ale też i białe oraz czarne. No i oczywiście wszędzie są widoczne amerykańskie flagi. I jest ich raczej więcej niż mniej&#8230;</p>
<p>Jeżeli „szukamy” w Waszyngotnie historii koniecznie trzeba odwiedzić Arlington Cemetery, gdzie swego czasu był pochowany Paderewski. Pięknie utrzymane alejki, równo przystrzyżona trawa, pomniki żołnierzy, cisza i spokój (pomijając masę gadających ludzi) – to miejsce naprawdę robi wrażenie.</p>
<p>Za „historyczną” dzielnicę uchodzi również Georgetown, który de facto jest oddzielnym miastem. A swoją sławę zawdzięcza J.F. Kennedyemu i jego rodzinie, którzy tam żyli i posiadali kilka domów. Domów, których teraz zasadniczo nie można zwiedzać – są własnością prywatną. Oprócz tego w Georgetown można zrobić sporo zakupów oraz pobrać naukę na jednym z trzech działających w okolicy Waszyngtonu katolickim uniwersytecie.</p>
<p>Będąc w Waszyngtonie trudno oczywiście nie zobaczyć Białego Domu. W przeciwieństwie do Kapitolu, zwiedzanie Białego Domu nie jest takie proste. Trzeba wcześniej zgłosić taką chęć do swojego kongresmena (obywatele USA) lub do swojej ambasady (obcokrajowcy), a uzyskanie zgody na wizytę tam trwa&#8230; dłuuuugo. Jak usłyszałem w polskiej ambasadzie <em>„teraz zwiedzanie Białego Domu jest dla obcokrajowca praktycznie niemożliwe”. </em>Bez problemu za to można podejść do ogrodzenia i z daleka zobaczyć The White House. Podobnie zresztą jak Pentagon czy siedzibę FBI, które ogląda się ze znacznie bliższej odległości. Ale zwiedzanie zabronione!</p>
<p><!--adsense-->Oczywiście nie samym zwiedzaniem żyje człowiek – gdzie odpocząć i na przykład napić się piwa? I tutaj pojawia się problem. To nie jest krakowski rynek, gdzie co krok jest „piwopój”. W samym centrum miasta nie ma zbyt wielu miejsc gdzie można to zrobić. Owszem – jakieś restauracje czy „jadłodajnie” można znaleźć dość łatwo, ale znalezienie miejsca gdzie można napić się piwa zajęło mi w pierwszy dzień ok. dwóch godzin. Z czystym sumieniem mogę polecić <strong>„Capitol City”, </strong>zaraz obok stacji kolejowej Central Station, który serwuje piwa własnej produkcji. Ciekawostką jest fakt, że lokal ten jest pierwszym barem w otwartym w Waszyngtonie od czasów prohibicji. Inny przyjemny lokal to <strong>„Henry’s Bar”</strong> znany przede wszystkim z wielkiej liczby Harleyów ustawianych przed nim w czasie „Memorial Day”. Piwo i tu, i tu ma dwie cechy – jest drogie i smakuje tak jakby nie było skończone. Piwa są zasadniczo słabe, a stosunek cena/mocy jest niebotyczny. Ale ta atmosfera amerykańskiego lokalu z włączonymi telewizorami ustawionymi najczęściej na kanały sportowe&#8230;</p>
<p>Trzeba również wspomnieć o przesympatycznych ludziach, których spotyka się na ulicy. Jakiś problem? Nie możesz znaleźć jakiegoś miejsca? Żaden problem – wystarczy zapytać kogokolwiek. Wprawdzie zdarzają się pomyłki – pewnego razu zamiast na „The Mall” znalazłem się w „mall” czyli dzielnicy handlowej Georgetown, ale&#8230; informujący mnie kierowca autobusu w ramach rekompensaty odwiózł za darmo z powrotem. Zresztą trzeba dodać, że transport publiczny jest zorganizowany dość dobrze. Metrem można dotrzeć praktycznie w każde ważne miejsce, chociaż oznaczenia na peronach – w którą stronę iść w przypadku przesiadki – na początku są trudne do rozszyfrowania. Jednak jeżeli wiemy jaki jest końcowy przystanek naszego metra, w kierunku którym chcemy podążać wszystko staje się proste. Warto wiedzieć, że jeżeli w metrze weźmiemy bilet „bus transfer” to bilet autobusowy po wyjściu z metra będzie nas kosztował 0,75 zamiast 1,20 USD.</p>
<p>A autobusy komunikacji publicznej są zasadniczo puste i&#8230; klimatyzowane. I nie wiem czy dla mnie nie była to jedna z bardziej przyjemnych niespodzianek w czasie tej podróży.<span style="color: #85807e;"></p>
<p><!--adsense--><a href="http://szybkoczytasz.pl" target="_blank">Wejdź na tę stronę, aby czytać szybciej!</a><br />
&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;<br />
Paweł Rudzki &#8211; trener szybkiego czytania, autor ebooka &#8220;Szybko czytasz &#8211; więcej rozumiesz&#8221;<br />
Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-11090,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Amerykanska_obietnica.html">www.Artelis.pl</a><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/amerykanska-obietnica/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyspa Rockefellera</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/wyspa-rockefellera/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/wyspa-rockefellera/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 21 Jul 2009 08:35:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=217</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Ewelina Kitlińska Zarośnięte gęstymi lasami wzgórza parku narodowego, ulewny deszcz zamieniający drogi w rwące potoki i kosmiczne ceny to jedne z przyczyn, dla których na kolejnej z amerykańskich Wysp Dziewiczych &#8211; St. John &#8211; nie ma zbyt wielu turystów. A jeśli już się pojawią, to szybko się stamtąd wynoszą. Byłam już kilka [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Ewelina Kitlińska</small></p>
<p>Zarośnięte gęstymi lasami wzgórza parku narodowego, ulewny deszcz zamieniający drogi w rwące potoki i kosmiczne ceny to jedne z przyczyn, dla których na kolejnej z amerykańskich Wysp Dziewiczych &#8211; St. John &#8211; nie ma zbyt wielu turystów. A jeśli już się pojawią, to szybko się stamtąd wynoszą.<span id="more-217"></span></p>
<p>Byłam już kilka dni na wyspie St. Thomas i codziennie niemal powtarzał się ten sam rozkład zajęć dnia: plaża, pływanie, śniadanie, plaża, pływanie, prysznic, kolacja na Red Hook, wino na plaży. Dłużej tak żyć się nie dało. Postanowiłyśmy wybrać się na pobliską, bo położoną zaledwie 3 km od nas, wyspę St. John. Było to o tyle kuszące, że wiedziałyśmy, iż tam jest mniej turystów, a poza tym udało nam się namierzyć znacznie tańsze, ale również położone przy plaży domki. W tym ośrodku, gdzie mieszkałyśmy, ceny były wysokie i wiedziałyśmy, że szybko wyczerpiemy budżet wakacyjny. Zatem pewnego ładnego i słonecznego dnia spakowałyśmy manatki i pojechałyśmy do Charlotte Amalie, żeby tam wsiąść na prom.</p>
<p><strong>Wspaniałomyślny gest Rockefellera</strong></p>
<p>Nie mogłyśmy się doczekać chwili, gdy dotrzemy do naszej wymarzonej rajskiej wyspy, która w większości pozostaje w stanie naturalnym, nietknięta przez cywilizację, gdzie tropikalne lasy kończą się na złocistej plaży. Przypłynęła duża łódź motorowa i wraz z innymi pasażerami zasiadłyśmy na górnym pokładzie. Chciałyśmy mieć dobry widok na ląd. Dotychczas nie widziałyśmy wyspy St. Thomas, na której mieszkałyśmy, od strony morza. Kiedy ruszyłyśmy, powiew wiatru był tak silny, że naciągnęłyśmy głębiej na głowy kapelusze, by ich nam nie zwiało. Oddalałyśmy się od wyspy z dużą prędkością. Od wielkich rejsowych statków, od korków na drogach wyjazdowych z Charlotte Amalie i sklepów ze złotem z zachęcającymi do zakupów tabliczkami „Gold makes you happy” (złoto czyni cię szczęśliwym). Płynęłyśmy wzdłuż brzegów St. Thomas i oglądałyśmy położone przy wszystkich plażach ośrodki wypoczynkowe lub prywatne, luksusowe rezydencje.</p>
<p>Po chwili przed nami rozpostarł się widok na porośnięte bujną roślinnością wzgórza St. John. Dziewicza przyroda, prawdziwie dzika. Dwie trzecie obszaru wyspy zajmuje park narodowy utworzony na ofiarowanym na ten cel przez Laurence’a Rockefellera gruncie. Zdawać by się mogło, ze to wspaniałomyślny gest, ale jak to z Amerykanami bywa – wszystko zostało dokładnie przemyślane. Bogacz celowo zdecydował się na takie posunięcie, chcąc uniemożliwić potencjalnym inwestorom zabudowę wokół swojej posiadłości w pobliżu ośrodka Caneel Bay. Pozostała część wyspy również nie jest gęsto zasiedlona – łącznie St. John zamieszkuje ok. 3500 osób.</p>
<p><strong>Jak na Mazurach</strong></p>
<p>Zbliżamy się do brzegu. Wyspa z dala wygląda bajecznie. Niewielkie, w większości drewniane domki, pomalowane są na kolorowo, przy plaży zakotwiczone łódki gotowe, by nimi odpłynąć w leniwy rejs. Całość wygląda bardzo zachęcająco, wesoło, przyjaźnie. Wysiadamy w porcie i łapiemy taksówkę. Ruszamy i po paru minutach pniemy się asfaltową drogą w górę, a po obu jej stronach ciągnie się prawdziwa dżungla. Wreszcie, gdy jesteśmy na szczycie wzniesienia, drzewa ustępują miejsca niedużym krzewom i odsłaniają widok na zaciszną zatokę z piaszczystą plażą, przycupniętymi przy niej domkami i żaglówkami łagodnie kiwającymi się na turkusowej, przejrzystej wodzie. Marzyłyśmy o tym, żeby znaleźć się dokładnie w takim miejscu.<br />
Jedziemy jeszcze dobrych kilka kilometrów, samochód toczy się tym razem z góry i zajeżdża w jedną z bocznych dróżek. Po chwili staje, a kierowca mówi: „To tu”.<br />
Wysiadam, idę kilka kroków przez zacieniony las, ściółka chrzęści pod nogami, a między drzewami majaczą małe chatki. Czuję ten znajomy zapach lasu i bez zastanowienia mówię: „Słuchajcie, tu jest dokładnie tak jak na Mazurach!”.<br />
„Możliwe – słyszę powątpiewający głos – ale jesteśmy na Wyspach Dziewiczych i będzie tu o wiele bardziej komfortowo”.</p>
<p><!--adsense-->Dość szybko okazuje się, że wcale tak nie jest. Po krótkiej wymianie zdań w recepcji prosimy o pokazanie domku. Niezbyt sympatyczna Murzynka, patrząca na nas z góry, prowadzi nas do małej chatki leżącej może 5 metrów od brzegu morza. Nie musimy wchodzić do środka, żeby widzieć, jak jest urządzona. 2 ściany domku do połowy stanowi moskitiera. Wyposażenie to cztery łóżka, wentylator i betonowa podłoga. Żadnych szafek, wieszaków, żadnych innych mebli. Zero komfortu, zero intymności, za to świadomość, że każda przechodząca osoba może bez problemu zaglądać do wewnątrz. Miny momentalnie nam rzedną. Rany boskie, czy jesteśmy na wakacjach, czy mamy odbywać jakąś karę?! Pani widzi naszą konsternację, ale niewzruszona prowadzi nas do wspólnych łazienek. Po oględzinach dokładnie już wiem, że nie jest jak na Mazurach. Jest gorzej. Siadamy w cieniu palm na plaży załamane zastaną sytuacją. Nie zamierzamy mieszkać w takich warunkach, zwłaszcza że cena noclegu na osobę to równowartość ponad 150 zł. Nie jest nam dane w spokoju zastanowić się nad tym, co dalej robić. Siedząc nieruchomo, jesteśmy łatwym łupem dla komarów. A ugryzienie karaibskiego komara to nie taki drobiazg jak ugryzienie mazurskiego.</p>
<p><strong>Decyzja o powrocie</strong></p>
<p>Czym prędzej biegniemy na drogę i łapiemy po kilkunastu minutach czekania taksówkę. Każemy się zawieźć do innych ośrodków. Kolejny to chatki budowane na drzewach. Tym razem w ogóle zamiast ścian mają moskitiery i jest równie drogo. Jedziemy do następnego ośrodka. Po drodze zaczyna się ulewa. W ciągu kilku minut asfaltowa droga zamienia się w rwący potok, po zboczach wzniesień leją się strugi wody, wymywając ziemię. Tu muszę wyjaśnić, że taksówki na Wyspach Dziewiczych to nieduże ciężarówki, na pace których postawiono pod zadaszeniem ławki dla pasażerów. Zadaszenie niewiele nam dało. Po kilku minutach jazdy kompletnie przemokłyśmy. Odechciało się nam oglądania kolejnych ośrodków.</p>
<p>Szybka decyzja, że wracamy na St. Thomas do naszego luksusowego w porównaniu z tymi tutaj ośrodka. Każemy kierowcy zawrócić do miasta. Taksówkarz musi jechać parę kilometrów, zanim znajduje dogodne miejsce na nawrotkę. Nie protestujemy, bo po drodze mijamy samochód osobowy, który jednym kołem spadł z asfaltu i oparł się o niego podwoziem. Pod asfaltem nie było podłoża, bo deszcze wymyły ziemię. Kierowca bezradnie stał na drodze, wybierając numer telefonu w komórce. Nie wiem, czy na St. John działa pomoc drogowa, ale z pewnością ktoś musiał pomóc temu człowiekowi wyciągnąć samochód, bo sam nie dałby sobie z tym rady. Wracamy do miasteczka i promienie słońca, które wyglądają po ulewie, suszą nasze ubrania. Widzimy, jak ulatuje z nich para.</p>
<p>Krótki spacer kończymy w knajpie. Niezbyt szczęśliwie, bo najpierw kelnerka podaje mi sfermentowany sok pomarańczowy i nawet nie sili się na zaskoczenie, kiedy mówię, że coś z napojem jest nie w porządku. A potem podaje jednej z nas zamiast smażonych krewetek zmrożone krewetki w plastikowej siatce, tyle że bez metki. Dokładnie w takiej postaci, w jakiej można je kupić w supermarkecie. W miarę jak krewetki się rozmrażają, w nozdrzach zaczyna wiercić od nieznośnego zapachu. Obiad kończy się awanturą. Jak na jeden dzień dość mamy niemiłych doświadczeń. Marzymy o tym, żeby jak najszybciej wrócić na St. Thomas. Do plaży z iguanami, do ruchliwych dróg, do przystani w Red Hook i sklepów pełnych turystów wysiadających z przybijających do brzegu statków rejsowych.</p>
<p><!--adsense-->Źródło: kafeteria.pl, maj 2007<span style="color: #85807e;"><br />
&#8211;<br />
<a href="http://kitlinska.pl" target="_blank">Ewelina Kitlińska</a><br />
Więcej podobnych artykułów oraz zdjęć na: <a href="http://kitlinska.pl" target="_blank">www.kitlinska.pl</a><br />
Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-11116,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Wyspa_Rockefellera.html">www.Artelis.pl</a><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/wyspa-rockefellera/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po nitce do kłębka…WEŁNY</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/po-nitce-do-klebka%e2%80%a6welny/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/po-nitce-do-klebka%e2%80%a6welny/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Jul 2009 10:50:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[na weekend]]></category>
		<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=214</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Piotr Łeszyk Cudze chwalimy, swego nie znamy, sami nie wiemy co posiadamy! Warto jak mantrę powtarzać tą maksymę, zwłaszcza w okresie wakacyjnym. Podczas gdy bogaci (albo po prostu bardziej oszczędni) Wielkopolanie będą byczyć się na Bahamach czy Seszelach, ci o mniej zasobnych kiebzach, ale spragnieni wrażeń estetycznych, mogą zastanowić się nad weekendowym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Piotr Łeszyk</small></p>
<p>Cudze chwalimy, swego nie znamy, sami nie wiemy co posiadamy! Warto jak mantrę powtarzać tą maksymę, zwłaszcza w okresie wakacyjnym. Podczas gdy bogaci (albo po prostu bardziej oszczędni) Wielkopolanie będą byczyć się na Bahamach czy Seszelach, ci o mniej zasobnych kiebzach, ale spragnieni wrażeń estetycznych, mogą zastanowić się nad weekendowym pobytem…właśnie, gdzie? A no może w WEŁNIE!<br />
<span id="more-214"></span></p>
<p>Już sama nazwa brzmi zachęcająco a tu czeka nas jeszcze sporo niespodzianek. Ale na początek słów kilka o lokalizacji WEŁNY. Miejscowość ta znajduje się na terenie województwa wielkopolskiego, w powiecie obornickim a żeby było łatwiej dotrzeć, dodam jeszcze, że w gminie Rogoźno. W sławetnym Rogoźnie lubił swawolić król Przemysł II. Tam też organizował biesiady na miarę uczt Lukullusa i w tej miejscowości władca został zamordowany. Za sprawą monarchy Rogoźno weszło na stałe do historii Polski. Inaczej ma się sprawa z Wełną, która choć przepiękna jest przemilczana i to, o zgrozo! we wszystkich wielkopolskich przewodnikach. Wełna jest usytuowana w odległości ok. 32 km od Poznania przy trasie nr 11 Poznań-Piła.</p>
<p>Znajduje się w niej jeden z najcenniejszych zabytków architektury sakralnej w Wielkopolsce, a może nawet warto pokusić się o stwierdzenie, że w całej Polsce. Kościół Podwyższenia Świętego Krzyża to absolutny ewenement i prawdziwa perła architektoniczno-malarska. Obiekt ten powstał z fundacji Wojciecha Rydzyńskiego, dziedzica dóbr wełneńskich, cześnika kaliskiego a wreszcie kasztelana lędzkiego oraz jego żony, Anny z Proskich. Wzniesiono go w roku 1727. Wykonanie dekoracji kościoła zlecono poznańskiemu franciszkaninowi – Adamowi Swachowi – niezwykle utalentowanemu artyście, po którym słuch zaginął już w następnej epoce. Czas najwyższy, aby przypomnieć o mistrzu-mnichu. Dzieje kościółka są dość burzliwe, ponieważ już w roku 1846 majątek wełneński został przejęty przez Niemców. Ewangelickim właścicielom nie zależało na jego odbudowaniu, poszli nawet krok dalej, zakazali wszelkich remontów. Kościół podupadał i podupadał. Odnotowano, że podczas wizyty biskupiej w roku 1862 obiekt znajdował się w stanie fatalnym. Prace remontowe podjęto najprawdopodobniej dopiero pod koniec XIX wieku. Sytuacja wełneńskiego sanktuarium uległa poprawie w drugiej dekadzie XX wieku. W latach 40. i 50. wykonano kolejne prace konserwatorskie, ale to dopiero niedawno, w latach 2002-2008, wykonano pełną konserwację polichromii (malowideł na suchym tynku).</p>
<p>Mimo że Kościół Podwyższenia Św. Krzyża w Wełnie został objęty patronatem Unii Europejskiej a ideę renowacji obiektu popiera Ks. Abp Henryk Muszyński, Metropolita Gnieźnieński, niewiele osób wie o jego istnieniu. Poza parafianami i grupą konserwatorów nikt nie interesuje się losem jednego z najcenniejszych zabytków budownictwa drewnianego w Polsce. To trochę niepokojące, ponieważ wełneńskie sanktuarium to pierwsza liga zabytków. Wnętrze kościoła wypełnia jednolita dekoracja architektoniczno-malarska, obejmująca polichromię ścian, stropów oraz ołtarzy i konfesjonałów. Dekoracja sprawia wrażenie bardzo spójnej kompozycji iluzjonistycznej. Dominują sceny związane z kultem Krzyża Świętego. Na ścianach można odnaleźć przedstawienia Widzenia Św. Bernarda, Widzenia Św. Eustachego i Stygmatyzacji Św. Franciszka. Ponieważ motywem przewodnim koncepcji Adama Swacha jest krzyż, w kościółku nie mogło zabraknąć i Konstantyna Wielkiego pod postacią którego widnieje słynna łacińska paremia „In hoc signum vinces”, czyli „Pod tym (W tym) znakiem/u zwyciężysz”. Uwagę przykuwa spójność kompozycji franciszkanina przejawiająca się w symetrycznym usytuowaniu Ewangelistów, Apostołów i męczenników. I co arcyciekawe, poszczególnych świętych można rozpoznać po atrybutach. Niejednokrotnie nie jest to łatwe zadanie, dopiero rzetelna wiedza religioznawczo-historyczna pozwala na identyfikację poszczególnych świętych. Dla przykładu, atrybutem Świętego Eustachego jest byk lub wół z brązu, bo to właśnie w rozżarzonym byku/wole został upieczony późniejszy męczennik, wpierw rzucono go lwom na pożarcie, ale gdy okazało się, że drapieżniki nie wyrządziły mu żadnej krzywdy, przedsięwzięto drastyczniejsze metody. Z kolei Święty Wawrzyniec jest przedstawiany z kratą/rusztem, na którym poniósł męczeńską śmierć. Głęboko ukryta metaforyka obrazu jest naprawdę intrygująca. Ja sama będąc nie dalej jak tydzień temu w Wełnie nie mogłam wyjść z podziwu dla artystycznego kunsztu Adama Swacha.</p>
<p>W kościele Podwyższenia Świętego Krzyża nie brakuje też przedstawień Maryi (z inskrypcją Santa Maria Mater Dei – Święta Maria Matka Boga) oraz Chrystusa jako Zbawiciela Świata (topos Salvator Mundi).</p>
<p>Co interesujące, to właśnie w Wełnie, w roku 1780 Józef Wybicki, autor tekstu Mazurka Dąbrowskiego, zawarł związek małżeński z Esterą Wierusz-Kowalską.</p>
<p>Wełneński kościół jest absolutnym majstersztykiem. Zachwycamy się monumentalnymi bazylikami i pełnymi przepychu sanktuariami maryjnymi a tymczasem, praktycznie pod ręką, mamy prawdziwy diament. Czas żeby oszlifować go do końca.</p>
<p>Aktualnie w Wełnie są kontynuowane prace konserwatorskie. Tylko renowacja sztuki pozwala ocalić ją od zapomnienia, dlatego tak ważne jest, aby wspierać zachowanie polskich dóbr kultury. Ile jest w Polsce takich zapomnianych Wełn? Ile światowej klasy malowideł ściennych czy rzeźb nie udało się ocalić? I dlaczego nie można ich poddać konserwacji? Przede wszystkim problemem są fundusze, a w zasadzie ich brak bądź niewłaściwe dysponowanie przez administrację państwową. Apeluję do wszystkich, abyśmy wspierali działania mające na celu wzbogacenie dziedzictwa narodowego. Nieodkrytych wsi, takich jak Wełna, jest bardzo wiele na mapie Polski, a tymczasem nasza miejscowość ma do zaoferowania nie tylko przepiękny kościół, który po zakończeniu prac konserwatorskich z powodzeniem mógłby stać się miejscem kameralnych koncertów organowych. Nieopodal Wełny, w Jaraczu, znajduje się również niebanalne muzeum, mianowicie Muzeum Młynarstwa. Dla zwykłych a i niezwykłych zjadaczy chleba jak znalazł! Do tego należy dodać, że Wełna jest naprawdę urokliwa. Jeżeli tylko ktoś marzy o spokojnym wypoczynku, spacerach po lesie, wytchnieniu od wielkomiejskiego zgiełku i hałasu a przy tym nie chce rezygnować z doznań estetycznych to powinien wybrać się do gminy Rogoźno.</p>
<p><!--adsense-->Marketing to przede wszystkich duże nakłady finansowe, ale i ogromne zyski. Nie każda miejscowość może się lansować poprzez plakaty reklamowe, spoty czy środki masowego przekazu. Przyczyna jest dość prozaiczna. Jak zawsze, chodzi o pieniądze. Małej gminie dużo trudniej zaistnieć niż np. gminie wielkomiejskiej. A bez medialnego szumu wiele obiektów, choć cennych, nie istnieje w naszej świadomości. Mam nadzieję, że władze lokalne uświadomią sobie jaką perłę architektoniczno-malarską posiadają i nie zachowają się jak biblijne wieprze, lecz wręcz przeciwnie, spróbują rozreklamować Wełnę i zachęcić do jej odwiedzania. Od czego zacząć? Proponuję foldery informacyjne, artykuł w lokalnej prasie, wzmiankę w przewodnikach po Wielkopolsce. Jedno jest pewne: nazwa Wełna zapada w pamięć i to warto wykorzystać!</p>
<p><strong>Autor: Monika Grażyna Jania</strong></p>
<p><a href="http://www.akademiec.pl/pl.html" target="_blank">Tekst pochodzi ze strony www.akademiec.pl. Sprawdź nas!</a></p>
<p>Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-11449,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Po_nitce_do_klebka…WELNY.html">www.Artelis.pl</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/po-nitce-do-klebka%e2%80%a6welny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przewodnik po Malcie</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/przewodnik-po-malcie/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/przewodnik-po-malcie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 21 Jun 2009 22:45:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=195</guid>
		<description><![CDATA[autorem artykułu jest Mirek Nikolin Malta to zlepek kultur pochodzących z Włoch, Anglii, Francji i arabskiej Afryki. Symbolem Malty jest czerwony ośmiokątny krzyż, pozostałość po prawie 300-letniej obecności zakonu rycerskiego św. Jana, oznaczający osiem boskich błogosławieństw. Maltańczycy są społecznością bardzo religijną. Znajduje się tu ponad 365 kościołów katolickich. Można tu także wysłuchać Mszy Świętej po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--adsense--><small>autorem artykułu jest Mirek Nikolin</small></p>
<p>Malta to zlepek kultur pochodzących z Włoch, Anglii, Francji i arabskiej Afryki. Symbolem Malty jest czerwony ośmiokątny krzyż, pozostałość po prawie 300-letniej obecności zakonu rycerskiego św. Jana, oznaczający osiem boskich błogosławieństw.<br />
Maltańczycy są społecznością bardzo religijną. Znajduje się tu ponad 365 kościołów katolickich. Można tu także wysłuchać Mszy Świętej po arabsku.<span id="more-195"></span></p>
<p>Turyści zwykle planują <strong><a href="http://www.centraltravel.pl/malta" target="_blank" rel="nofollow">wczasy na Malcie</a></strong> w maju i czerwcu oraz na początku września. Jest wtedy ciepło i sucho, ale nie ma upałów. Lipiec i sierpień to miesiące najwyższych temperatur, które mocno dają się we znaki &#8211; temperatura podnosi się wtedy do ok. 35°C. To także okres najwyższych cen i największego natężenia ruchu turystycznego. Wiosną zdarzają się wichury a jesienią ulewy.</p>
<p><strong>Co warto zwiedzić:</strong></p>
<p>Valletta &#8211; miasto rycerzy Zakonu Św. Jana, z niesamowitym układem obronnym z fortem św. Elma, bramami, wieżami i uliczkami. Jest tu także konkatedra św. Jana, Pałac Wielkich Mistrzów i Teatr Manoela.<br />
Marsaxlokk – wioska rybacka z kolorowymi łodziami rybackimi.<br />
Rabat: grota i katakumby św. Pawła.<br />
Mdina – miasteczko, gdzie zwiedzić można średniowieczny budynek Palazzo Falzon, (Dom Normański), główny plac z rzymskokatolicką katedrą i muzeum katedralnym średniowieczne podziemia (znajdujące się poniżej Pałacu Vilhena).<br />
Gozo – malutkie miasteczko z Błękitnym Oknem (gigantycznym łukiem skalnym w klifie, zaledwie parę metrów od morza).<br />
Zatoka św. Pawła i Bugibba.<br />
Cirkewwa &#8211; port, w którym cumują promy z wyspy Gozo.<br />
Rajska Zatoka (Paradise Bay) &#8211; jedno z najlepszych na Malcie miejsc z piaszczystą plażą i w bliskiej odległości na północ od miasta.<br />
Qrenda &#8211; wioska, w pobliżu której zobaczyć można imponujące i ciekawe świątynie prehistoryczne, Hagar Qim i Mnajdra.</p>
<p>Polska nie ma regularnych połączeń z wyspą, więc bezpośredni lot może się odbyć jedynie samolotem czarterowym. W lecie loty takie organizowane są z Okęcia raz w tygodniu. Można dolecieć z międzylądowaniem we Frankfurcie nad Menem lub w Monachium. Czas podróży to ok. 7 godzin. Wszystkie samoloty lądują na Luqa International Airport w Valletcie. Stąd jest co najmniej 7 helikopterowych połączeń dziennie na Gozo.<br />
Można także zaplanować podróż drogą wodną. <a href="http://www.centraltravel.pl/malta" target="_blank" rel="nofollow"><strong>Wycieczki na Maltę</strong></a> &#8211; w lecie kursują na Maltę (do Valletty) promy i katamarany z Włoch kontynentalnych, Tunezji i Sycylii.</p>
<p>Kuchnia maltańska oferuje proste i pożywne dania. Upał powoduje, że posiłki przyrządzane są szybko i nieskomplikowanie. Dania obfitują w niezliczone ilości ryb oraz owoce morza. Najpopularniejszymi daniami są przede wszystkim ross il-forn (ryż z dodatkiem mięsa wołowego bądź wieprzowego, zapiekany z serem), torta tal-lampuki (pasztet rybny z dodatkiem: pomidorów, cebuli oraz szpinaku) oraz timpana (makaron zapiekany z wołowiną). Malta jest znana z produkcji win: Lachryma Vitis (białe oraz czerwone), Marsovin (białe, różowe oraz czerwone). Dużym powodzeniem cieszą się również piwa, takie jak: Hop Leaf oraz Cisk Lager. Malta oprócz win i piw słynie z produkcji najlepszych fig, oliwek, owoców cytrusowych i migdałów.</p>
<p>Osoby planujące spędzić wczasy na Malcie powinny zaopatrzyć się w dokument potwierdzający fakt ubezpieczenia (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego – EKUZ). EKUZ wydaje każdy regionalny oddział Narodowego Funduszu Zdrowia. Zakres ubezpieczenia obejmuje tylko podstawowe usługi medyczne, dlatego też zaleca się wykupić dodatkowe ubezpieczenie pokrywające dodatkowe koszty leczenia w prywatnych szpitalach i klinikach.</p>
<p><!--adsense-->Ambasady</p>
<p>Na Malcie nie ma ambasady RP.<br />
Akredytację na ten kraj ma ambasador RP w Rzymie,<br />
via P.P. Rubens 20, Monti Parioli 00197,<br />
Roma, C003906/36204200,<br />
www.rzym.polemb.net,<br />
Na Malcie urzęduje Konsul Honorowy RP<br />
60, South Street, Valetta VLT 11,<br />
Malta C003562/1244306</p>
<p><span style="color: #85807e;">&#8211;<br />
Artykuł pochodzi z serwisu <a href="http://artelis.pl/art-11357,18,110,Kultura_i_Rozrywka,Przewodnik_po_Malcie.html" rel="nofollow">www.Artelis.pl</a><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/przewodnik-po-malcie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zamek Devin &#8211; ruiny w okolicach Bratysławy</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/zamek-devin-ruiny-w-okolicach-bratyslawy/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/zamek-devin-ruiny-w-okolicach-bratyslawy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 May 2009 10:34:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=187</guid>
		<description><![CDATA[Dziewicza wierza (Panenská veža) Zamek Devin, leżący na potężnym skalnym wzniesieniu u ujścia Morawy do Dunaju należy do najważniejszych tego typu budowli na całej Słowacji. Pierwsze wzmianki o jego powstaniu pochodzą z IX wieku, a zatem jest on najstarszym tego typu obiektem w Europie. Obecny kształt ruin jest wynikiem działań wojsk napoleońskich, które w 1809 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://2.bp.blogspot.com/_fCYIeE1zFA8/SWoBydhYeDI/AAAAAAAAABA/78wHpKTh7U0/s1600-h/DSC01263.JPG"><img class="size-medium wp-image-188 aligncenter" title="Zamek Devin" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2009/05/dsc01263-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2009/05/dsc01255.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-189" title="Zamek Devin" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2009/05/dsc01255-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a></p>
<p style="text-align: center;"><strong>Dziewicza wierza (Panenská veža)</strong></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://1.bp.blogspot.com/_fCYIeE1zFA8/SWoGfRJLT5I/AAAAAAAAABQ/EdeiqT6hLug/s1600-h/DSC01069.JPG"><img class="aligncenter size-medium wp-image-190" title="Dziewicza wierza" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2009/05/dsc01069-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a></p>
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: left;"><strong>Zamek Devin</strong>, leżący na potężnym skalnym wzniesieniu u ujścia Morawy do Dunaju należy do najważniejszych tego typu budowli na całej Słowacji. Pierwsze wzmianki o jego powstaniu pochodzą z <strong>IX wieku, a zatem jest on najstarszym tego typu obiektem w Europie</strong>. Obecny kształt ruin jest wynikiem działań wojsk napoleońskich, które w 1809 roku wysadziły zamek w powietrze.</p>
<p>W okresie zimnej wojny zamek stał na samej granicy komunistycznej Czechosłowacji i Wolnego Świata, czyli Austrii. Z tego właśnie powodu jego spora część zamknięta była dla szerokiej publiczności, gdyż władze obawiały się, że wykorzystany zostanie do wydostania się za granicę. Byli podobno i tacy, którzy na lotni próbowali przelecieć nad Dunajem, historycy jednak nie potwierdzają tego faktu.</p>
<p>Zdjęcia wykonane zostały podczas Euro tripu 2008. Więcej o nim znajdziesz na:<br />
<a href="http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-v-wieden-i-bratyslawa/" target="_blank">http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-v-wieden-i-bratyslawa/</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/zamek-devin-ruiny-w-okolicach-bratyslawy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Praga &#8211; Rynek Staromiejski i Kościół Panny Marii przed Tynem</title>
		<link>http://turystyczne-atrakcje.pl/praga-rynek-staromiejski-i-kosciol-panny-marii-przed-tynem/</link>
		<comments>http://turystyczne-atrakcje.pl/praga-rynek-staromiejski-i-kosciol-panny-marii-przed-tynem/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Mar 2009 14:36:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JanuszLis</dc:creator>
				<category><![CDATA[warto zobaczyć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://turystyczne-atrakcje.pl/?p=173</guid>
		<description><![CDATA[Rynek Staromiejski za dnia Praga &#8211; Rynek Staromiejski i dwa zdjęcia nocą Praga &#8211; Rynek Staromiejski Praga &#8211; Rynek Staromiejski nocą Rynek Staromiejski (Staroměstské náměstí), to centralne miejsce Starego Miasta. Liczący 9 tys. metrów kwadratowych plac należy do jednych z największych w całej Pradze. To nie jednak jego rozmiar zasługuje na szczególną uwagę, lecz stojący [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><strong>Rynek Staromiejski </strong>za dnia</p>
<div class="mceTemp mceIEcenter" style="text-align: left;">
<dl id="attachment_175" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://3.bp.blogspot.com/_fCYIeE1zFA8/SWjBtwY9HEI/AAAAAAAAAAM/Oik0eUVkw7w/s1600-h/DSC01009.JPG"><img class="size-medium wp-image-175" title="Rynek Staromiejski" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2009/03/dsc01009.jpg" alt="Praga - Rynek Staromiejski" width="300" height="225" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd" style="text-align: center;">Praga &#8211; Rynek Staromiejski</dd>
</dl>
</div>
<p style="text-align: left;">i dwa zdjęcia nocą</p>
<div class="mceTemp mceIEcenter" style="text-align: left;">
<dl id="attachment_176" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://2.bp.blogspot.com/_fCYIeE1zFA8/SWjC3gKtwkI/AAAAAAAAAAU/mnapcudX_o0/s1600-h/DSC00851.JPG"><img class="size-medium wp-image-176" title="Rynek Staromiejski nocą" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2009/03/dsc00851.jpg" alt="Praga - Rynek Staromiejski" width="300" height="225" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd">Praga &#8211; Rynek Staromiejski</dd>
</dl>
</div>
<div class="mceTemp mceIEcenter" style="text-align: left;">
<dl id="attachment_177" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://2.bp.blogspot.com/_fCYIeE1zFA8/SWjFvDCzoOI/AAAAAAAAAAc/FK5sa4qjzTU/s1600-h/DSC00854.JPG"><img class="size-medium wp-image-177" title="Rynek Staromiejski - Widok na Galerię Narodową" src="http://turystyczne-atrakcje.pl/wp-content/uploads/2009/03/dsc00854-300x225.jpg" alt="Praga - Rynek Staromiejski nocą" width="300" height="225" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd">Praga &#8211; Rynek Staromiejski nocą</dd>
</dl>
</div>
<p><!--adsense--><strong>Rynek Staromiejski (<em>Staroměstské náměstí)</em>,</strong> to centralne miejsce Starego Miasta. Liczący 9 tys. metrów kwadratowych <strong>plac należy do jednych z największych w całej Pradze</strong>. To nie jednak jego rozmiar zasługuje na szczególną uwagę, lecz stojący przy nim gotycki <strong>kościół Panny Marii przed Tynem (<em>Kostel Matky Boží před Týnem</em>) z XIV wieku</strong>. W odróżnieniu od większości świątyń nie ma on odsłoniętego wejścia. By zobaczyć wnętrza kościoła trzeba przejść kilkadziesiąt metrów wgłąb korytarza stojącej przed nim kamienicy. Kto to tak wymyślił i dlaczego? Nie wiem. Na pewno jednak stanowi to o oryginalności kościoła. Można jednak zapomnieć o zrobieniu dobrego zdjęcia jego fasady.</p>
<p>Po lewej stronie od kościoła stoi rokokowy <strong>pałac Goltz-Kińskych z 1755 roku</strong>, w którym mieści się obecnie Galeria Narodowa. Co ciekawe, właśnie w tym budynku w XIX wieku mieścił się sklep pasmanteryjny, którego <strong>właścicielem był ojciec znanego pisarza Franza Kafki, Herman</strong>.</p>
<p>Zdjęcia zrobione zostały w trakcie wakacyjnego wyjazdu który opisałem tu: <a href="../euro-trip-czesc-iv-praga/" target="_blank">http://turystyczne-atrakcje.pl/euro-trip-czesc-iv-praga/</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://turystyczne-atrakcje.pl/praga-rynek-staromiejski-i-kosciol-panny-marii-przed-tynem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
